wtorek, 23 września 2014

Rozdział 43 ~ Wyganiasz mnie?

Kiedy tylko wylądowałam na lotnisku w Londynie zadzwoniłam do Wojtka.
- Jadę.- usłyszałam jego głos i sygnał przerwanego połączenia. No tak... Cały Wojtek.
W międzyczasie, kiedy mój przyjaciel dojeżdżał, ja odebrałam swoją walizkę i wyszłam na parking, gdzie cierpliwie czekałam na bruneta. 
Gdy tylko zobaczyłam mojego przyjaciela wychodzącego ze swojego auta, puściłam walizki i podbiegłam, dosłownie rzucając się na niego i przytulając.
- Tęskniłam...- wyszeptałam.
- Ja też. Nawet nie wiesz jak bardzo.- powiedział wzmacniając uścisk.
- A Marina?- zapytałam, kiedy oderwałam się od przyjaciela.
- Tutaj jestem.- usłyszałam jej jedwabny głos.
- Chodź tu do mnie.- odparłam i przytuliłam ja.


*Kilka dni później*
Czas spędzany w Londynie płynął mi nieubłaganie szybko, z czego z jednej strony cieszyłam się, zaś z drugiej zupełnie odwrotnie..
Dzisiaj nie chcąc tracić dnia szybko ubrałam się, przemyłam twarz chłodną wodą i nałożyłam makijaż, a włosy związałam w niedbałego koka. Zeszłam na dół, gdzie nikogo nie było. Postanowiłam zrobić śniadanie dla domowników. Postawiłam na naleśniki z jabłkami. Nim się obejrzałam, a już się piekły. W tym samym czasie do kuchni wszedł zaspany Wojtek.
- Hej.- przywitałam bramkarza entuzjastycznie.
- Heeeej.- ziewnął.- Co robisz?- zapytał nalewając sobie wody do szklanki.
- Naleśniki.- uśmiechnęłam się.
- ... I jak tam z Reus'em?- zapytał nagle Szczęsny.
- Yy... No ten... Jesteśmy razem.- odparłam niepewnie, a jednocześnie z uśmiechem.
- No w końcu!- przytulił mnie, na co ja zaśmiałam się.- A niech mi cię skrzywdzi to nie żyje.- oderwał się ode mnie i cmoknął w policzek.
- Weź idź!- zaśmiałam się.
- Wyganiasz mnie?- zrobił oczka kotka ze Shreka.
- Nie no skądże.
- Już myślałem...- "odetchnął z ulgą".
- Źle myślałeś..- wywaliłam mu język.
- Małpa!
- Tak, tak. I tak cię kocham.- zaśmiałam się.
- To masz problem, bo ja ciebie nie.- tym razem to on wywalił mi język.
- Głupek!
- Małpa!
- Debil!
- Ciota!
- Cham!- powiedziałam, a Wojtek już nic nie powiedział.- Zgasiłam cię.- wybuchnęłam śmiechem.
- Zgasić to ty możesz co najwyżej świeczki.- powiedział i tym razem to ja nie wiedziałam co mam powiedzieć.
- Emm... Yyy... Nie bądź taki do przodu, bo ci z tyłu zabraknie.- powiedziałam "ratując się".
- Ehh... Jak ja kocham te wasze docinki.- westchnęłam Marina, która pewnie już od dłuższego czasu przysłuchiwała się naszej "rozmowie". Ja i mój przyjaciel zaśmieliśmy się, a Marina podeszła do bruneta i pocałowała na przywitanie.
- Oj, wy moje zakochańce.- zaśmiałam się.


***

Wieczorem po męczącym zwiedzaniu galerii handlowej i okupowaniu się leżałam na łóżku i rozmawiałam z Marco przez Skype.
- I jak?- zapytał zaciekawiony.
- Dobrze.- uśmiechnęłam się szczerze.
- Tęsknie za tobą. I to tak cholernie tęsknie.- wyznał.
- Ja też tęsknie. Cholernie tęsknie.- powiedziałam, a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, którą Marco szybko "wytarł". 
- Ejj, nie płacz. Sama mówiłaś, że to tylko kilka dni.
- Ale wtedy nie wiedziałam, że to będzie takie trudne...- powiedziałam. Rozmawialiśmy jeszcze kilka godzin, ale już na przyjemniejsze tematy. Po skończonej rozmowie z chłopakiem szybko popędziłam do łazienki, gdzie wzięłam równie szybki prysznic i po 30 min. byłam z powrotem w pokoju.

*Następny dzień*
*Marco*
Po skończonym treningu, przyjechałem wraz z Gotze do mojego domu. Zamówiliśmy pizze i włączyliśmy Fife.
- Zajmuje Borussie.- krzyknąłem.
- Ej, nie. Ja chce.- wydarł się z salonu. Wziąłem picie dla nas i ruszyłem do salonu, w którym czekał na mnie Mario.
- Możesz zagrać swoim Bayernem.- rzekłem lekko chamsko.
- Nie zaczynaj.- burknął. W tym samym momencie rozbrzmiał się dźwięk dzwonka do drzwi. Bez słowa ruszyłem do drzwi, mając prawie 100% pewność kto przed nimi stoi, ale kogo przed nimi zobaczyłem...
- Czego chcesz?- warknąłem.
- Marco, proszę cie porozmawiajmy.- szepnęła.
- Ale Caro. My już nie mamy o czym rozmawiać.
- Nie możesz tak po prostu mi wybaczyć i wrócić? Nie może być tak jak dawniej? Przecież byliśmy ze sobą tak szczęśliwi...
- Nie Caro. Ty byłaś szczęśliwa!- już chciałem zamknąć drzwi, ale blondynka zatrzymała mnie.
- Ale ja ciebie nadal kocham.- powiedziała łapiąc mnie za rękę.
- Nie. Ty nigdy mnie nie kochałaś. Kochałaś tylko i wyłącznie moją kasę.- zakończyłem naszą bezcelową rozmowę i wróciłem do salonu.
- Czy mi się zdawało czy to była Carolin?- zapytał szatyn jak tylko usiadłem obok niego na kanapie.
- No. Caro.- przytaknąłem.
- I czego chciała?- zapytał zły. Od zawsze nie lubił Carolin. Kiedy jeszcze bylem z Carolin cały czas powtarzał, że ta mnie nie kocha i zdradza na prawo i lewo. Miał racje, ale ja nie wierzyłem w to, a raczej nie chciałem wierzyć. Dopiero kiedy zobaczyłem to na własne oczy uwierzyłem...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, hej, hej misiaki moje kochane. ♥
Jestem z kolejnym.
Miałam, a raczej chciałam dodać wczoraj, jednak szkoła nie pozwoliła mi na to. ;c
Ale jest teraz...
Hm... Co tu dużo mówić?
Już was nie męczę i daję wam ocenić ten rozdział. ;)

Buziaki Kinga... ;**

poniedziałek, 15 września 2014

Rozdział 42 ~ Nie Jezusuj, bo Jezusem zostaniesz.

- Idź się wykąp, bo nie będę z tobą spała. Jeb*e od ciebie na kilometr.- inaczej tego określić się nie dało. Marco bez żadnego sprzeciwu i słynnego "ale" skie wał się do łazienki.
Położyłam się wygodnie na łóżku mojego ukochaneg. i rozmyślałam... O nim. Powoli moje powieki robiły się ciężkie i nie byłam w stanie utrzymać ich. Już prawie usypiałam, kiedy poczułam ciepłe wargi na mojej szyi...
- Spisz?- zapytał ochrypłym głosem, nadal całując skrawek po skrawku mojej szyi. W międzyczasie jego ręka zawędrowała na mój brzuch.
Już po chwili blondyn był nade mną i musnął moje wargi. Jednak już chwile później jego usta zagościły na moich w namiętnym pocałunku. Wiedziałam do czego zmierza Marco, ale i wiedziałam, że nie jest trzeźwy.
- Marco...- odsunęłam go lekko od siebie, jednak ten nie reagował. Nadal całował mnie, a jego ręce błądziły po moim ciele. Chciałam to z nim zrobić, ale nie teraz...- Pijany jesteś.- odepchnęłam go już z większą siłą niż poprzednio. 
- Ale to nie oznacza, że nie wiem co robię.- odparł siadając obok mnie. Ja również się podniosłam. 
- Wiem.- powiedziałam i przygryzłam lekko dolną wargę. Przysunęłam się bliżej Marco i lekko popchnęłam, tak że leżał. Usiadłam na nim okrakiem, ujęłam jego twarz w dłonie i zaczęłam namiętnie całować. Blondyn wsunął ręce pod moja koszulkę, zatrzymując się na biodrach. Wiedział, że na więcej jak na razie pozwolić sobie nie może. Jednak na tym się skończyło...
Odrywając się od Marco przejechałam po jego nagim i umięśnionym torsie.
- Może być?- zapytałam z szerokim uśmiechem.
- Brakuje mi czegoś w tym "zdaniu".-odparł, a ja spojrzałam na niego pytająco.- Kochanie.- zaśmiał się.
- No dobrze. Może być kochanie?
- Idealnie kotku.- odpowiedział, a ja zeszłam z niego i położyłam się obok.
- Dobranoc.- dodałam, odwróciłam się na drugi bok, tyłem do Marco.
- Dobranoc.- odparł całując mnie w policzek i łapiąc moją dłoń.

*Następny dzień*
Obudziłam się po 12, a Marco już nie było obok mnie. Było to trochę dziwne, bo on zawsze po imprezach śpi najdłużej jak tylko może.
Z wielką chęcią wstałam, iż to ostatnie moje godziny w Dortmundzie przed wjazdem do Londynu.
Założyłam bluzę Marco, która leżała obok łóżka i zeszłam na dół. Już kiedy postawiłam nogę na schodach poczułam zapach smażonej jajecznicy. Nie dowierzałam... Mój Marco umie gotować, a raczej piec. Najciszej jak tylko mogłam weszłam do kuchni i będąc już wystarczająco blisko blondyna, wbiłam palce w dolną część jego pleców. Podskoczył.
- Jezuu..!- krzyknął "łapiąc się za serce".
- Nie Jezusuj, bo Jezusem zostaniesz.- zaśmiałam się, stanęłam na palcach i  czule pocałowałam mojego chłopaka.- Co tam pichcisz?- zapytałam spoglądając na patelnię.
- Jajecznicę dla mojej księżniczki.- uśmiechnął się zabójczo.
- A dodałeś soli?- zapytałam i zaczęłam mieszać nasze śniadanie.
- Tak.- odpowiedział dumnie.
- A szczypiorek?- zadawałam kolejne pytania, nie przerywając czynności.
- Już. Sio mi stąd.- zabrał mi łyżkę drewnianą.
- No dobrze, już dobrze.- zaśmiałam się.- To ja pójdę...- zapomniałam, że nie mam ubrań na zmianę.- Ta... Pójdę.- powiedziałam z grymasem na twarzy.
- W pokoju gościnnym jest szafa, wiesz gdzie?- usłyszałam głos blondyna. Pokiwałam twierdząco głową.- Tak powinnaś znaleźć coś dla siebie.- dodał. Już miałam otwierać usta, aby zadać pytanie, ale Marco mnie uprzedził czytając mi w myślach.- Nie. To nie są ubrania Caro.- zaśmiał się.
- Już myślałam...- oparłam.- To idę.- dodałam i ruszyłam w kierunku schodów.
- Ejejejj...- Marco mnie zatrzymał. Odwróciłam się, jednak nie zdążyłam nic powiedzieć, ponieważ złożył na moich ustach czuły pocałunek, gładząc palcem mój policzek. Kocham, kiedy tak robi. Zaskakuje mnie. Z trudem oderwałam się od jego kuszących ust i odchodząc przejechałam ręką po jego torsie, na co ten zaśmiał się słodko.

***

Po zjedzeniu kolacji poszliśmy do salonu, aby coś obejrzeć.
- To co robimy?- zapytałam opierając głowę o ramie Marco.
- Olewamy wszystko, spędzamy razem czas i cieszymy się sobą.- zaśmiał się całując mnie w czoło.
- Czemu nie?- wzruszyłam ramionami.- O nie... Ja się jeszcze nie spakowałam.- mruknęłam spoglądając na blondyna.
- No to na co liczysz? Jedziemy.- wstał i złapał mnie za rękę ciągnąc w stronę swojej sypialni.
- Yyy, Marco? Po co my tu przyszliśmy?- zapytałam zaskoczona.
- A jak myślisz?- nie zdążyłam powiedzieć, bo Marco docisnął mnie do ściany i popatrzył w głęboko w moje oczy.- Chyba zapomniałaś, ze ja bez telefonu się nie ruszam.- zaśmiał się i złapał za swój telefon. Ja również wzięłam swój i ruszyliśmy.

***

Pakując moje rzeczy wygłupialiśmy się jak tylko mogliśmy. Śmialiśmy się z niczego. Ganialiśmy po moim pokoju, a nawet próbowałam uciec przed Marco przez balkon, co mi się nie udało...
- Już, ogar. Muszę się spakować. Za trzy godziny mam samolot.- upomniałam mojego chłopaka.
- No dobra.- odparł ze skrzywioną miną.
Do końca, no może nie do końca pakowania moich rzeczy na tygodniowy wyjazd do przyjaciela staraliśmy się zachowywać normalnie. Jednak ja nie potrafiłam długo patrzeć jak mój Marco jest taki poważny. Złapałam za moją bluzkę i rzuciłam nią w niego. O dziwno trafiłam w upragniony cel. Twarz blondyna. Ten niemal natychmiastowo wstał i zaczął mnie gonić. Nie widząc innego schronienia schowałam się w szafie próbując zamknąć drzwi, jednak Marco był szybszy. Dopadł mnie i zaczął gilgotać. Natomiast ja, z racji tego, że mam masakryczne łaskotki zaczęłam wić się jak opętana.
- Marco, pro... Proszę cię.- mówiłam pomiędzy napadami śmiechu,
- A co będę z tego miał?- zapytał poruszając znacząco brwiami.
- Co tylko chcesz.- powiedziałam i łapczywie wbiłam się w jego usta, ujmując twarz blondyna w dłonie. Bicie mojego serca momentalnie przyspieszyło. To niewiarygodne co ten chłopak ze mną robi.

Dokończyliśmy pakowanie moich rzeczy i blondyn na moją prośbę poszedł na dół do Kuby i Agaty. Ja szybko odświeżyłam się, przebrałam w wygodniejsze ubrania, nałożyłam makijaż, a włosy pozostawiłam rozpuszczone, po czym zeszłam na dół. O dziwo w kuchni, ani salonie nikogo nie było, co oznaczało, że są na zewnątrz. Ruszyłam do drzwi tarasowych, które były otwarte i już kilka chwil później byłam na świeżym powietrzu.
- Jestem.- oznajmiłam rozglądając się po tarasie. O dziwo nie było dla mnie krzesełka, więc byłam skazana na kolana Marco. Spojrzałam na niego, a ten tylko poklepał się po kolanach, na co ja podeszłam do niego i usiadłam na kolanach piłkarza.
- Cudowna z was para.- usłyszałam nagle głos Agaty. Spojrzałam na moją bratową zaskoczona.
- Dziękujemy.- powiedziałam w moim i chłopaka imieniu.
W tak miłej atmosferze spędziliśmy jeszcze niecałą godzinę.
- Na mnie czas.- odparłam żegnając się z bratem i Agatą.
- Może odwieziemy cię?- zapytał Kuba.
- Daj spokój. Marco mnie odwiezie. A poza tym Oliwka śpi.- uśmiechnęłam się przekonująco.
- No dobra. Jak chcesz.
Poszłam jeszcze pożegnać się w Oliwką, a Marco poszedł po moją walizkę. Weszłam do pokoju najmłodszej Błaszczykowskiej, która spokojnie sobie spała w swoim łóżeczku. Ucałowałam małą w czoło i popatrzyłam jeszcze chwilę na nią. Tak słodko spała... Uśmiechała się przez sen.

Niecałe pół godziny później byliśmy już w budynku lotniska w Dortmundzie.
- Już tęsknię...- mruknęłam stojąc na przeciwko blondyna i trzymając go za obie ręce.
- Ja też..
Już kilka chwil później został wywołany mój lot. Zbliżyłam się jeszcze bliżej Marco i namiętnie pocałowałam.
- Pamiętaj, że cię kocham..- dodał, kiedy odchodziłam. Nasze dłonie rozłączyły się...




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No hej, hej, hej.
I mamy kolejny.
Trochę dłuższy niż poprzednie, ale jakoś tak nie mogłam go zakończyć..
No... To... Co tu więcej pisać?
Pozostawiam go do waszej dyspozycji. ;)

Buźka, Euphory. ;**


środa, 10 września 2014

Rozdział 41 ~ Laski na mnie lecą.

Po niecałych 15 min. byliśmy pod stadionem. Wysiadłem i z tylnego siedzenia mojego auta wyciągnąłem torbę treningową. Marcela wyszła zaraz po mnie. Podszedłem do niej, chwyciłem za rękę i ruszyliśmy w stronę chłopaków, którzy już byli. Jak zawsze jestem ostatni. Tyle, że teraz to jesteśmy.
- Ooo patrzcie. Nasze gołąbeczki idą...- usłyszeliśmy z ust Mario...
- No tak, tak Mario. Gołąbeczki.- uśmiechnąłem się i przywitałem z chłopakami.
- Jak tam noc się udała?- prychnął Gotze, za co został spiorunowany wzrokiem przez Marcelę.
- Ja tutaj jestem!- oburzyła się.
- Tak, tak. Wszyscy widzimy.- uśmiechnąłem się do niej.
- Koniec gadania chłopcy. Na trening zapraszam.- nie wiadomo skąd pojawił się wśród nas Kloppo.
- Oo... A trener wie, że nasz Marco jest z Marcelą?- Mario wyskoczył z "ciekawostką" do trenera.
- Naprawdę? To gratuluje.- powiedział z uśmiechem 47 latek i przytulił moją dziewczynę, a później pogratulował również mnie.
- Dziękujemy.- odparła w naszym imieniu Marcela.
- Raz, raz. Na trening.- poganiał nas trener. Wszyscy ruszyliśmy w stronę wejścia. 
Szliśmy ostatni. Nawet na chwile nie puściłem dłoni mojej ukochanej. Po chwili blondynka oparła głowę, a moja rękę, nadal trzymając moją dłoń. Natomiast ja pocałowałem ją w głowę.
Kilka chwili później byliśmy pod szatnią i musiałem "rozstać się" z Marceliną.

Trening minął mi bardzo szybko. Jak zawsze dużo się śmialiśmy. Ale dzisiaj trzeba było się skupić. W końcu gramy mecz z Barcelona. Przegrywamy 4:1. Nie jest dobrze. Ten jeden gol Roberta w pierwszym spotkaniu jakoś nam pomaga. Jeżeli chcemy wygrać to musimy się skupić i grać na pełnych obrotach.
Po skończonym treningu trener zrobił jeszcze kilku minutową zbiórkę i mówił na temat meczu. Wszyscy słuchaliśmy go nie odzywając się ani słowem.
W szatni wlekłem się jak tylko mogłem. Wiedziałem, że Marcela czeka na mnie, aby się pożegnać, bo zobaczymy się dopiero po meczu.
Kiedy wszyscy już wyszli, ja zawiązywałem dopiero buty. Po zakończeniu tej czynności złapałem za torbę treningową i miałem już wyjść, kiedy do szatni weszła blondynka.
- No ileż można czekać!?- oburzyła się.
- Oj tam..- machnąłem ręką. Położyłem torbę na ławce i podszedłem do mojej dziewczyny. Docisnąłem ja lekko do ściany i położyłem rękę na jej biodrach. Nachyliłem się i złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek, nie widząc sprzeciwu z jej strony ponownie zbliżyłem swoja twarz do jej. Ponownie złączyłem nasze usta. W ten pocałunek włożyłem wszystkie swoje uczucia. Chciałem pokazać  jak bardzo ją kocham i jak bardzo ważną jest osobą w moim życiu. 
- Tak bardzo cie kocham..- szepnęła blondynka opierając swoje czoło o moją brodę.
- Ja ciebie tez skarbie. Nawet nie wiesz jak bardzo.- ująłem jej twarz w dłonie i szeroko się uśmiechnąłem.
- Chodźmy, bo Kuba czeka.- powiedziała łapiąc mnie za rękę. Wziąłem torbę i ruszyliśmy w stronę brata mojej ukochanej. Ta ponownie oparła głowę o moja rękę. 
Wyszliśmy przed SIP gdzie czekał Kuba.
Pożegnałem się z Marceliną słodkim buziakiem, którym mnie obdarowała i ruszyłem do siebie do domu.

*Marcelina*
W domu byliśmy przed 14. Od razu poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Nie wiem czemu, ale cholernie chciało mi się spać, wiec nie poleżałam długo, bo już po chwili usnęłam. Obudziłam się po niecałych trzech godzinach. Na zegarku obok mojego łózka widniała godzina 16:42.
Chłopaki trening już zaczęli, wiec i ja musiałam zacząć szykować się na mecz...

*Po meczu*
Nie mogę w to uwierzyć. Słone łzy spływały po moich policzkach, kiedy ja siedziałam na jednym z kilkudziesięciu milionów krzeseł na Signal Iduna Park. Przegraliśmy... A tak mało brakowało. Centymetry... Marco strzelił dwie piękne bramki, które niestety nie wystarczyły. Te dwie piękne bramki mojego Marco nie wystarczyły. Mało brakowało, a Mario starzeliby bramkę. Cholerne centymetry!
Siedziałam i nie obchodziło mnie to, że WAG's mnie wołają. Po kilku sekundach w końcu wstałam i zeszłam z nimi na boisko. Od razu, kiedy wypatrzyłam Marco, wśród Borussen podeszłam do niego i przytuliłam. Nadal cicho szlochałam... Było mi strasznie przykro. 
- Ej, mała nie płacz. Nie udało się. Trudno. Czasu nie cofniemy...- mówił gładząc moje włosy.
- Wiem, ale... To cholernie trudne. Te dwie bramki... Były piękne...- powiedziałam odsuwając się od niego i ocierając swoje łzy.
- Dedykowałem je tobie.- uśmiechnął się uroczo.- Wiem, że nie chcesz, aby o nas wiedzieli. Ale tylko na razie, prawda?- zaśmiał się, czym spowodował, ze również na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Najpierw ja muszę się oswoić z tą wiadomością.- powiedziałam i zaśmiałam się.
- Chodźmy.- powiedział i ruszył w kierunku Borussen i ich partnerek.

***
Dzisiejszy wieczór spędzamy wszyscy u Moritza w domu. Jak zawsze po jakimkolwiek meczu, któryś z chłopaków robi domówkę, tak jest i dzisiaj... 
Siedziałam właśnie z dziewczynami rozmawiając na różnorodne tematy.
- Przepraszam, ale porywam te oto panią.- nagle nad sobą zobaczyłam już podchmielonego Marco. Dziewczyny pokiwały głowami na znak zrozumienia, a ja wstałam. Złapałam Marco za rękę i ruszyliśmy na parkiet. Akurat zaczęła lecieć wolna piosenka, którą uwielbiam.
- To twoja sprawka?- zapytałam, a raczej stwierdziłam. 
- Co? Nie.
- Nie kłam.
- No dobra. Jesteśmy razem już jakiś czas razem, a nie mieliśmy jeszcze okazji zatańczyć czegoś.
- Jakiś czas? Marco to tylko dwa dni.- zaśmiałam się.
- Oj tam...- machnął ręką.- To jak? Zatańczy pani? Czy będziemy tak stać?- zapytał z cwaniackim uśmieszkiem. Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo blondyn przyciągnął mnie do siebie i położył ręce na biodrach. Natomiast ja zaplotłam ręce na jego szyi kołysząc się w rytm melodii piosenki Birdy. Oparłam głowę o ramie mojego chłopaka, bawiąc się jego blond włosami. Pomiędzy nami panowała cisza. Jedyne co było słychać to grającą muzykę. Podniosłam głowę lekko w gore i zobaczyłam, że Marco wpatruje się w jakieś miejsce za mną. Odwróciłam się i spostrzegłam jakieś dziewczyny szczerzące się do mojego Marco.
- Ejj.. Będę zazdrosna!- skarciłam go.
- Musisz się przyzwyczajać. W końcu jestem ten Marco Reus. Laski na mnie lecą. Nic na to nie poradzę.- wzruszył ramionami.
- Marco!- szturchnęłam go w ramie.
- Przyzwyczajaj się kotku.- puścił mi oczko.
- Będzie trudno.- powiedziałam z grymasem na twarzy.
- Dasz rade. Wierze w ciebie.- uśmiechnął się uroczo i namiętnie mnie pocałował. Odwzajemniając pocałunek wplotłam palce w jego włosy, przyciągając blondyna jeszcze bliżej siebie i pokazując tym tam plastikowanym dziuniom, że pomiędzy mną a Marco jest coś więcej.
Oderwałam się od blondyna i odwróciłam głowę, spoglądając na te trzy plastikowe laski. Na ich twarzy malowało się zdziwienie, a jednocześnie zawiedzenie. Odwracając się w stronę Reus'a, przygryzłam dolną wargę.
- Zazdrośnica!- zaśmiał się.
- Że ja?- zapytałam udając zadziwienie i znów przygryzając wargę.
- Prowokujesz mnie.- odparł przyciągając mnie jeszcze bliżej siebie.
- Ee... Napaleńcu! Zluzuj!- zaśmiałam się. 

***

- Marco! Chodź!- mówiłam do mojego chłopaka, podtrzymując go, aby nie upadł. Ten jednak nie miał zamiaru nigdzie iść. 
- Idziecie?- krzyknęła Agata również trzymając Kubę.
- Idziemy!- zwróciłam się do Marco prawie krzycząc.
- Już, już kotku.- wymamrotał.
- Cześć.- pożegnałam się z chłopakami i ruszyliśmy do samochodu mojego brata, który prowadziła Agata.
- Agata zawieź mnie do Marco. Nie zostawię go samego w takim stanie. Jeszcze sobie coś zrobi.- powiedziałam z grymasem na twarzy.
Już po niecałych 15 min byliśmy pod domem mojego chłopaka. Z lekkimi trudnościami doprowadziłam go do sypialni i posadziłam na łóżku.
- Idę się umyć i tobie tez bym to radziła.- odparłam i ruszyłam do łazienki na dole, aby Marco miał dla siebie łazienkę na gorze. 
Po wykonaniu wszystkich niezbędnych czynności wróciłam do sypialni, w której spostrzegam Marco... W ubraniach.
O nie, nie. Tak być nie będzie. 
Chwile później byłam już  z powrotem w sypialni mojego ukochanego. Stanęłam nad nim i bez żadnych zahamowań czy zawahań wylałam na niego lodowatą wodę. Od razu zerwał się z łóżka na równe nogi.
- Idź się wykąp, bo nie będę z tobą spała. Jeb*e od ciebie na kilometr.- inaczej tego określić się nie dało. Marco bez żadnego sprzeciwu i słynnego "ale" skierował się do łazienki.
Położyłam się wygodnie na łóżku mojego ukochanego i rozmyślałam... O nim. Powoli moje powieki robiły się ciężkie i nie byłam w stanie utrzymać ich. Już prawie usypiałam, kiedy poczułam ciepłe wargi na mojej szyi...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Macie swój upragniony przez niektórych 41 rozdział. ;)
Mam nadzieję, że opłacało się czekać na niego AŻ tyle.
Tak wiem... Długo mnie nie było, ale pisałam... Pisałam i pisać będę.
Nie ma co pisać na temat tego rozdziału, więc nie bredzę już i pozostawiam go do waszej dyspozycji..

18 komentarzy ~ Następny rozdział!
Wiem, że potraficie! ;**



Buziaki Kinga... ;**

poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 40 ~ Debillo la bum bum.

Rozdział pisany przy piosence!

Całe popołudnie spędziliśmy razem. Zabukowałam bilet do Londynu. Nawet nie wiecie jak źle czułam się widząc zawiedzioną minę mojego chłopaka. Chyba miał nadzieje, że zmienię zdanie. No ale ja też chcę spotkać się z Wojtkiem. No własnie. Zadzwoniłam do niego. Powiedziałam kiedy przyjeżdżam. Mój przyjaciel bardzo się ucieszył z tego powodu. Porozmawialiśmy jeszcze jakiś czas i wróciłam do Reus'a. Siedział w salonie i oglądał jakiś film. Usiadłam obok piłkarza i oparłam głowę o jego ramie. Ten objął mnie ramieniem. Siedzieliśmy tak chwile w ciszy oglądając film.
- Gniewasz się na mnie?- zapytałam unosząc głowę, aby spojrzeć w jego piękne, zielone tęczówki.
- Oczywiście, że nie.- powiedział z wielkim uśmiechem spoglądając w moje oczy. Nasze usta dzieliły milimetry.
- Na pewno?- chciałam się upewnić.
- Tak. Cieszmy się sobą, dobrze?- powiedział jeszcze bardziej zbliżając się do moich ust.
- Yhmm...- mruknęłam. Na nic innego nie było mnie stać. Zahipnotyzowały mnie jego piękne oczy. Marco czule mnie pocałował. Z takim uczuciem... Odwzajemniłam pocałunek. 
- Idziemy spać? Jestem trochę zmęczona?- zapytałam chłopaka po jakimś czasie. Uzgodniliśmy, że dzisiejsza noc spędzę u Reus'a. Tak będzie lepiej dla mnie jak i dla niego. 
- No okey.- powiedział z ogromnym uśmiechem i ruszyliśmy do sypialni mojego ukochanego.
- Jest jeden mały problem... Nie mam w czym spać. Nie mam ani bielizny ani piżamy.- zauważyłam.
- Przecież możesz spać bez bielizny. Dla mnie lepiej.- no tak. Reus'a żarty trzymają się nawet wieczorem. Spiorunowałam piłkarza wzrokiem.- No okey, okey.
Po chwili blondyn wrócił do mnie z jakaś damską bielizną i za dużą na mnie koszulką. 
- Skąd ty masz taką bieliznę? No bo koszulka twoja.- zapytałam.- Nie. Tylko nie mów, że to Carolin.- błagałam samym spojrzeniem. Blondyn wybuchł śmiechem.
- Nie. Mojej siostry. Znaczy.. Kupiłem jej na urodzimy... Ale za mały rozmiar no i została u mnie.- wytłumaczył, a mi " kamień spadł z serca". Wzięłam ubrania od Niemca, sprzedałam mu jeszcze szybkiego całusa i popędziłam do łazienki. Kiedy weszłam do sypialni po kąpieli, Marco nie było. Pewnie poszedł do łazienki na dole. Najprędzej. Ułożyłam się wygodnie na łóżku mojego ukochanego, przykryłam kołdrą do bioder i cierpliwie czekałam na niego. Patrzyłam w biały sufit i zastanawiałam się jak to wszystko się zaczęło. A zaczęło się wcześniej niż mi się wydaje. Najpierw się przyjaźniliśmy, teraz jesteśmy razem. A co później? Nie wiem i chyba nie chce wiedzieć. Musze patrzeć na to co jest tu i teraz, a nie przejmować się przyszłością. 
Nim się obejrzałam, a wrócił już Marco. Od razu położył się obok mnie i wsunął pod kołdrę. Objął mnie ramieniem, a ja położyłam głowę na jego umięśnionym torsie. Dopiero teraz spostrzegłam, że jest w samych bokserkach. Ale czego ja oczekiwałam? Że założy spodnie i do tego gruby sweter? Nie. Przecież to nie normalne. Spojrzałam na niego. Już prawie usypiał. Jego powieki powoli opadały. Uniosłam głowę i czule go pocałowałam. O dziwo odwzajemnił pocałunek.
- Śpij dobrze.- szepnęłam.
- Z tobą inaczej się nie da.- uśmiechnął się. 

*Następny dzień*
Obudziłam się wczesnym rankiem. Była godzina 8:13. Nie miałam nawet najmniejszej ochoty wstawać, więc poleżałam jeszcze. A poza tym nie chciałam budzić Reus'a, który słodko sobie spał. 
Po jakimś czasie bezczynnego leżenia postanowiłam wstać i zrobić śniadanie dla mnie i Reus'ika. Powolutku, po cichutku zwlekłam się z łóżka i poczłapałam do kuchni. Postanowiłam zrobić coś prostego. Kanapki z szynką, jajkiem, szczypiorkiem i sałatą powinny być odpowiednie. I jeszcze do tego cieplutka herbata. Wzielam się, więc za robienie. Po jakimś czasie w kuchni pojawił się zaspany blondyn.
- Czemu mi ociekłaś?- zapytał robiąc słodką minkę. Podszedł do mnie i pocałował kładąc ręce na moich biodrach.
- Nie uciekłam, tylko nie mogłam spać.- poprawiłam go.
- Mogłaś się do mnie przytulić.
- Nie chciałam cię budzić. Tak słodko spałeś.- potargałam mu grzywkę. 
Blondyn pomógł mi dokończyć robienie śniadania. Już po kilku minutach mogliśmy zajadać się pysznymi kanapeczkami. Po śniadaniu szybko posprzątaliśmy i położyliśmy się jeszcze chwilkę w salonie na kanapie. Oglądaliśmy jakiś program sportowy, kiedy poczułam rękę Marco na moim brzuchu. Zaczął zataczać.na nim różnych wielkości koła. Spojrzałam na niego. Ten uśmiechnął się i namiętnie mnie pocałował.
- Marco... Na którą masz trening?- zmieniłam temat.
- Na 11. A później jeszcze przed meczem o 16:30.- odpowiedział.- Będziesz?- zapytał mając na myśli mecz.
- A jak inaczej? Przecież muszę widzieć jak gra mój ukochany chłopak.- powiedziałam z uśmiechem siadając na nim okrakiem. 
- A jeżeli twój ukochany chłopak nie strzeli bramki? Albo przegramy?- spytał wsuwając swoje ręce pod moją koszulkę.
- Hola, hola!- złapałam za jego ręce.- To, że przegracie nie oznacza, że przestane wam kibicować i kochać.- uśmiechnęłam się promiennie.
- Racja. A mnie kochasz?- zapytał robiąc maślane oczka.
- Głupek! Oczywiście, że nie kocham. Pff...- prychnęłam udając zażenowanie.
- Osz ty! Nie żyjesz!- przewrócił mnie tak, że byłam pod nim. Zaczął mnie łaskotać, gdzie tylko popadnie. Natomiast ja wiłam się po kanapie do chwili, aż spadłam z niej razem z blondynem.
- Debillo la bum bum.- wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem.
- Mam coś dla ciebie.- powiedział zmieniając temat i jednocześnie ignorując moje słowa. Podniósł się i pomógł mi wstać. Byłam bardzo ciekawa co ma dla mnie Marco. Z jednej strony byłam ciekawa, zaś z drugiej nie chciałam od niego, żadnych prezentów. Nie cierpię, kiedy ktoś mi coś kupuje. Po chwili byliśmy w garderobie piłkarza. Podszedł do jednej z szuflad i wyjął z niej swoją klubową koszulkę.
- Proszę.- wręczył mi ją.- Chciałbym, żebyś założyła ją na dzisiejszy mecz.- dodał.
- Oczywiście. Założę.- powiedziałam z uśmiechem i przytuliłam się do blondyna. Ten również mnie objął i pocałował w czoło.
- Kocham cie, myszko...- szepnął mi do ucha, gładząc moje włosy. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Ja ciebie też.- odparłam odrywając się od blondyna.- Chyba musimy się powoli szykować na trening, nie?
- No tak. Jak bym mógł to ten czas spędziłbym z tobą.- uśmiechnął się.
- Marco piłka jest dla ciebie ważna.
- Tak. Jest ważna. Ale ty ważniejsza.- powiał z szerokim uśmiechem. Mówiąc te kilka słów sprawił, że poczułam się naprawdę ważna. Przysunęłam się jeszcze bliżej niego i namiętnie pocałowałam.
- Idę się ubrać. Wejdziemy jeszcze do mnie, żebym mogła się przebrać?- zapytałam, a raczej oznajmiłam i nie czekając na reakcje blondyna weszłam do łazienki.

*Marco*
Boshe jak ona to robi? Kiedy jest przy mnie cały świat wariuje. Nic się nie liczy poza nią. Jest cudowna. 100 razy lepsza od Caro. Dla niej liczyła się tylko moja kasa. Natomiast z Marcelą tak nie jest. I mam nadzieje, że nigdy nie będzie. 
Kiedy weszła do łazienki rzuciłem się na łóżko. Ledwo co wyszła, a ja już chce poczuć ją przy sobie. Poczuć jej zapach. Smak jej malinowych ust... Po prostu chcę żeby była przy mnie i już nigdy nie odchodziła. Chce się budzić i zasypiać przy niej codziennie. Chce mieć ją u swojego boku już do końca świata i jeden dzień dłużej. Zrobiłbym wszystko, aby tak było. Po prostu... Nie wyobrażam sobie życia bez Błaszczykowskiej.
Nim się obejrzałem, a Polka już wyszła. Ja też szybko podążyłem do łazienki i w ekspresowym wykonałem w niej wszystkie ranne czynności, ponieważ mieliśmy trochę mało czasu.
Zbiegłem na dół, gdzie w kuchni stała moja dziewczyna opierając się o blat kuchenny i pijąc wodę. 
- Możemy jechać.- oznajmiłem.
- A nie zapomniałeś o czymś?- zapytała biorąc kolejny łyk płynu.
- Eee... Spodnie są, klucze też. Chyba wszystko.- zaśmiałem się.
- Na pewno?- zapytała podnosząc do góry moją torbę treningowa.
- Dziękuję. Jesteś kochana.- powiedziałem i pocałowałem ją. - A teraz chodź. Mało czasu mamy.- złapałem ją za rękę i popędziliśmy w stronę mojego samochodu.
Kilka minut później byliśmy pod domem Błaszczykowskich. Blondynka wybiegła z samochodu i już po 5 min. była z powrotem.
Po niecałych 15 min. byliśmy pod stadionem. Wysiadłem i z tylnego siedzenia mojego auta wyciągnąłem torbę treningową. Marcela wyszła zaraz po mnie. Podszedłem do niej, chwyciłem za rękę i ruszyliśmy w stronę chłopaków, którzy już byli. Jak zawsze jestem ostatni. Tyle, że teraz to jesteśmy.
- Ooo patrzcie. Nasze gołąbeczki idą...- usłyszeliśmy z ust Mario...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I mamy kolejny upragniony przez wielu rozdział!
Podoba się?
Oświadczam, że odzyskałam internet i mogę dodawać rozdziały u ciebie. :D

Zapraszam na bloga koleżanki. Jest on o Mario.
Naprawdę warto przeczytać. Bardzo wciąga! ;))

Jak wamn minęło rozpoczęcie roku szkolnego?
Mnie szybo, ale beznadziejnie.
Mój plan lekcji jest jednym słowem do d*py! :/

I to chyba na tyle.
Kinga... ;**

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 39 ~ No to rozbieramy się...

- Zobaczą nas.- mówiła pomiędzy pocałunkami.
- Nie obchodzi to już.- powiedziałem i znów musnąłem jej wargi.
- Marco!- odepchnęła mnie od siebie.
- Uuu...- usłyszeliśmy. Wiedziałem co to ozna. Kiedy wiedzą już o nas. W sumie ucieszyłem się z tego powodu.
- Mieli nie wiedzieć. ...- szepnęła Polka opierając głowę o moje ramie.

Powiedzieliśmy chłopakom o tym, że jesteśmy razem. Przyjęli to z wielką radością. Nie dziwiłem się. Podziękowaliśmy również Mario, który chyba najbardziej ze wszystkich się cieszył. Zaczęły  się gratulacje. Po wszystkim mogliśmy spokojnie jechać do domu.
- Do mnie czy do ciebie?- spytałem blondynki, która stała oparta o mój samochód.
- Do ciebie.- powiedziała z uśmiechem.- Kuba jadę do Reus'a!- krzyknęła do swojego brata, który wsiadał właśnie do swojego auta.
- Kochanie, nie po nazwisku.- zaśmiałem się, kładąc ręce na jej biodrach.
- Reus! Tylko łapy przy sobie!- wydarł się do mnie, na co ja i moja dziewczyna zaśmialiśmy się.
- A ja nie chcę za 9 miesięcy zostać wujkiem.- za mną nagle pojawił się Mario. 
- Hmm... Czemu nie?- udałem, że myślę. Błaszczykowska od razu zareagowała, uderzając mnie w ramie.- No co?
- Jajeczko.- wyszczerzyła się.
- To ja idę. Pamiętajcie o czym mówiłem!- usłyszałem jeszcze przyjaciela.
- Jedziemy?- zapytała Polka. W odpowiedzi otworzyłem jej drzwi. Kilka minut później byliśmy już w drodze do mojego domu. Postanowiłem skupić się na drodze, mimo iż miałem ogromną ochotę popatrzeć na moja ukochaną. Wiedziałem, że ta nie cierpi, kiedy nie patrzę na jezdnię. W końcu stanąłem na upragnionych czerwonych światłach. Spojrzałem na moja ukochaną, która miała głowę opartą o szybę. Złapałem ją za rękę i odwróciłem jej głowę w moją stronę. Wtedy ujrzałem w jej oczach łzy.
- Kotku co się stało?- zapytałem zmartwiony tym widokiem.
- Ja... Ja po prostu się boję.- odpowiedziała po chwili.
- Ale czego?- nie rozumiałem.
- Tego, że mogę cię kiedyś stracić. Tego, że może nam się nie udać. Tego, że mnie zranisz i będę płakać. Tego, że cię kocham.- odpowiedziała już bardziej zrozumiale. Oparłem głowę o jej czoło i zamknąłem oczy.
- Skarbie... Nie martw się. Te wszystkie rzeczy nigdy nie będą miały miejsca.- ucałowałem jej czoło i niestety musiałem ruszyć, ponieważ światło się zmieniło. Po kolejnych kilkunastu minutach byliśmy już w moim domu. 
- Pójdę się przebrać, dobrze?- zwróciłem się do dziewczyny. Kiedy ta skinęła głową ja popędziłem do swojej sypialni, połączonej z garderobą.

*Marcelina*
Kiedy Marco znikł mi z pola widzenia, ja postanowiłam, że zrobię obiad dla nas. Postawiłam na leczo, z przepisu mojej babci. Może wyjdzie mi takie samo, albo chociaż podobne. 
O dziwo wszystkie potrzebne składniki były. Wzięłam się za krajanie warzyw. Kiedy byłam z trakcie krajania papryki w kuchni zjawił się blondyn.
- Co robisz?- zapytał, a ja poczułam jego ręce na moich biodrach.
- Obiad dla nas.- odpowiedziałam z wielkim uśmiechem na twarzy.
- To dobrze, bo jestem strasznie głodny. A co takiego?- dopytywał.
- Leczo.
- Że co? To będzie jadalne?
- Nie, wiesz!? Otruje cie!- powiedziałam sarkastycznie odwracając się do chłopaka.
- Skąd mam mieć tę pewność?- zapyta zbliżając swoja twarz do mojej.
- O nie. Ty małpo ty. Nie dostaniesz jedzenia. O nie.- pogroziłam mu nożem, a on od razu odsunął się ode mnie.
- Nie zrobisz mi tego, prawda?
- Zrobię, zrobię.
- Umrę ci z głodu. Nie będziesz mnie miała...- zaczął się "użalać nad sobą".
- Jakoś to przeżyje.- burknęłam i odwróciłam się.
- O nie!- krzyknął, a ja już po chwili poczułam ręce Marco na mojej talii. Przerzucił mnie przez swoje ramie i ruszył w stronę drzwi tarasowych.
- Aaa... Nie! Marco nie rób tego! Proszę cie, nie!... Nie mam ubrań na zmianę.- próbowałam go jakoś ubłagać, żeby nie wrzucał mnie do basenu, jednak na nic były moje błagania, bo już po chwili znalazłam się pod tafla wody razem z piłkarzem.
Wynurzyłam się i wytarłam twarz dłonią.
- Reus!- wydarłam się pryskając owego blondyna wodą.
- Kotku nie denerwuj się już na mnie.- piłkarz podpłynął do mnie.
- Nie kotkuj mi tu.- burknęłam i chciałam odpłynąć, jednak blondyn przyciągnął mnie do siebie.
- Co mam zrobić, żeby moja księżniczka mi wybaczyła?- zapytał robiąc maślane oczka, na co ja mimowolnie uśmiechnęłam się. Reus jeszcze bliżej przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował.- Wybaczyła księżniczka?- znów zrobił maślane oczka. Natomiast ja znów nic nie odpowiedziałam. Po raz kolejny zostałam obdarowana słodkim pocałunkiem.- Kocham moja księżniczkę. Czy księżniczka o tym wie?- rozbawił mnie tymi słowami. Postanowiłam się odezwać.
- A czy szanowny pan Reus wie, że księżniczka go kocha? Bardzo mocno kocha? I już się nie gniewa?- zadawałam kolejne pytania z uśmiechem. Marco nic nie powiedział, ale za to, uniósł mnie do góry. Byłam zmuszona zapleść nogi na jego biodrach. Po chwili poczułam ręce Marco na moim tyłku i jego usta na moich.
- Ziiimno.- mruknęłam odrywając się od blondyna. Naprawdę było mi zimno. Woda w basenie nie nadawała się do kąpieli, a o pogodzie to już nie wspomnę. Kilka minut później byliśmy już w domu. Wyglądałam jak... Zmokła kura.
- No to rozbieramy się...- usłyszałam Marco. Już po chwili próbował zdjąć moja bluzę.
- No chyba sobie ze mnie żartujesz!- prychnęłam.
- No co? Musisz się rozebrać, bo zachorujesz.- mówił z przekonaniem.
- Rozbiorę się... Ale nie przy tobie. W łazience kochanie.- powiedziałam puszczając do niego oczko. Reus wyszczerzył się, złapał mnie za obie ręce i pocałował. Chwile później byliśmy już w sypialni mojego chłopaka.
- No dawaj mi jakieś ubrania. Zachciało ci się...- burknęłam. Marco tak się wlekł do tej garderoby... Myślałam, ze go za chwilę trzasnę. Wiedziałam, ze specjalnie to robi. Chciał mnie tylko zdenerwować i udało mu się to.
- A idź!- popchnęłam go i szybkim krokiem podeszłam do jego garderoby. Nie zdążyłam przekroczyć progu, bo Reus przyciągnął mnie do siebie i rzucił na łóżko.- Marco, no! Daj mi się przebrać. I tobie też bym to radziła.- powiedziałam z ogromnym przekonaniem.
- Wiesz, że możemy porobić coś innego?- zapytał poruszając brwiami.
- Zboczeniec!- skwitowałam.
- Skąd wiesz, że chodzi mi właśnie o To?- zapytał akcentując ostatnie słowo.
- A o co innego może chodzić właśnie Tobie!? Przecież to ty. Zboczony do potęgi entej Marco Reus.
- Ale... Chodziło mi o...- trzymał mnie w niepewności.- O robienie razem obiadu.- dokończył. Wybuchnęłam śmiechem.
- Dobre. Na pewno chodziło ci o to. Ta... Yhm...- powiedziałam sarkastycznie i zrzuciłam blondyna z siebie. Jednak nie było dane mi wstać, bo kiedy podniosłam się blondyn posadził mnie na sobie.
- Ugh! Nie dasz mi się przebrać!?- "zdenerwowałam się".
- Nie!- odpowiedział i chwile później był nade mną. Zaczął mnie namiętnie całować.
- Marco proszę cie...- odepchnęłam go od siebie. Blondyn spojrzał na mnie... Błagająco?- Marco kocham cie, ale...- nie było dane mi dokończyć.
- Nie chodzi mi o To. Po prostu chce się tobą nacieszyć, póki mam jeszcze na to czas.- wytłumaczył. Złapałam za jego mokrą koszulkę i przyciągnęłam do siebie. Pocałowałam go najpierw delikatnie, ale z czasem nasze pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne.
- Kocham cie blondasku. Ale to tylko tydzień. Przeżyjemy. Przecież będziemy dzwonić i w ogóle.- powiedziałam gładząc jego policzek moją dłonią.
- Wiem, ale ledwo co cie odzyskałem, a już muszę wypuszczać. I to tak daleko.- mówił patrząc prosto w moje oczy.
- Ejj... Bo się popłaczę.- zaśmiałam się...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kolejny wędruje w Wasze ręce!
No i powraca stary blog "Co serce pokochało, rozum nigdy nie wymaże"
Znów trochę śmiechu i zabawy.
Właśnie o tym myślałam zakładając tego bloga.
Mam nadzieję, że cieszycie się z tego, że pomiędzy Marcelą a Marco znów jest tak "śmiechowo".


Buziaki.... Euphory ;3 ;**


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 38 ~ Prędzej czy później dowie się co straciła.

Proszę, przeczytaj notkę pod rozdziałem!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Następnego dnia obudziłam się cała w skowronkach. Nadal nie docierało do mnie to co miało miejsce wczorajszego wieczora. Jestem z Reus'em. W końcu! W końcu jesteśmy razem. 
Leżąc na swoim łóżku przyszedł mi do głowy taki pomysł, aby nadal się do siebie nie odzywać tylko przed Borussią. Ale z drugiej strony... To dzięki Mario ja i Marco jesteśmy razem. Mogę się założyć, że Kuba powiedział chłopakom, że wyjeżdżam, ale nie było wtedy Reus'a. A Mario to wykorzystał i powiedział, że wyjeżdżam i nie mam zamiaru wracać. I trzeba przyznać, ze jego szatański plan, bo jak to inaczej nazwać powiódł się. Muszę jeszcze tylko powiedzieć o tym, Reus'owi.
Sięgnęłam po telefon i wybrałam numer blondyna. Wiedziałam, że może jeszcze spać, ale musiałam mu o tym powiedzieć. I chciałam też usłyszeć jego zaspany głos, który był przesłodki.
- Haaloo?- usłyszałam jego głos. Taki zaspany. Taki słodki. I z chrypką.
- Hej.- przywitałam się.
- Marcela? To ty?- zapytał jakby wybudzając się. Pewnie nie był do końca świadomy, że z kimś rozmawia.
- Tak, to ja...- powiedziałam chłopakowi o moich podejrzeniach, a on wydusił: "To ma sens." Opowiedziałam mu jeszcze o moim planie, który mamy wcielić w życie już dziś i chciałam się już rozłączyć, ale usłyszałam...
- Kocham cię.- powiedział. Czułam, że się uśmiecha. Na moją twarz również wpełzł uśmiech.
- Ja ciebie też.- powiedziałam z uśmiechem na twarzy i rozłączyłam się.
Wstałam i podeszłam do okna balkonowego, ale nie wyszłam na zewnątrz. Na dworze nie było za ciepło. Wiał wiatr i zapowiadało się na deszcz. Podeszłam do szafy, zastanawiając się co założyć. Ostatecznie wybrałam takie ubrania. Wczoraj nie miałam już sił, aby się myć, więc od razu położyłam się spać. Weszłam do łazienki, w której umyłam się, ubrałam i przeczesałam rzęsy czarną maskarą.
Gotowa jak gdyby nigdy nic zeszłam na dół, gdzie w kuchni siedzieli już wszyscy.
- Hej.- przywitałam wszystkich. Agata odpowiedziała mi tym samym.
- Gdzie wczoraj byłaś?- zapytał podejrzliwie Kuba.
- Wczoraj? Wyszłam do Sophie.- skłamałam. Wiem, że może nie powinnam okłamywać rodziny, ale...
- Ta.. Yhm... Widzieliśmy.- powiedział mój brat karmiąc Oliwkę. W końcu Agata wzięła się za niego. Po raz kolejny karmi Oliwię.
- Ale co widzieliście?- próbowałam udać głupią, co mi raczej nie wyszło.
- Ciebie i Reus'a. Jesteście razem?- nadal pytał Jakub.
- Tak, jesteśmy, ale...- miałam zamiar kontynuować, ale Agata przerwała mi.
- Tak. W końcu!- zawyła.
- Ale nie mówcie nikomu. To wszystko zaplanował Mario. Ty zapewne powiedziałeś chłopakom, ze wyjeżdżam...- spojrzałam na brata, ten skinął głową.- No a Mario to wykorzystał i powiedział , ze wyjeżdżam i nie mam zamiaru wracać.
- A Reus przyjechał tutaj i odzyskał cię...- dopowiedział Kuba.
- Tak, właśnie...- opowiedziałam im jeszcze o planie moim i Marco, a małżeństwo obiecało, że będzie siedzieć cicho.

*Marco*
Będąc już przed SIP spostrzegłem, że jestem ostatni. Dobrze pamiętałem plan mojej Marceli, która już była wraz z Kubą. Mojej Marceli. Jak to pięknie brzmi. Już na zawsze będzie moja i nie pozwolę jej nigdzie odejść. Wiem, ze to brzmi egoistycznie, ale kocham ją jak największy skarb świata i nie chcę jej stracić. Wyszedłem z auta i ruszyłem w stronę grupki znajomych. Podszedłem do nich, stając obok Marceli. Delikatnie dotknąłem dłonią jej talii. Wzdrygnęła, ale od razu rozpoczęła plan. Spojrzała na mnie i wywróciła oczami. Myślałem, że wybuchnę śmiechem, ale musiałem się powstrzymać. Blondynka odeszła ode mnie i stanęła obok Moritza. Od razu podszedł do mnie Mario i odeszliśmy kawałek na bok.
- Stary co wy..? Jeszcze się nie pogodziliście? Przecież... Chyba poszedłeś do niej!?- mówił szeptem.
- Tak poszedłem.- przytaknąłem.
- I co?- dopytywał.
- Co co? Dowiedziałem się bardzo szokujących rzeczy. Jak mogłeś mnie okłamać? Zamiast ją odzyskać wygłupiłem się tylko. Nie chciała ze mną rozmawiać. Ona już nic do mnie nie czuje i nigdy nie czuła. A ty... Myślałem, ze jesteś moim przyjacielem.- burknąłem i wyminąłem go. Nie mogłem się powstrzymać.
- Ejj, Reus. Jesteśmy przyjaciółmi i zawsze nimi będziemy. Myślałem tylko, że jak do niej pójdziesz to wytłumaczycie sobie wszystko i będziecie w końcu razem.
- Dobra. Nie będę się nią przejmował. Nie chce to nie. Prędzej czy później dowie się co straciła.- wyszczerzyłem się i przybiłem z przyjacielem "sztamę"

Na treningu starałem się zachowywać tak jak wtedy kiedy pokłóciłem się z Błaszczykowską, co mi wychodziło. Po wszystkich ćwiczeniach i biegu zagraliśmy mecz.
Po treningu szybko popędziłem do szatni, podobnie jak reszta chłopaków. Pośpiesznie wszedłem po prysznic. Umyłem się, dokładnie wytarłem swoje ciało ręcznikiem, ubrałem się, pożegnałem z chłopakami i wyszedłem do Marceli, która stała oparta o ścianę tunelu.
- I jak? Połknął to?- zapytała od razu. Nic jej nie odpowiedziałem tylko pocałowałem. Tak cholernie brakowało mi jej w nocy. Co prawda połowę spędziliśmy razem, ale nie miałem się do kogo przytulić.
- Połknął.- odpowiedziałem, gdy oderwaliśmy się od siebie. Przyciągnąłem blondynkę do siebie. Nie obchodziło mnie już to, że chłopaki mogą się dowiedzieć o naszym związku. Miałem ją przy sobie i ona mi wystarczała. Nie wiem jak ja przeżyję ten tydzień bez niej, kiedy wyjedzie do Londynu. A to już za dwa dni. Bo mecz z Barceloną gramy jutro. Nie dobrze, oj nie dobrze...- Kocham cię, wiesz?- zapytałem retorycznie.
- Wiem. Ja ciebie też, ale Marco... Chłopaki...- nie pozwoliłem jej dokończyć. Znów musnąłem jej usta.- Ejj... Zobaczą. Nas.- mówiła pomiędzy pocałunkami.
- Nie obchodzi mnie to już.- powiedziałem z uśmiechem na twarzy i znów musnąłem jej wargi.
- Marco...- odepchnęła mnie od siebie.
- Uuu...- usłyszeliśmy. Wiedziałem co to oznacza... Chłopaki wiedzą już o nas. W sumie ucieszyłem się z tego powodu.
- Mieli nie wiedzieć...- szepnęła Polka opierając głowę o moje ramie...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej. Kolejny rozdział idzie w Wasze ręce.
Chciałabym wam bardzo podziękować za taką ilość komentarzy pod ostatnim rozdziałem.
Chciałabym też powiedzieć, że kolejne rozdziały będą właśnie takiej długość.
Powoli wakacje się kończą i lada moment zacznie się rok szkolny.
Będę miała mniej czasu na pisanie rozdziałów, a mam jeszcze drugiego bloga.
Nie zamierzam zawieszać blogów. Broń Boże. 
Mówię tylko, że kolejne rozdziały będą takiej długości i zapewne będą pojawiać się raz w tygodniu, tym niej będzie piątek.
Nie wiem czy jest to pewne.
Upewnię Was jeszcze o tym, kiedy będzie to na 100% pewne.
I nie zapomnijcie o moim drugim blogu! :D

Buziaki... Euphory! ;**



środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 37 ~ Jak dalej tak pójdzie będę musiał wymieniać drzwi.

- Ciociu...- usłyszałam głos małej Oliwki i jej rączki na moich nogach. Przytuliła się do mnie.
- Przepraszam Wojtuś, ale muszę kończyć. Zadzwonię.
- Okey, narka!- powiedziała i usłyszałam sygnał, co oznaczało, że mój przyjaciel rozłączył się.
- Co się stało skarbie?- przykucnęłam do najmłodszej Błaszczykowskiej.
- Omelek śtlaśy mie potfiorami.- powiedziała robiąc maślane oczka i słodką minkę.
- Chodź. Pokażemy mu kto tu rządzi, tak?- powiedziałam z uśmiechem biorąc 3- latkę za rączkę.
- Dobźe...

***

Siedzieliśmy wszyscy w salonie i rozmawialiśmy o wszystkim i niczym. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. 
- Spodziewacie się kogoś?- zapytałam małżeństwo.
- Nie. A ty?- zapytała Agata.
- Nie.- odpowiedziałam z grymasem na twarzy, idąc do drzwi. Otworzyłam i moim oczom ukazała się panna Bohs. Ugh! Jak ta dziewucha działa mi na nerwy!
- Kto to?- usłyszałam ciekawskiego Kubę.
- Nikt ważny.- powiedziałam i wyszłam przed dom, zamykając drzwi.
- Nie mam czasu. Streszczaj się.- burknęłam obojętnie.
- Masz się trzymać od Reus'a z daleka. On jest mój i tylko mój. Jeszcze będziemy razem. I gdyby nie ty to nie rozstalibyśmy się. Masz się trzymać od niego z daleka. Rozumiesz? Dwa razy powtarzać nie będę.
- Ojj... Boję się.- zaśmiałam się sarkastycznie- Po pierwsze... Rozstaliście się nie z mojego powodu. Po drugie... To ty go zdradzałaś i dlatego zerwał z tobą. Po trzecie... Sama jesteś sobie winna. On chciał ci się oświadczyć, bo naprawdę cię kochał, a ty... Dla ciebie liczy się tylko jego kasa i sława. Nie mamy już o czym gadać. Żegnam!- powiedziałam i weszłam do domu, trzaskając drzwiami.
- Kto to był? Reus?- zadawał kolejne pytania Kuba.
- Jeszcze jego by tu brakowało.- odparłam wywracając oczami i usłyszałam dzwonek do drzwi.- Ugh!- mruknęłam i poszłam otworzyć drzwi. Tak jak myślałam... Przed drzwiami stała Carolin.
- Jeszcze z tobą nie skończyłam!- warknęła, a ja popchnęłam drzwi, zamykając je. Miałam już po dziurki w nosie to wszystko. 
- Ejj... Jak dalej tak pójdzie będę musiał wymieniać drzwi.- zaśmiał się Kuba.
- Błagam. Nie denerwujcie mnie już dzisiaj lepiej.- poprosiłam składając ręce jak do modlitwy.- Zjadłabym coś. Może... Agata robimy zapiekankę ziemniaczaną?- zapytałam bratowej, ponieważ miałam na tę zapiekankę straszną ochotę.
- No możemy, ale musisz iść do sklepu.- odparła z śmiechem blondynka.
- Okey.
Po kilkunastu minutach byłam już w drodze do sklepu. Będąc już w nim kupiłam najpotrzebniejsze składniki potrzebne do zrobienia mojej ulubionej zapiekanki, zapłaciłam i ruszyłam w drogę powrotną do domu. Mimo, iż była dopiero godzina 18 powoli robiło się zimno. Ale nie miałam w planach nigdzie wyjść, więc ta pogoda zbytnio mi nie przeszkadzała. Tak myślałam... Ja i Sophie oddaliłyśmy się od siebie. Prawie w ogóle się nie spotykamy. Jak już to żeby poimprezować. Czasem się zastanawiam nad słowami Mo. Może on wtedy miał racje? Może Sophie przyjaźni się ze mną tylko ze względu na to, że jestem siostrą Kuby i znam chłopaków z Borussi? Nie. Chyba nie. Sama już nie wiem co mam myśleć.
Nim się obejrzałam byłam już pod domem.
Razem z Agatą rozpakowałyśmy produkty i wzięłyśmy się za naszą robotę. Zapiekankę tą nie robiło się długo. Po pół godzinie stała już w piekarniku. Wróciłyśmy do salonu i rozsiadłyśmy się na kanapie. Jednak ja nie posiedziałam długo, ponieważ rozbrzmiał się dzwonek do drzwi.
- Jeżeli to znowu będzie Carolin to ją wezmę i rozniosę w powietrzu.- burknęłam do siebie idąc w stronę drzwi. Ale ta osoba co stała przed drzwiami... Nie spodziewałabym się go.
- Porozmawiajmy, proszę.- poprosił, a ja wyszłam na zewnątrz i zamknęłam drzwi. Nie miałam już sił kłócić się z Marco.- Chce cię przeprosi za wszystko. Za wszystko co mówiłem. A przede wszystkim za to co mówiłem przed Iduną. Nie myślałem tak. Nigdy tak nie myślałem. To był po prostu impuls. Tak, masz racje. Popełniłem wiele błędów. Ale byłem przy tobie, a ty byłaś w moim sercu. Chcę, żebyś wiedziała, że jesteś dla mnie bardzo ważna. Jesteś dla mnie najważniejszą kobietą na ziemi. Nie potrafię bez ciebie żyć. Nie wiem jak ja wytrzymałem bez ciebie te kilka dni. A kiedy Mario powiedział, że wyjeżdżasz do Londynu na zawsze.... Kiedy uświadomiłem sobie, że mogę stracić cię już na zawsze... Wiedziałem, że muszę tutaj przyjść. Że muszę cię odzyskać. Chcę żebyś wiedziała...- przerwał podchodząc do mnie bliżej. Kiedy był już wystarczająco blisko ujął moją twarz w dłonie i oparł swoje czoło o moje.- Marcela ja ciebie kocham...- powiedział patrząc mi prosto w oczy. Tyle czekałam na te dwa słowa. Patrzyłam w jego oczy przepełnione miłością, szczęściem i niepewnością. Teraz już miałam pewność, że go kocham bezgranicznie i że nie mogę bez niego żyć. Nie zdążyłam powiedzieć tych dwóch ważnych słów, bo Marco najpierw musnął moje usta, a później wbił się w nie z chyba największym oddaniem. Położyłam ręce na jego szyi i odwzajemniałam każdy pocałunek, jak najlepiej tylko umiałam.

Chciałam przeprosić go za to co mówiłam. Za to jak za każdym razem go spławiałam... W ogóle za wszystko. Serce zaczęło bić mi jak oszalałe. Nie potrafiłam oderwać się od blondyna. Nigdy nie czułam się przy żadnym chłopaku tak jak przy Marco. Nawet przy Patrick'u tego nie czułam. Nie potrafię opisać tego uczucia. Dla mnie to było coś nowego. Czułam, że w tej chwili jestem dla niego najważniejsza. Jakby nikt inny się nie liczył. Ten pocałunek wrażał więcej niż tysiąc słów, choć nie trwał on długo. Nie chciałam go kończyć, ale z trudem oderwałam się od piłkarza.
- Kocham cię Marco...- szepnęłam i musnęłam jego wargi.
- Nawet nie wiesz jak długo na to czekałem...- uśmiechnął się łapiąc mnie za obie ręce.
- Ja też...- odparłam z uśmiechem na twarzy.
- Jak to? To po co było to wszystko?..- chciał kontynuować, ale przerwałam mu.
- Bo ja... Marco... Ja po prostu się bałam. Bałam się tego, że możesz zranić mnie tak jak zrobił to Patrick. Że znów będę płakała przez osobę, którą kocham....- wytłumaczyłam, a ten najzwyczajniej w świecie przytulił mnie, całując w czoło.
- Jak mogłaś tak w ogóle pomyśleć? Kocham cię i nigdy w życiu bym cię tak nie zranił. Bardzo dobrze wiem jak się czułaś, kiedy dowiedziałaś się o zdradzie Patricka.- powiedział czule gładząc moje włosy.
- Wiem. Jest jeszcze coś...- nie pozwolił mi dokończyć.
- Cii... Nic nie mów.- uciszył mnie swoimi ustami na moich.
- Ma... Marco...- oderwałam się od kuszących ust blondyna.
- Chodź.- złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą.
- Poczekaj. Przebiorę się.- powiedziałam szybko i zniknęłam za drzwiami domu. Czym prędzej pobiegłam do swojego pokoju. Wzięłam pierwsze lepsze ubrania i szybko się przebrałam. Poprawiłam włosy i zbiegając po schodach zakładałam sweterek.
- Marcela, a ty gdzie?- usłyszałam głos Agaty.
- Wychodzę.- oznajmiłam entuzjastycznie.
- A zapiekanka? Już gotowa.- dopytywała.
- Zjem później.- krzyknęłam i zamknęłam drzwi. Pośpiesznie podeszłam do Reus'a, który stał nonszalancko oparty o swój samochód.
- Szybka jesteś.- powiedziałam z szerokim uśmiechem i otworzył mi drzwi.

***

Chodziliśmy objęci ciemnymi uliczkami pięknego Dortmundu rozmawiając o wszystkim i niczym. Było mi z nim bardzo dobrze. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że się pogodziliśmy. Rozumieliśmy się jak nigdy. Jednak mnie trapiła jedna rzecz. A raczej dwie. Postanowiłam zacząć od tej prostszej.
- Marco... Kto ci powiedział o tym, że wyjeżdżam?- zapytałam patrząc w jego oczy.
- Mario. Nie wyjedziesz, prawda? Nie zostawisz mnie tutaj samego!?- zapytał robiąc maślane oczka. Prychnęłam śmiechem.
- Nie, tylko... Ja nie wyjeżdżam na zawsze. Nie miałam nawet takiego zamiaru. Chcę wyjechać na jakieś dwa tygodnie. Spotkać się z Wojtkiem i Mariną.- wyjaśniłam.
- Ale jak to? Mario powiedział, że wyjeżdżasz na zawsze. Że już tutaj nie wrócisz.- powiedział z dezorientacją w głosie.
- Nie. Wyjadę na dwa tygodnie.- uśmiechnęłam się.
- Nie, proszę cię. Ledwo co cię odzyskałem, a ty chcesz już wyjeżdżać? Nie rób mi tego... 
- Ale... okey. Ograniczę ten wyjazd do tygodnia, dobrze? Chciałabym się w końcu zobaczyć z przyjacielem.- zaproponowałam.
- No dobrze. Kiedy wyjeżdżasz?- zapytał z grymasem na twarzy.
- Nie wiem. Jeszcze nie zabukowałam biletu. Ale chyba po meczu z Barcą.- oznajmiłam. Zapadła krępująca cisza. Wpatrywałam się w oświetloną lampami drużkę myśląc jak zapytać Reus'a o kolejną rzecz, która trapiła mnie od dobrych kilkunastu minut. Stanęłam przed nim. Spojrzał na mnie pytająco obejmując w pasie.
- Marco czy my...?-  zapytałam nie kończąc pytania.- No wiesz...
- A chcesz?- zapytał patrząc mi prosto w oczy.
- Yhm...- mruknęłam, a ten uniósł mnie do góry i okręcił kilka razy wokół własnej osi. Później "zmusił mnie", abym zaplotła nogi na jego umięśnionych biodrach. Marco czule mnie pocałował, na co ja ujęłam jego twarz w dłonie i pogłębiłam pocałunek.
- Wiesz, że stoimy na samym środku uliczki?- zapytałam odrywając się od blondyna. Zarzuciłam ręce na jego szyi.
- I co w związku z tym? Przecież jest...- spojrzał na zegarek na swoim nadgarstku.- Środek nocy.
- Ccoo? Żartujesz, prawda?- zrobiłam wielkie oczy.
- Nie. W ogóle.- uśmiechnął się.
- Przecież ja muszę do domu...
- Chybaa, że..? Chybaa, że...? Śpisz u mnie? Ze mną?- zapytał, na co ja uśmiechnęłam się lekko, musnęłam jego wargi i zeskoczyłam z piłkarza.
- Nie skorzystam z tej jakże zacnej okazji..
- Ale kochanie...- to słowo... Aww. *_* Sprawiło, że na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.- Wiesz, że taka okazja może się nie powtórzyć?- dokończył.
- Do prawdy?- uniosłam jedną brew ku górze.
- Yhm... Proszę.- złożył ręce w geście modlitwy.
- Nie. Wolę dzisiejszą noc spędzić w swoim łóżeczku.- uśmiechnęłam się lekko.
- No dobrze.- blondyn uśmiechnął się lekko, schylił się do mnie i musnął moje wargi, po czym złapał mnie za rękę i podążyliśmy do jego samochodu. Po 15 min. byliśmy już pod domem mojego brata.
- Dziękuję misiu...- cmoknęłam go w polik i miałam już wyjść, jednak ten złapał mnie za rękę.
- O nie, nie, nie. Takich pożegnań nie będzie.- powiedział i namiętnie mnie pocałował.- Takie pożegnania będą.- wyszczerzył się.
- Głupek.- skwitowałam i wyszłam z samochodu mojego ukochanego. Podążyłam do domu. Kiedy weszłam usłyszałam ryk silnika samochodu Marco, co oznaczało, że czekał, aż wejdę. Kochany... Opiekuńczy... Przystojny... Inteligentny... Po prostu idealny... ♥


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo...
Przybywam do Was z nowym rozdziałem.
Spodziewał się ktoś takiego obrotu spraw?
Myślę, że nie.
No... Postanowiłam ich pogodzić, bo ten blog nie miał być taki.
Znudziły mi się już już te humorki Marceli jak i Marco.
Więc są razem.

No i dzisiaj mecz...
Juhuuu! Pszczółki wygraj.
Jestem tego pewna w 100%.
Jestem bardzo ciekawa czy Robert strzeli w dzisiejszym meczu gola.
Cóż... Okaże się niebawem.

Buźka, Kinga... ;***