poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Rozdział 65 ~ Jesteś jego oczkiem w głowie.

- Miej sobie tego Ivo i tą Iñez. Stwórzcie kochającą się rodzinkę, a o mnie zapomnij... Przecież już dawno zapomniałeś.- w moich oczach zebrały się łzy. Patrzyłam w swoje odbicie w lustrze. Byłam całkowicie rozbita.
- Nie pieprz farmazonów. Przecież wiesz jak bardzo jesteś dla mnie ważna..
- Właśnie dzisiaj to pokazałeś!- syknęłam.
- Marcela...
- Idź już. Iñez cię potrzebuje. Leć na pomoc kochanej mamusi.. Przecież ona ciebie potrzebuje. Twojej kasy najbardziej...- po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Zsunęłam się na podłogę, opierając o szafkę pod umywalką.
- Nie mów t...- nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Idź do cholery!- kopnęłam nogą w drzwi. Po chwili usłyszałam trzask. Wyszedł, trzaskając drzwiami. Rozpłakałam się. Rozpłakałam na dobre. Nie potrafiłam już tłumić tego w sobie. To było dla mnie zbyt trudne.
Byłam roztrzęsiona. Nie potrafiłam dać sobie z tym rady... Heh. Co ja głupia się nad sobą tak użalam!? Przecież Iñez właśnie tego chce! Ale ja nie dam jej tej satysfakcji, i nie załamię się. Pokażę wszystkim, że jestem silna.
Wstałam i spojrzałam w swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam przerażająco, czarna maskara rozmazała mi się pod oczami, włosy latały we wszystkie strony. Jedna, wielka porażka. Wróciłam do pokoju, gdzie podeszłam do walizki, z której wyjęłam ubrania  <bez butów i torebki> na dzisiejszy wieczór. Miałam już jakieś plany, nie chciałam się nudzić. Ale przede wszystkim nie chciałam pokazać Marco, że każda godzina bez niego jest niczym. Ale do cholery! Tak jest... Tym bardziej, wtedy kiedy jesteśmy pokłóceni. I to jest mega dobijające. Weszłam z powrotem do łazienki, gdzie przebrałam się i ogarnęłam. Usiadłam na łóżku, patrząc na dwie pary butów. Szpilki czy trampki? Chwile się zastanawiałam i ostatecznie wybrałam szpilki. Tak, to dziwne. Tym bardziej, że unikam szpilek. No ale cóż... Jestem kobietą zmienną.

*Narracja trzecioosobowa*
Już godzinę siedziała przy barze na plaży, pijąc któregoś z kolei drinka w towarzystwie dobrze jej znanego mężczyzny. Wysoki, 21 letni blondyn o hipnotyzujących, zielonych tęczówkach. Erik Durm- to o nim mowa. W jego towarzystwie czuła się niesamowicie dobrze. Od zawsze dobrze dogadywała się z młodym piłkarzem, jednak nigdy nie było więcej czasu na rozmowę.. Teraz... Nie myślała do końca racjonalnie. Wypiła kilka drinków. Alkohol nie był jej najmocniejszą stroną. To nie tak miało wyglądać. Miała pokazać, że jest silna, a tymczasem topiła smutki w alkoholu. Gdzieś w głębi serca czuła, że nie radzi sobie i robi źle, pijąc.
- Jesteś pijana.- stwierdził, kiedy blondynka już od jakiegoś czasu mówiła co jej ślina na język przyniesie.
- Nie prawda.- oburzyła się.
- W którym hotelu się zatrzymaliście?- zapytał, tym samym ignorując słowa Polki.
- Erik, zostań ze mną jeszcze. Nie odchodź...- wymruczała, kiedy blondyn wstał. Złapała go za rękę.
- Twój chłopak się martwi.- wyszeptał jej zmysłowo do ucha, nachylając się nad nią. Czy on mnie podrywa?- pytała siebie w myślach.
- Nie martwi, uwierz.- mówiąc to, wróciła myślami do wydarzeń sprzed kilku dni.
- Badania w 99,8%....- urwała, a na jej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech. Spojrzała na mnie z wrogością i wyższością w oczach, a ja wyrwałam jej kartkę papieru z dłoni.
- Badania w 99,8% potwierdzają ojcostwo...- patrzyłam w tą cholerną kartkę i nie wierzyłam własnym oczom. To nie możliwe. To nie może być prawda. Cholerna prawda. Pieprzona prawda.
- Na pewno się martwi. Jesteś jego oczkiem w głowie.
Czyżby szykowała się nam nowa rodzinka? Marco, Iñez i Ivo? Tylko gdzie w tym wszystkim miejsce na mnie?...
- Nie chcę o nim gadać..- westchnęła ociężale.
- Czyżby Reus, znalazł sobie kolejną naiwną?
- Co masz na myśli?- spytała szybko, przyglądając się badawczo mężczyźnie. 
- Marco robił tak często. Najpierw mówił jak to bardzo je kocha, a później odchodził bez słowa.- wytłumaczył.
- Marco taki nie jest.- upiła kolejny łyl drinka.
- Może w stosunku do ciebie nie. Widać, że się zmienił.
- Albo po prostu jest dobrym aktorem.- wzruszyła ramionami, stukając paznokciami o szkło.
- Jednak serio jesteś pijana. Idziemy.- zarządził, wstając. Zbliżył się do blondynki, po czym objął ją w talii.
Szli w ciszy. Kiedy weszli do windy, do blondyna ktoś zaczął się dobijać. Z początku ignorował tego kogoś, jednak nie on nie dawał za wygraną i był bardzo natarczywy. Puścił Marcelę, która nie mając siły zsunęła się na podłogę. Westchnął. Szybko wyjął komórkę z kieszeni i odebrał.
- Tak?- odparł, by po chwili usłyszeć głos Jonasa.

***

- Boże, co jej jest?- usłyszał zmartwiony głos kolegi z drużyny. Właśnie zamykał drzwi, ale kiedy zobaczył parę idącą w jego kierunku, natychmiast do nich podbiegł.
- Upiła się.- westchnął.- Nie wiem co się tutaj dzieje, ale widać gołym okiem, że jest źle.
- Dowiedziała się o transferach.- jego wzrok utkwił w podłodze, która akurat teraz stała się niesamowicie interesującym obiektem.
- Teraz?- zapytał, ze słyszalnym zdziwieniem.
  - Tak.
- Myślałem, że powiedzieliście jej wcześniej.
- W ogóle co ty tu robisz?- uśmiechnął się lekko. Całkowicie zapomnieli o Marceli, która już prawie spała na stojąco.
- Przyleciałem na wakacje. Jonas mnie zaprosił. Miałem je spędzić gdzieś indzie, ale jak to Hoffi.. Nie odpuści. On ma tutaj gdzieś jakiś domek i nie chciał siedzieć sam, więc telefon w ruch..- Erik. Cały Erik. Jak zawsze rozgadany. Buzia praktycznie nigdy mu się nie zamykała.
- I pewnie czeka na ciebie?- stwierdził.
- No... Tak.
- Idź. Ja się nią zajmę..- powiedział przekonująco.
- Moritz... Jak to przyjęła?- spojrzał na blondynkę, która wyglądała bardzo słodko w ramionach Leitnera. Gdyby teraz ktoś ich zobaczył, powiedziałby, że tworzą piękną parę. Heh... Pomyliłby się niewyobrażalnie.
- Źle. Strasznie źle.- zrobiło mu się strasznie wstyd. Ukrywał przed swoją przyjaciółką transfer do innego klubu, co kiedyś nie mieściło mu się w głowie. Była dla niego niesamowicie ważna i nie chciał jej stracić.
- Muszę iść. Jonas się niecierpliwi.- uśmiechnął się szeroko, widząc kolejną wiadomość od przyjaciela.
- Nie zabalujcie tam za bardzo.- zaśmiał się, na co Erik mu zawtórował i ruszył w stronę wyjścia.
- Moritz...- odwrócił się, unosząc lekko ton głosu.- Zadzwoń czasem. I nie zapomnij o starych kolegach z drużyny.- powiedział, uśmiechając się, na co Leitner wymusił tylko lekki uśmiech.

Będąc już w pokoju, który dzielił z Leo, delikatnie położył blondynkę na swoim łóżku. Usiadł tuż obok niej i odgarnął kosmyk włosów, który opadł na jej bladą twarz. Wpatrywał się w nią jak w ósmy cud świata, nie mogąc oderwać od niej wzroku. Palcem przejechał po jej pełnych, delikatnie różowych ustach. Znów chciał poczuć je na swoich wargach, tyleże teraz liczył na coś więcej. Chciał, żeby odwzajemniła pocałunek, nie sprzeciwiając się. Ale czy oby na pewno to był dobry pomysł? Przecież ona ma Marco. Są szczęśliwi, a on nie chce psuć im związku. A tym bardziej nie chce odbijać dziewczynę, kumplowi. Nie wiedział co się z nim dzieje. Od wakacji zupełnie inaczej patrzy na Marcelę. I to staje się coraz bardziej uciążliwe...

Wstał, kierując swoje kroki do łazienki. Musiał wziąć szybki prysznic, by wszystkie emocje odpłynęły choć na kilka minut. Można powiedzieć, że nie radził sobie z własnymi myślami..

*Marcelina*
Obudziło mnie, ogromne pragnienie. Podniosłam się i spostrzegłam, że nie jestem w pokoju, który dzielę z Marco. Rozejrzałam się, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Nie miałam zielonego pojęcia, gdzie jestem. Usłyszałam odgłosy, dochodzące z innego pomieszczenia. Była to łazienka, ktoś brał kąpiel. Spojrzałam w dół. Ubrania mam na sobie. Wszystko jest tak jak powinno być. Nie mam tylko butów. Gdzie ja do cholery jestem!?
Po chwili usłyszałam otwierające się drzwi. Blondyn wyszedł z nich, a ja nie wierzyłam własnym oczom. Co ja tutaj robię? Z nim? Przecież... Byłam z Erikiem. Cholera!
- Moritz... Gdzie ja jestem? Czy my..? Co ja tutaj robię?- niecierpliwiłam się. Moje serce waliło jak oszalałe. Gdzie jest Marco?
- Spokojnie.- podszedł do mnie, ujmując moją twarz w dłonie. Pocałował mnie w czoło. 


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No heeej :D
Jestem dzisiaj... Wiem, że trochę późno, ale starałam się dodać jak najszybciej.
Następny rozdział powinien pojawić się wcześniej, jednak nie jestem tego pewna w 100%.
Już jutro mecz. Jaki wynik obstawiacie? ☺

Jeżeli macie jakieś pytania do mhnie to zapraszam na mojego aska ;p

sobota, 18 kwietnia 2015

Rozdział 64 ~ Do usług pannie Ruiz.

*Kilka dni później*
*Marcelina*
Heh.. Mieliście tak, że chłopak wam coś obiecywał? I nie dotrzymał tego słowa? 
Wiecie jak to jest? Jak się wtedy czuje ta oszukana osoba? Jeżeli nie, to ja wam chętnie powiem. Otóż... Okropnie. Tak, tylko tyle. Tyle w zupełności wystarczy. To słowo opisuje wszystkie moje uczucia. Ale czy na pewno? Może jednak nie? Może wstręt, odrazę, nienawiść, złość, smutek, ból? Tak. Ale najbardziej boli mnie to, że obiecał. Obiecał i nie dotrzymał słowa. Powiedział, że choćby nie wiem co by się działo, nie zapomni o mnie i będę tak samo ważna. Heh.. 
Siedziałam na ciepłym piasku, bawiąc się nim i patrząc na bawiących się na plaży ludzi. Jedni grali w siatkówkę, drudzy w nogę, a jeszcze inni bawili się ze swoimi dziećmi. Czekałam na niego. Czekałam już dobrą godzinę. Znów mnie zawiódł. Znów.. A ja tak cholernie wierzyłam, że jednak przyjdzie. Że spędzimy razem trochę czasu. Znów się pomyliłam. Ale do cholery! Mylę się tak już od dobrych kilku dni. No ileż można!?
Gwałtownie wstałam ze swojego miejsca, rzucając piachem, by już po chwili iść w stronę hotelu. Postanowiłam, że zapomnę o nim. Przynajmniej na chwilę, na moment. Zrelaksuję się sama przy hotelowym basenie. Sama. Bez Mario, Mo, Marco, Ann, Roberta, Ani i Leo. Sama. Wszyscy gdzieś poszli, nawet nie myśląc o tym, żeby spytać mnie czy mam ochotę wyjść z nimi.
Niedługo później byłam już na swoim piętrze. Jednak... Spotkałam tam kogoś, kogo nie chciałam widzieć przez następne dni, a nawet tygodnie. Wychodził ze swojego pokoju, zamykając drzwi kartą. Kiedy odwrócił się, zobaczył mnie.. Co zobaczyłam? Lekki uśmiech i te iskierki w oczach. Ruszyłam przed siebie, nie chcąc zamienić z nim ani jednego słowa. 
- Marcela..- podbiegł do mnie, a w moich oczach zebrały się łzy. Tak bardzo nie chciałam, żeby ujrzały światło dzienne. Chciałam pokazać, że jestem silna. Czym prędzej chciałam otworzyć drzwi, które właśnie teraz jak na złość zacięły się. 
- Cholera.- przełknęłam je. Odwróciłam się na pięcie, rezygnując z dalszej walki z tymi przeklętymi drzwiami.
- Poczekaj.- podbiegł do mnie, ale ja nie miałam nawet najmniejszego zamiaru zwracać na niego uwagi.- Możemy porozmawiać?
- Nie.
- Posłuchaj mnie.- nie odpuszczał.
- Nie mam ochoty na rozmowę.- starałam się nie wybuchnąć. Niespodziewanie złapał mnie za rękę, odwracając i przyciągając do siebie. Jego silne dłonie trzymały moje ręce. Powoli zaczynało to boleć.
- Proszę.- powiedział przez zaciśnięte zęby. 
- Czy ty naprawdę nie rozumiesz co do ciebie mówię? Mam cię dość. Okłamałeś mnie. Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi i mówimy sobie wszystko. Wszystko! Ale jak zwykle się przeliczyłam. Mam was dość. Mam dość facetów! Naprawdę nie mam siły.. Zostaw mnie.- mówiłam, a z moich oczu płynęły łzy. Pękłam. Musiałam się na kimś wyżyć, a on był najbliżej. Patrzyłam w jego oczy i co widziałam? Skruchę? Przepraszał. Przepraszał samym spojrzeniem. Spojrzałam w jego oczy i odeszłam. 
Miałam iść do tego jebanego pokoju! Wróciłam. Stał jak stał. Minęłam go i czym prędzej otworzyłam drzwi, wchodząc do pokoju..

Leżałam na leżaku przy basenowym hotelu, delektując się spokojem. Po części zapomniałam już o wszystkim. Tylko ja, spokój i drink w prawej dłoni.
- Porozmawiasz ze mną?- usłyszałam głos przed sobą.
- Nie.- odpowiedziałam beznamiętnie. 
- Chcę tylko, żebyś wiedziała, że nie odpuszczę.- powiedział pewny siebie. Słyszałam w jego głosie tą pewność i wyższość. Otworzyłam oczy, chcąc coś powiedzieć, jednak zacięłam się. Był przede mną. Tak blisko.. Rękoma opierał się o leżak.
- Umm..- nie wiedziałam co powiedzieć, dlatego odwróciłam głowę w drugą stronę, by nie patrzeć w jego tęczówki. Ten tylko prychnął śmiechem, pokręcił głową. Irytował mnie! Upiłam kolejny łyk drinka, delektując się nim. Czułam na sobie wzrok blondyna, który coraz bardziej mnie denerwował. No ileż można! Spojrzałam na niego. Miał na sobie tylko spodenki. Leżał obok na leżaku, opalając się. Przeniosłam wzrok na basen i wstałam. Związałam włosy w niedbałego koka i powoli weszłam do wody. Najpierw było mi zimno, dlatego stopniowo zanurzałam się.. Po chwili poczułam fale wody uderzającą w moją twarz. Jęknęłam, mamrocząc coś pod nosem z niezadowoleniem. Uderzyłam dłonią w powierzchnię wody.
- Jesteś nienormalny.- warknęłam. 
- Wiem to.- wyszczerzył się, podchodząc bliżej mnie.
- Odsuń się.- powiedziałam, kiedy był blisko mnie, a zbliżał się jeszcze bardziej.
- Nie potrafię odpuścić.- odparł, ujmując moją twarz w dłonie.
- Moritz, nie rób tego.- mimo, iż tego nie chciałam, to przyciągał mnie do siebie. Był jak magnes, tyle że ja kocham Marco.- Mo...
Pocałował mnie, nie pozwalając dokończyć. Pierwszy raz poczułam jego wargi na swoich. Co prawda.. Kiedyś chciałam być tak blisko niego jak teraz. Ale to było dawno. Poczułam coś do niego, tylko na chwilę. A kiedy dowiedziałam się, że ma dziewczynę, odpuściłam. Wiedziałam, że to nie miałoby nawet najmniejszego sensu. Przyciąga mnie do siebie, a ja nie potrafię nic z tym zrobić. Odepchnęłam go od siebie i spoliczkowałam.
- Jak mogłeś? A gdyby ktoś zobaczył? Zwariowałeś? Mam Marco, a ty Lise. Co ty do cholery wyprawiasz? 
- Przepraszam.- wymamrotał prawie niesłyszalnie, po czym odszedł ode mnie na kilka kroków.
- Kocham go.- wyszeptałam..
- Psuje się pomiędzy wami?- bardziej oznajmił, niż zapytał.
- T.ta..- nie dokończyła.- Nie ważne.- powiedziałam, wychodząc z wody.- Lepiej będzie jak już pójdę. Zaczyna robić się zimno.- odparłam, owijając swoje ciało ręcznikiem. Ten momentalnie znalazł się obok mnie.
- Odprowadzę cię. Nie chcę, żebyś szła sama.
- Ale ja chcę.- odparłam, łapiąc za swoje rzeczy i pośpiesznie odeszłam.
- Marcela zaczekaj!- usłyszałam jeszcze, ale nie zwracałam na to uwagi. 
Kiedy weszłam do pokoju, stanęłam jak wryta. Zastałam w nim Reusa. Stał przy szafce, grzebiąc w niej. Najwidoczniej czegoś szukał. 
Chyba nie widział..? W końcu pokój mamy po drugiej stronie.
- Cześć kochanie.- usłyszałam jego głos. Wow! Nie wiedziałam, że on jeszcze pamięta takie słowo.. Oparłam się o drzwi.
- Cześć.- odpowiedziałam, a ten podszedł do mnie i dał szybkiego całusa w usta. 
- Stało się coś?- zapytał, łapiąc mnie za rękę.
- Nie. Czemu pytasz?- starałam się być jak najbardziej wiarygodna, jednak cały czas miałam przed oczami Moritza. Cały czas myślałam o nim. Odeszłam od Marco i położyłam się na łóżku, zakrywając twarz dłońmi.
Byłam zła na blondyna. Zdenerwował mnie. Nie przyszedł na umówione spotkanie, a ja nie miałam zamiaru tego tolerować. Od kiedy dowiedział się o dziecku to nie ma dla mnie prawie w ogóle czasu. A to nie jest miłe. Naprawdę. Wiem, może trochę przesadzam.. Ale gdybyście byli na moim miejscu, cieszylibyście się? Bo jakoś wydaje mi się, że nie. Każda kobieta chce, aby jej facet poświęcał jej choć trochę swojego wolnego czasu.
Kiedy blondyn chciał coś powiedzieć, wstałam przerywając mu.
- Idę się ogarnąć.- rzekłam bez większych emocji, po czym weszłam.
- Jesteś zła?- zapytał. Stał przy drzwiach.
- Nie no co ty.. Skaczę ze szczęścia.- sarknęłam. 
- Kochanie, przepraszam...
- Nie przepraszaj mnie.- warknęłam, odkręcając wodę. Przemyłam nią twarz. Nagle usłyszałam, że ktoś dobija się do Marco. Telefon nie przestawał dzwonić, co już powoli zaczynało mnie drażnić.
- Tak?... Co się dzieje?... Ivo? Co z nim?... Za chwilę będę.
Nie wierzyłam w to co mówi. Chyba sobie ze mnie kpi do jasnej cholery!
- Marcela, muszę iść. Ivo... Iñez potrzebuje mojej pomocy.
- Tak, tak jasne. Do usług pannie Ruiz.- starałam się włożyć w to zdanie, tyle jadu, ile tylko mogłam.
- Przesadzasz trochę..
- Nie! Nie przesadzam. Jesteś na każde jej zawołanie. O której przyszedłeś? Pół godziny temu?- czekałam na jego odpowiedź, jednak jej nie uzyskałam.- Tak właśnie myślałam.- pokręciłam głową.
- Ona mnie potrzebuje.
- Jak przez cały dzień? Przed chwilą przyszedłeś kretynie! I już idziesz?
- Nie przesadzaj.
- Nie zastanawia cię to dlaczego akurat teraz się odezwała? Przecież jakoś wcześniej radziła sobie sama. Nie miała faceta w domu. Była samotną matką. I tak nagle zjawia się i pieprzy, że jesteś ojcem jej dziecka. To jest chore.
- Ty jesteś chora. Pomyśl czasem co mówisz. Jesteś tak zazdrosna, że nawet nie zauważasz tego, ile znaczy dla mnie Ivo. Od dawna chciałem mieć dziecko, ale ty nie potrafisz tego zrozumieć. Patrzysz tylko na swój czubek nosa, nie myśląc o innych.- zabolały mnie jego słowa. Tak cholernie bolały..
- Miej sobie tego Ivo i tą Iñez. Stwórzcie kochającą się rodzinkę, a o mnie zapomnij... Przecież już dawno zapomniałeś.- w moich oczach zebrały się łzy. Patrzyłam w swoje odbicie w lustrze. Byłam całkowicie rozbita.
- Nie pieprz farmazonów. Przecież wiesz jak bardzo jesteś dla mnie ważna..
- Właśnie dzisiaj to pokazałeś!- syknęłam.
- Marcela...
- Idź już. Iñez cię potrzebuje. Leć na pomoc kochanej mamusi..- po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Zsunęłam się na podłogę, opierając o szafkę pod umywalką.
- Nie mów t...- nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Idź do cholery!- kopnęłam nogą w drzwi. Po chwili usłyszałam trzask. Wyszedł, trzaskając drzwiami. Rozpłakałam się. Rozpłakałam na dobre. Nie potrafiłam już tłumić tego w sobie. To było dla mnie zbyt trudne.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jestem z kolejnym rozdziałem ;)
Na początku chciałam podziękować z całego serca za ponad 90 tys. wyświetleń na blogu.
To dla mnie wiele znaczy. Nawet sobie nie wyobrażacie jak wiele...
 Jestem bardzo ciekawa ile czasu zajmie Wam dobicie do setki ☺


sobota, 11 kwietnia 2015

Rozdział 63 ~ Nic tu po mnie. + POWRÓT!

*Marco*
Wiedziałem, że tak będzie. Kurwa wiedziałem. Czy ona musiała akurat teraz wejść? 
Widziałem, że była zła. I to bardzo. Nie chciałem w tym uczestniczyć.. Tyle razy im to mówiłem. Mówiłem, żeby w końcu jej powiedzieli. Ale nie..
Kiedy Mario wypowiedział te kilka słów, nie wiedziałem co będzie dalej. Marcela widocznie nam nie uwierzyła. Powtórzył, spostrzegłem w jej oczach łzy. Nie chciałem, żeby płakała. Nienawidziłem tego.. To było najgorsze co kiedykolwiek widziałem. Łzy w jej pięknych oczach...
- Nie wierzę... Jaja sobie ze mnie robicie!- wrzasnęła.
- Marcela...- szepnąłem, przyciągając ja do siebie i przytulając.
- Zostaw.- odepchnęła mnie od siebie.- To prawda?- spojrzała na Mario.
- Tak..- nawet na nią nie spojrzał. Wiem, że jest mu ciężko, ale gdyby powiedzieli to wcześniej to z pewnością byłoby inaczej.
- Nie wierzę. Jak możesz!? Do Bayernu? Nie ma innego klubu w Niemczech, tylko ten jebany Bayern!?- krzyknęła.
- To dla mnie życiowa szansa. Zrozum.
- A Borussia już nic dla ciebie nie znaczy!? To dzięki Kloppowi jesteś tak dobrym piłkarzem. Dzięki Borussii. Ale nie no co ty.. Nie krępuj się. Idź...- mówiła już normalnym tonem głosu. Tak bardzo było mi jej żal. Wiem, ile znaczy dla niej Borussia i chłopaki.
- Nie rozumiesz...- przerwała mu w pół zdania.
- Rozumiem i to bardzo dobrze.
- Nie! Zawsze marzyłem, aby trenować pod okiem Guardioli, a teraz nadarzyła się do tego okazja. Nie mogłem odmówić.- powiedział. Wiem, że było mu trudno.
- Guardiola...- westchnęła.- Wiesz? Mam go w dupie szczerze powiedziawszy.- rzekła.
- Mogłabyś okazać trochę szacunku.- skarcił ją. Oj Götze..
- Ależ ja mam do niego szacunek. Do niego i całego Bayernu.- mówiła miłym tonem. Ironia.. Cała Marcela.- Ja ich tylko szczerze nienawidzę.- gestykulowała dłońmi. Mario już nic nie powiedział. Spuścił tylko głowę, wzdychając ciężko.
- A wy..?- blondynka spojrzała na Moritza i Leo.- Też się gdzieś wybieracie? Bo jak tak, to powiedźcie mi to teraz.- cały czas ten sam surowy ton głosu. Nienawidziłem tego i szczerze współczułem chłopakom. 
- Do Hannoveru.- Leo spuścił głowę. 
- Cudnie!- wrzasnęła.
- Marcela, proszę cię..- spojrzałem na nią karcącym wzrokiem. Ta tylko spojrzała na mnie przelotnie i przeniosła swój wzrok na 21 latka.
- Moritz...
- Wypożyczają mnie.. Do Stuttgartu.
- Że co proszę!?- w jej oczach zebrały się łzy.
- Marcela, przepraszam cię...- spojrzał na nią, przepraszającym wzrokiem.
- Jakie przepraszam? Jak mogłeś!?- krzyknęła, podchodząc do chłopaka i wymierzając w jego policzek, z otwartej ręki. Piłkarz szybko złapał się za piekący policzek, a gdyby nie to, że Leo i Mario złapali go, już leżałby na podłodze.
- Pytałam się ciebie. Pytałam!- wrzasnęła po raz kolejny. Tym razem już nie powstrzymywałem jej. Wiedziałem, że to nie ma najmniejszego sensu.- Pytałam...- podeszła bliżej niego. Płakała, praktycznie krztusiła się swoimi łzami.- Patrzyłeś w moje oczy i powiedziałeś nie! Jak mogłeś!? Wiedziałeś... Bardzo dobrze wiedziałeś, że odchodzisz.- szeptała. Jej oczy szkliły się od łez.- Nienawidzę cię. Nienawidzę. Nie chcę znać. Jesteś najgorszą osobą jaką poznałam. Podła świnia...- krzyczała, uderzając pięściami w jego klatkę piersiową. Raz, drugi, trzeci, czwarty, piąty, szósty... Aż w końcu Moritz złapał za jej nadgarstki, przyciągając do siebie...

*Marcelina*
Moje serce zaczęło jeszcze szybciej bić. Patrzyłam mu prosto w oczy, nie mogąc się od nich oderwać. Trzymał mocno moje ręce i mnie przy swoim ciele, abym nie mogła mu się wyrwać. 
- Nie mów tak. Nie możesz. Wiem, źle zrobiłem. Ale kurwa... Nawet nie wiesz jak bardzo tego żałuję. Chciałem ci powiedzieć. Tyle razy próbowałem, ale nie potrafiłem. Za każdym razem tchórzyłem. Nie wiem co mnie wtedy podkusiło. Nie chciałem kłamać. Nawet nie wiesz jak trudno było mi wtedy.- mówił z takim przekonaniem. Wiedziałam o jaką sytuację mu chodzi. O tę na imprezie, na balkonie. 
- Tak jak mi teraz.- szepnęłam, wyrywając się z jego uścisku.- Coś jeszcze macie mi do powiedzenia?- spojrzałam na wszystkich po kolei.- Może ty Lewy?- spojrzałam na bruneta, który stał tak jak stał.- Może też wybierasz się gdzieś? Może Bayern? Hannover? A może jednak Stuttgart? Albo nie.- klasnęłam w dłonie.- Real, tak. To będzie najlepsze miejsce. Będziesz grzał ławę tak jak oni wszyscy.- powiedziałam i wybiegłam z pokoju Götze, nawet nie myśląc o tym, że mogłam urazić chłopaków swoimi słowami.
Zbiegłam po schodach, by jak najszybciej znaleźć się na zewnątrz. Jednak już piętro niżej, poczułam czyjeś silne dłonie, obejmujące mnie w talii. Przyciągnął mnie mocno do swojego ciała, bym mu nie uciekła. Poczułam ten charakterystyczny zapach perfum. Ten, który tak bardzo uwielbiałam i kochałam. Wiedział o tym... Wiedział ile dla mnie znaczy. Wiedział, że jest jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Wiedział, że go kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niego.
- Nienawidzę cię.. Rozumiesz to?- krzyknęłam. Chciałam, żeby w końcu to zrozumiał i zostawił mnie w spokoju. 
- Nie. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem.- odwrócił mnie w swoją stronę.- Wysłuchaj mnie, proszę...- patrzył mi w oczy. Te jego piękne zielone tęczówki. Po moich policzkach cały czas spływały łzy.
- Nie.- rzekłam bez większych emocji.
- Ty nie wiesz jak było. Nie wiesz... Daj mi się wytłumaczyć do jasnej cholery! Marcela...
- Co Marcela? Okłamałeś mnie. Patrzyłeś mi prosto w oczy i powiedziałeś to jebane nie. Dla mnie jesteś nikim. Kompletnym frajerem! Dupkiem! Egoistą!- mówiąc to uderzałam pięściami w jego tors. Z początku nie reagował, ale w końcu złapał za moje nadgarstki, znów przyciągając mnie do siebie. Moje serce znów przyspieszyło swój rytm, tak jak kilka minut temu w pokoju Mario. Szybko mu się wyrwałam, z wrogim spojrzeniem, po czym wbiegłam do powoli zamykającej się windy.
- Marcela...- chłopak znalazł się przede mną. Już po chwili nie widziałam piłkarza...

***

Wracałam do hotelu, tak przygnębiona jak jeszcze nigdy. Powoli zapadał zmierzch, a ja dopiero teraz wracałam. 
Kiedy uspokoiłam się i upewniłam się, że jestem sama ze swoimi myślami, napisałam sms-a Reusowi, żeby się nie martwił i że wrócę niebawem. 
Usiadłam na leżaku przy basenie hotelowym, podkurczając nogi pod brodę i obejmując je rękoma. Po moich policzkach znów zaczęły spływać łzy, na samą myśl pożegnania z Moritzem i chłopakami. Nie wyobrażałam sobie Borussii bez tej trójki... Byli dla mnie bardzo ważni. Tak jak dla wszystkich kibiców. Nie. Dla mnie byli 100 razy bardziej ważni. Ja ich znam. Przyjaźnię się z nimi i sama myśl o tym, że oni wszyscy będą około 500 km ode mnie, przyprawia mnie o dreszcze. Ale nie to boli najbardziej.. Tylko to, że nie powiedzieli prawdy. Najbardziej boli kłamstwo Mo. Boli.. Cholernie boli. Jakbym dostała w policzek. Jakbym dostała kulką w rękę. Jakby ktoś połamał mi palce. Boli... Nie wiem czy zdołam mu wybaczyć. 

Wchodząc do pokoju, zobaczyłam Marco chodzącego w tą i z powrotem. Kiedy tylko mnie spostrzegł, praktycznie podbiegł do mnie, przytulając do siebie.
- Marcela...- wyszeptał mi do ucha, gładząc Mój włosy.
- Wiedziałeś...- wyszeptałam, wbijając paznokcie w jego nagie plecy.
- Cyśka.- prawieże wyjęczał.
- Przepraszam.- powiedziałam, szybko zabierając ręce.
- Martwiłem się o ciebie.- ujął moją twarz w swoje dłonie, patrząc mi prosto w oczy.
- Napisałam ci przecież..- odparłam bez większych emocji.- Był tutaj?
- Była cała trójka.- odpowiedział szybko.- I Kuba.- dodał, na co ja prychnęłam śmiechem, kręcąc głową.
- No co? Martwił się.- uśmiechnął się szeroko.
- Idę wziąć długą kąpiel.- zmieniłam temat.
- Może weźmiemy razem? Porozmawiamy przy okazji.- poruszył zabawnie brwiami, obejmując mnie w talii.
- Śmieszny jesteś.- prychnęłam.
- No ale ja się tak staram... A ty nie chcesz.- zrobił minkę małego pieska, spuszczając głowę w dół.
- Zdążymy jeszcze kochanie.- musnęłam jego wargi swoimi.
- Mmm...- zamruczał. W tym samym momencie ktoś zapukał do drzwi.- Proszę.- powiedział szybko blondyn. Odwróciłam się przodem do drzwi i ujrzałam w nich Moritza... 
- Yy... To.. To ja.. Ja pójdę do tej łazienki.- odparłam, nie wiedząc gdzie podziać wzrok. Weszłam i oparłam się o drzwi, głośno wzdychając..

*Marco*
Kiedy Błaszczykowska weszła do łazienki, Moritz widocznie posmutniał.
- Przyszedłem... Zobaczyć czy już wróciła.- powiedział zmieszany.
- Już jest. Jakieś 10 minut.- powiedziałem, siadając na łóżku.
- Nic tu po mnie.- odparł przygnębiony, kierując się w stronę drzwi.
- Moritz... Daj jej trochę czasu. Jej jest naprawdę trudno.- wstałem. Ten tylko uśmiechnął się blado, powiedział jeszcze krótkie 'cześć' i wyszedł.

Półtorej godziny później Marcela wyszła z łazienki w białym szlafroku. Mój wzrok spoczął na jej osobie. Dokładnie lustrowałem jej ciało, kiedy ta wyciągała z walizki swoją piżamę. Bez słowa z powrotem wróciła do łazienki, ale nie na długo, bo kilka minut później leżała obok mnie. 
- Możesz iść się wykąpać.- powiedziała, bez większych emocji. 
- Brałem już prysznic.- oznajmiłem, przyciągając blondynkę bliżej siebie. Objąłem ją prawą ręką, a ta wtuliła się we mnie jak mała dziewczynka, które boi się burzy. Leżeliśmy tak dłuższą chwilę w ciszy. Nie chciałem dokładać jej zmartwień jeszcze dzisiaj. Stwierdziłem, że porozmawiamy o wszystkim jutro, bo dzisiaj Polka jest już wystarczająco zmęczona.
- Kochanie...- szepnąłem. Nic.- Misiu...- powtórzyłem. Nic. Podniosłem się nieznacznie i spostrzegłem, że blondynka śpi. Uśmiechnąłem się na ten widok. Nie chcąc jej budzić, bezszelestnie i najdelikatniej jak mogłem wyślizgnąłem się z jej żelaznego uścisku, by zdjąć spodenki. Już kilka chwil później przykrywałem nas kołdrą. Marcela znów wtuliła się w mój tors.
- Kocham cię.- wyszeptałem, całując moją ukochaną w głowę i obejmując ją jeszcze dokładniej. Moje powieki powoli zaczynały robić się ciężkie. Nie potrafiłem utrzymać ich w górze, dlatego poddałem się i odpłynąłem do krainy Morfeusza. 


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Jestem! ☺
Postanowiłam wrócić teraz. 
Na razie wszystko jest w jak najlepszym porządku, więc nie widziałam sensu nu\ie powrócić.
Przemyślałam również kilka spraw i myślę, że raczej już nie będzie potrzeby zawieszenia tego bloga.
Mam nadzieję, że cieszycie się z tego obrotu spraw.
Postanowiłam również, że rozdziały będą długości takiej jak ten.
To chyba na tyle...

Do zobaczenia!

wtorek, 24 marca 2015

Tak będzie lepiej...

Postanowiłam na jakiś czas zawiesić tego bloga. Nie mylcie tego z usunięciem. Nigdy nie miałam zamiaru zawieszać, ale niestety kilka rzeczy zmusiło mnie do tego. Między innymi mała ilość komentarzy i wyświetleń oraz sprawy osobiste.
Potrzebuję również trochę czasu na pisanie. Mam jeden rozdział, ale cóż z tego? Nie mam pomysłu na kolejny...
Usunięcia nie mam w planach, chybaże coś mnie do tego zmusi. Chcę doprowadzić tego bloga do końca. Jednak jeżeli nie ma Was to dla kogo mam pisać? Dla siebie?
Ja wiem jak zakończy się ta historia...
Dziękuję wszystkim osobom, które czytają i komentują. To dla mnie wiele znaczy. Ale 5 czy 7 osób na ponad 30 obserwatorów + anonimki?
Myślę, że zawieszenie to odpowiednia decyzja...

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 62 ~ Kocham i całuję.

Po chwili razem z Marco leżeliśmy wtuleni w siebie na naszym łóżku. Marco bawił się moimi włosami, a ja z uśmiechem patrzyłam w sufit. Może i miałam uśmiech na twarzy, ale cały czas myślałam o śnie. Miałam takie dziwne wrażenie, że dzisiaj coś się stanie. Że.. Ten sen jest taką.. przestrogą czy uprzedzeniem.. Gdybym tylko wiedziała co stanie się później...
- Marco... Mam wrażenie, że dzisiaj stanie się coś złego.- spojrzałam na niego. Był widocznie zmartwiony.
- Nie martw się już.- pocałował mnie w czoło. Leżeliśmy chwile w ciszy, do momentu aż ją przerwałam.
- Nie masz kaca?- spytałam zdziwiona.
- I to jakiego. Błagam, nic nie mów.- jęknął, łapiąc się za głowę.
- Reus, ma kaca! Reus, ma kaca! Ludzie!- krzyczałam, zapominając o tym, że dziewczynki są w pokoju obok. 
- Marcela, proszę cię.- wyjęczał mi praktycznie do ucha.
- No co? Obiecałeś mi coś.- dźgnęłam się do pozycji siedzącej.
- Wiem, przepraszam. Nie zapanowałem nad alkoholem.- usiadł.
- Gdybyś siebie tylko zobaczył. Darłeś się na cały hotel, ledwo stojąc na nogach. Dobrze, że chłopaki cię trzymali, bo dawno leżałbyś już nieprzytomny. Ciesz się, że właścicielka hotelu nie wyrzuciła cię na zbity pysk.- powiedziałam mu to co w tej chwili myślałam. Nie obchodziło mnie to czy się teraz obrazi czy nie. Niech wie, że ja też mam swoje zdanie i nie będę siedzieć cicho. Ten tylko spuścił wzrok, jakby bojąc się mojego. 
- Wybaczysz?- zapytał, przysuwając się do mnie i łapiąc mój podbródek w swoje palce. Nasze usta dzieliły milimetry, a nasze oddechy mieszały się.
- A mam inne wyjście?- odpowiedziałam pytaniem.
- Mogę?- spytał co chwilę spoglądając na moje usta. Nie wierzyłam własnym uszom. Czy on przed chwilą spytał czy może mnie pocałować? Nigdy jeszcze nie spytał mnie o to. Dlatego tym bardziej nie mogłam w to uwierzyć. On nie przestaje mnie zaskakiwać. Zbliżył się jeszcze bliżej mnie, tak że nasze twarzy stykały się.

- Tak.- wymruczałam mu prosto w usta, a ten nie tracąc czasu najpierw nieznacznie musnął moją dolną wargę, a później namiętnie pocałował. Pod jego wpływem byłam wstanie zapomnieć o wszystkim...
- Człowieku, co ty ze mną robisz?- oparłam swoje czoło o jego.
- To ja o to powinienem zapytać. Od kiedy poznałem ciebie, jestem inny. Nawet Mario mi to powiedział.- uśmiechnął się. 
- Interesujące. Kontynuuj.- zaśmiałam się, a Marco bez wahania wpił się w moje usta, dając mi kolejny zajebisty pocałunek. Po chwili blondyn złapał mnie w pasie, a ja zaplotłam nogi na jego biodrach.  Po kilku sekundach Marco ruszył w stronę balkonu. Gdy piłkarz otworzył drzwi balkonowe, poczułam jak letni wiatr owiał moje szczupłe ciało. Przekroczyliśmy próg i kiedy znaleźliśmy się przy balustradzie piłkarz posadził mnie na niej i objął w talii. 
- Ślicznie tu.- powiedziałam z uśmiechem, patrząc piłkarzowi prosto w oczy.
- Zabiorę cię tu na nasz miesiąc miodowy.
- Skąd ta pewność, że będę twoją żoną?
- Po prostu..- nie było dane mu dokończyć, ponieważ przerwał nam Mario, który stał na dole.
- Zakochańce!- krzyknął Mario.
- Czego?- odkrzyknął blondyn.
- Za 30 minut śniadanie!- krzyknął, czym spowodował, że Leo wyszedł w samych bokserkach na balkon.
- Czego te japy drzeta? Dajcie się pracującemu człowiekowi wyspać!
- Uuu... Leoś jakie seksowne bokserki!- powiedział ze śmiechem Marco.
- No takie seksowne w reniferki.- zaśmiałam się.- Marco mógłbyś sobie takie same kupić, a nie.. Takie obciachowe kaktusy.- dodałam.
- Kupię sobie. Żebyś wiedziała!- mówił pewny swojego.
- Ej! Tylko ja mogę takie mieć! Wara!- krzyknął oburzony Leo.- Z resztą i tak nie wiesz gdzie kupiłem.- wystawił mu język.
- Na zamówienie sobie wezmę..- Marco nie pozostał mu dłużny i również wywalił język.
- Ludzie, zlitujcie się nade mną.- na balkon wyszedł również Moritz, trzymający się za głowę, na co wszyscy wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem.

***

- Badania w 99,8%....- urwała, a na jej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech. Spojrzała na mnie z wrogością i wyższością w oczach, a ja wyrwałam jej kartkę papieru z dłoni.
- Badania w 99,8% potwierdzają ojcostwo...- patrzyłam w tą cholerną kartkę i nie wierzyłam własnym oczom. To nie możliwe. To nie może być prawda. Cholerna prawda. Pieprzona prawda. W duszy przeklinałam wszystko i wszystkich. Gdzieś w głębi serca.. Po cichu wierzyłam, że to jednak głupie kłamstwo, pomyłka. Miałam nadzieję, że to nie jest prawda. Heh... Nadzieja matką głupich.
Głupia łudziłam się, że Marco jednak nie jest ojcem tego chłopczyka. Łudziłam się, że Iñez kłamała. Właśnie! Łudziłam się. Głupia, łudziłam się...
Moje oczy zaszkliły się od łez. Obraz zamazał się, ale zdołałam dostrzec wzrok Iñez. Mówił wszystko. Wygrała...
Reus wyrwał kartkę papieru z moich dłoni, jakby dopiero teraz dotarły do niego moje słowa. Wybiegłam z domu hiszpanki cała zalana łzami.
- Marcela!- usłyszałam jeszcze krzyk Marco, ale zero kroków. Nie szedł za mną. Nie wybiegł. Nic... Rozejrzałam się wokół. Ibiza tętniła życiem, a ja? Zamiast bawić się w oceanie z moim ukochanym, płacze. Bo co innego teraz mi pozostało? On rozmawia teraz z Iñez, a ja biegnę przed siebie, nie patrząc na nic. Nie myślałam o tym, że mogę się zgubić, zabłądzić. Myślenie o tym było w tej chwili na ostatnim miejscu. 
Co będzie teraz z nami? Marco jest ojcem. I to nie jest nasze dziecko. Czyżby szykowała się nam nowa rodzinka? Marco, Iñez i Ivo? Tylko gdzie w tym wszystkim miejsce na mnie?... Oto jest pytanie. Mogę się założyć, że nawet sam Reus nie zna na nie odpowiedzi..
Kiedy zatrzymałam się, by złapać trochę powietrza nie miałam zielonego pojęcia gdzie jestem. Byłam przygnębiona.. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, dlatego pośpiesznie wyjęłam telefon z kieszeni moich spodenek. Chwile patrzyłam w rząd idealnie dobranych cyferek, zastanawiając się czy dobrze robię.. Wiedziałam, że tylko w nim, w tej chwili zdołam mieć oparcie... Dlatego szybko nacisnęłam zieloną słuchawkę, przykładając telefon do ucha. Usiadłam na skale, patrząc w ocean. Fale odbijały się od skał, tworząc przyjemny szum..
- Tak?- usłyszałam głos mężczyzny, który wyrwał mnie z rozmyśleń.
- To jego dziecko.- chlipnęłam, bez wahania, bez zastanowienia.
- Marcela... Powtórz.- powiedział spokojnie.
- To dziecko Reusa.- powtórzyłam, a z moich oczu nie przestawały lecieć łzy.
- Porozmawiaj z nim..- powiedział.
- Kiedy ja nie potrafię spojrzeć mu w oczy.
- Marcela... Przecież on nic takiego nie zrobił. Nie wiedział. Nie możesz mieć mu tego za złe.- westchnął przeciągle.
- Wiem i nie mam. Ja po prostu... Nie wiem czy poradzę sobie z tym.... I w dodatku nie wiem gdzie jestem. Cudnie!- zakpiłam.
- Spróbuj znaleźć drogę. Kochanie moje... Przepraszam, ale muszę już kończyć. Trening mam za chwilę. Przepraszam.- wyjęczał.
- Dobra, rozumiem.- uśmiechnęłam się blado.
- Kocham i całuję.- cmoknął do słuchawki telefonu.
- Ja też.- również cmoknęłam i rozłączyłam się. Westchnęłam przeciągle, opierając ręce o kolana i chowając twarz w dłoniach. Siedziałam tak dłuższą chwilę, aż w końcu postanowiłam znaleźć drogę do hotelu, co nie będzie łatwe.

***

- Ooo, Marcela. Co ty tu robisz?- usłyszałam głos Lewandowskiego. Dość donośny głos. Skrzywiłam się, przykładając mu rękę do ust, kiedy był przy mnie.
- Cii...- wysyczałam, popychając go za mnie. Oparłam się o ścianę, przysłuchując. Wiem, że nie powinnam tego robić, ale nie pasowało mi to.
- Marcela, czy ty...?- spytał.- Chodźmy.- powiedział stanowczo, po czym złapał mnie za rękę i chciał odejść, jednak wyrwałam mu się.
- Zostaw mnie.- wysyczałam.
- Chodźmy stąd. Nie powinnaś podsłuchiwać.- skarcił mnie.
- Nie pasuje to odejdź!- powiedziałam dość chamsko, wracając do poprzedniej czynności.
- Wy musicie jej to powiedzieć. Teraz.- mówił Marco.- Moritz... Wiesz jaka jest i jak reaguje na takie sytuacje.- zwrócił się do blondyna.
- On ma racje. Musimy jej to powiedzieć. Dzisiaj.- odezwał się... Leo? 
- Idę jej szukać. A wy przemyślcie to.- powiedział Reus, a ja weszłam do pokoju Götze. 
- Co tam? O czym gadacie?- spytałam z uśmiechem na twarzy, a Marco w jednej sekundzie stanął jak wryty, patrząc na mnie niedowierzająco.
- Aa no gadamy o dzisiejszej imprezie.- wymyślił szybko Mario.
- Tak? A to ciekawe, bo słyszałam waszą rozmowę i gadaliście, tak mi się wydaje, że o mnie.- powiedziałam z nutką ironii w głosie, spoglądając na chłopaków. 
- Nie, no co ty. Musiało ci się przesłyszeć.- odparł Moritz, nawet na mnie nie patrząc.
- Moritz spójrz na mnie.- powiedziałam, patrząc na chłopaka. Chciałam to na nim wymusić. Nic. Zero reakcji.- Co musicie mi powiedzieć?- zapytałam spoglądając to na Marco, to na Mo, to na Mario. Każdy z nich unikał mojego wzroku.
- Lewy... Gadaj.- nakazałam, patrząc na mojego rozmówcę.
- Ale co?
- Kurwa, nie udawaj głupiego. Bardzo dobrze wiesz o co tutaj chodzi.- uniosłam ton głosu.
- Marcela, proszę cię uspokój się.- Marco podszedł do mnie.
- Nie będę spokojna. Możecie mi w końcu powiedzieć co się tutaj dzieje do jasnej cholery!?- spytałam już zirytowana ich zachowaniem. 
- Nic się nie dzieje.- Leitner nadal trzymał się swojego.
- Sorry, Moritz, ale ja już nie mogę na to patrzeć.- odezwał się Mario. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Götze...- westchnął błagająco 21 latek.
- On ma racje.- przyłączył się Leo.
- Więc? Może któryś łaskawie powie co przede mną ukrywacie?- spojrzałam na każdego po kolei.
- Odchodzę do Bayernu..- powiedział poważnie Mario, spuszczając głowę. Nie wierzyłam w to. Jaja sobie ze mnie robią. Wiem to.
- Czekaj, powtórz.. Bo chyba się przesłyszałam.- przyglądałam mu się uważnie.
- Odchodzę do Bayernu...- powtórzył znów to samo. Chyba nie kłamał...

*Marco*
Wiedziałem, że tak będzie. Kurwa wiedziałem. Czy ona musiała akurat teraz wejść? 
Widziałem, że była zła. I to bardzo. Nie chciałem w tym uczestniczyć.. Tyle razy im to mówiłem. Mówiłem, żeby w końcu jej powiedzieli. Ale nie..
Kiedy Mario wypowiedział te kilka słów, nie wiedziałem co będzie dalej. Marcela widocznie nam nie uwierzyła. Powtórzył, spostrzegłem w jej oczach łzy. Nie chciałem, żeby płakała. Nienawidziłem tego.. To było najgorsze co kiedykolwiek widziałem. Łzy w jej pięknych oczach...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę.. ☺
Wymarzony rozdział.
Będziecie wściekłe?
To wyżej ☝ pozostawiam do waszej opinii ☺

Kto oglądał dzisiejszy mecz?
Niestety bezbramkowy remis. Liczyłam na coś więcej, no ale cóż... ;)

Pozdrawiam ♥


sobota, 7 marca 2015

Rozdział 61 ~ To nie prawda. On nie może.

- Mnie nie okłamiesz.- westchnął, wybierając ubrania z walizki, na dzisiejszy wieczór.- Na pewno nie chcesz iść?- zapytał, znów zawisając nade mną.
- Na pewno. Tylko masz tam być grzeczny. Mo będzie cię pilnował, zobaczysz...- zagroziłam mu palcem, lekko uśmiechając się.
- Tak, tak. Już to widzę jak Moritz mnie pilnuje.- pokręcił głową, kpiąc z moich słów.
- No dobra. Wiem, że to głupie.- zaśmiałam się cicho.
- Obiecuję, że nie wypiję dużo.- przyłożył dłoń do swojego serca, tym samym opierając się na jednej ręce.
- Dużo?
- Będę w miarę trzeźwy, pasuje?- wyszczerzył się.
- Nie to, że ci zakazuje, ale wiesz jaki jutro dzień...- spojrzałam w inną stronę, by tylko nie patrzeć w oczy blondynowi....
- Tak, wiem.- powiedział obojętnie, po czym udał się z powrotem do łazienki, trzymając w dłoni wybrane ubrania na dzisiejszy wieczór.
Kiedy Marco wszedł do łazienki, ja wyjęłam z mojej walizki szare spodnie dresowe i białą koszulkę z nadrukiem Music , założyłam na siebie wybrane ubrania i położyłam się na łóżku, włączając TV. Jednak zbyło się to na marne... Język... Gdybym tylko znałam hiszpański to mogłabym oglądać telewizję... Zastanawiałam się co będę robić przez ten czas, kiedy inni będą w klubie, świetnie się bawiąc. Może poszłabym do Agaty i Kuby? Bingo!
Zerwałam się z łóżka, idąc do pokoju mojego brata. Zapukałam jak przystało i kiedy usłyszałam krótkie Wejść, tak też zrobiłam. Oczywiście powiedział to Kuba, no bo kto inny? Tylko on się tak odzywa. Agata powiedziałaby grzecznie Proszę, a ten... Szkoda gadać. 
- Co robicie?- spytałam widząc całą rodzinkę, siedzącą na łóżku.
- W sumie to nic.- odpowiedziała Agata. 
- To mam dla was propozycję.- uśmiechnęłam się, siadając na skraju łóżka. Widząc, że para oczekuje mojej wypowiedzi, kontynuowałam:- Mogę zająć się Oliwką, a wy możecie iść z resztą na imprezę.- uśmiechnęłam się lekko.
- Ty nie idziesz?- spytała moja bratowa.
- Nie.- odpowiedziałam krótko.
- Przerażasz mnie, kobieto.- zaśmiał się Kuba.- Ale korzystamy, nie?- zwrócił się do swojej małżonki.
- Jeżeli mamy tylko możliwość.- powiedziała, a ja podeszłam do Oliwki.
- Oliwia, idziesz do mnie? Pobawimy się trochę.
- A Sarcia będze?- spytała radosna.
- Zobaczymy. Idziemy?- spytałam, łapiąc dziewczynkę za rękę i wychodząc z pokoju. Poszłyśmy do pokoju Piszczków i zapytałam ich o to samo. Zgodzili się, a dziewczynki skakały z radości, na wiadomość, że spędzą wieczór ze mną. Wiedziałam jednak, że będzie to tylko kilka godzin, ponieważ dziewczynki prędzej czy później w końcu usną. Mała Piszczek, wzięła jakieś gry, po czym weszłyśmy do pokoju, który dzieliłam z Reusem. 
Dziewczynki, kiedy tylko zobaczyły Marco krzątającego się po pokoju, od razu rzuciły mu się w ramion. Ten zaśmiał się tylko, po czym przytulił obie.
- Skoro nie idę do klubu, stwierdziłam, że zrobię coś pożytecznego.- uśmiechnęłam się szeroko do blondyna, przyglądającego mi się uważnie. 
- Ujku, a ty tez zostajes z nami?- spytała Sara. 
- Nie, ja idę. Ale zobaczymy się rano i obiecuję, że pobawimy się na plaży.- powiedział całując obie w czółko. Wyglądało to bardzo słodko. Wstał, podchodząc do mnie.
- Ja już zmykam.- odparł, obejmując mnie w tali i kładąc swoje ręce na moich biodrach, tak, że jego dłonie powędrowały pod moją koszulkę, gładząc moje plecy. 
- Dzieci patrzą.- skarciłam go wzrokiem, po czym spojrzałam na dziewczynki.
- Nie prawda. Bawią się, więc mamy chwilkę dla siebie.- powiedział, a w jego głosie słyszalna była wyższość. 
- Podobno szedłeś już.- przygryzłam dolną wargę. Ten niespodziewanie czule pocałował mnie, tym samym olewając moje słowa. Jednak to nie był zwykły pocałunek. Widziałam, że włożył w niego wiele uczuć i czułości. Wsunął swój język do moich ust, pieszcząc moje podniebienie.
- Fuuu...- zawyły dziewczynki, przyglądając się naszym poczynaniom. Zaśmialiśmy się praktycznie w tym samym momencie.
- Dobra, idę.- zaśmiał się, przelotnie mnie całując, po czym wyszedł.
- To co robimy?- spytałam, klaszcząc w dłonie...

Kiedy dziewczynki usnęły było przed 23. Zastanawiam się skąd one mają tyle energii w sobie? Przeniosłam je do dodatkowego pomieszczenia, w naszym pokoju, w którym było łóżko. Położyłam Sare i Oliwke, po czym przeszłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku, zastanawiając się co mam teraz robić? Wzięłam laptopa blondyna i położyłam się z nim na łóżku. Włączyłam jakąś komedię romantyczną, powoli zatracając się w niej.
Gdy skończyłam oglądać była godzina 00:17. Postanowiłam, że wezmę jeszcze szybki prysznic i pójdę spać. Tak też zrobiłam...

***

Obudziło mnie natarczywe pukanie do drzwi. Przetarłam oczy, spoglądając na zegarek, na którym widniała godzina 3:42. Wstałam, zarzucając na siebie szlafrok. Otwierając drzwi, usłyszałam jak ktoś śpiewa na cały głos. Otworzyłam, a moim oczom ukazał się pijany, chwiejący się i śpiewający Reus oraz Mario i Robert, którzy podtrzymywali go, aby nie upadł. Zmierzyłam chłopaka, zabijającym wzrokiem.
- Mówiliśmy mu, żeby ni...- nie pozwoliłam dokończyć Robertowi.
- Nie tłumaczcie się.- powiedziałam.- Położycie go na łóżku czy mam sobie sama z nim radzić?- westchnęłam, wpuszczając chłopaków do pokoju.
- Jasne, że pomożemy.- zaśmiał się Mario. Robert z brunetem, położyli Marco na łóżku i wychodząc rzucili krótkie: 'Powodzenia'. Pokręciłam głową z niedowierzaniem, patrząc na mojego chłopaka. Upił się. A przecież obiecał mi coś. Nie to, że jestem przeciwna alkoholowi i imprezom, no ale on upił się praktycznie do nieprzytomności. A to już nie jest zwykła impreza, na której wypiło się kilka drinków.
Zerwałam z łóżka kołdrę i jedną poduszkę, po czym położyłam te rzeczy na mini kanapie w naszym pokoju. Nawet nie rozbierając blondyna z ubrań, przykryłam go kocem i położyłam się na kanapie. Nie miałam najmniejszego zamiaru spać z nim. O nie. Tak, byłam zła. No ale kto by nie był na moim miejscu??

Kanapa była bardzo niewygodna, przez co praktycznie przez całą noc nie zmrużyłam oka. Kiedy obudziłam się w nocy było mi bardzo wygodnie, co mnie zdziwiło, a jednocześnie zaniepokoiło. Usiadłam, rozglądając się. Obok mnie leżał smacznie śpiący Marco, a ja siedziałam na naszym łóżku. Jak ja się tutaj znalazłam do cholery? Czyżby Reus mnie przeniósł? Byłby w stanie? Gdy chciałam wstać, piłkarz mocno przycisnął mnie do swojego ciała, tak, że nie miałam nawet najmniejszych szans by się wydostać.
- Ubiję cię kiedyś Reus, obiecuję. Ubiję na kwaśne jabłko.- mruknęłam do siebie. Usnęłam... O dziwo usnęłam...

*Następny dzień*
- Lepiej będzie jak odejdę!- powiedział, patrząc na mnie z wyrzutem.
- Mo, nie! Nie odchodź! Nie możesz..- podeszłam do niego.
- Czemu? Co mnie tu trzyma?
- A ja? Ja już się nie liczę?- odpowiedziałam pytaniem.
- Dlaczego mam zostać?
- Zależy mi na tobie.- powoli traciłam nadzieję. Nadzieję na to, że zostanie, ale nie mogłam pozwolić, żeby odszedł. Za bardzo mi na nim zależy..
- Mało.- odwrócił się tyłem do mnie.
- Nie chcę cię stracić.
- Wciąż za mało.- uniósł ręce do góry, aby po chwili bezsilnie opadły.
- .. Pocałuj mnie!- wypaliłam. Sama nie wiedziałam co mówię. Blondyn podszedł do mnie i chyba z największym oddaniem wpił się w moje usta, kładąc dłonie na mojej szyi. Na początku nie byłam pewna czy dobrze robię. Czy w ogóle chcę, bo w końcu jestem z Reus'em.
- Tak powinien wyglądać nasz pierwszy pocałunek..- odparł, kiedy oderwał się ode mnie.
- Yhm..- mruknęłam.
- A teraz żegnaj..!
Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo odszedł. Skoczył.. W tę cholerną przepaść. Zaniosłam się płaczem. Odwróciłam się i zobaczyłam Marco.. Jego wyraz twarzy mówił wszystko. Widział. Widział jak całuję się z Mo. I on odszedł...

- Nie!- krzyknęłam zrywając się z łóżka.
- Cii.. Marcela, to tylko sen.- swym krzykiem obudziłam Marco.
- Nie, to niemożliwe.- powiedziałam chodząc w kółko po pokoju i płacząc.- To nie prawda. On nie może.- mówiłam jak opętana.
- Nie płacz. Cicho..- podszedł do mnie i przytulił, kołysząc w prawo i lewo. Wtuliłam się w umięśniony tors 25 latka cicho szlochając.- Nie płacz. To tylko zły sen..- uspokajał mnie. W duchu dziękowałam Bogu, że mam go przy sobie. Blondyn odsunął się ode mnie, spojrzał w oczy i pocałował w czoło.
Pozwoliłam łzom swobodnie spływać po policzkach. Już zapomniałam o tym co stało się w nocy... Kiedy oderwałam się od piłkarza spostrzegłam, że na koszulce Marco jest duża plama.
- Przeze mnie masz całą mokrą koszulkę
- Nic się nie stało. Mam nie jedną taką!- uśmiechnął się, czym spowodował, że również na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Po chwili razem z Marco leżeliśmy wtuleni w siebie na naszym łóżku. Marco bawił się moimi włosami, a ja z uśmiechem patrzyłam w sufit. Może i miałam uśmiech na twarzy, ale cały czas myślałam o śnie. Miałam takie dziwne wrażenie, że dzisiaj coś się stanie. Że.. Ten sen jest taką.. przestrogą czy uprzedzeniem.. Gdybym tylko wiedziała co stanie się później...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Znów nie udało mi się dodać rozdziału z wynikami..
Przepraszam. Musiałam dodać taki rozdział, bo miałam go już zaplanowanego od początku istnienia bloga.
Bez tego rozdziału ten blog nie byłby taki jaki powinien być.
Jeżeli zawiodłam to przepraszam... ;/
W następnym rozdziale na pewno... To już pewne w 100%, pojawią się wyniki badań.
Jeżeli wyczekujecie ich, to pokażcie to, a może rozdział pojawi się wcześniej... :D

piątek, 27 lutego 2015

Rozdział 60 ~ Ale jak? Kiedy? Gdzie? Marcela...

*Narracja trzecioosobowa*
Weszli do jednej z najlepszych restauracji w Hiszpanii. Weszła za piłkarzem, z wielkim zdziwieniem na twarzy.
- Ty na prawdę masz za dużo kasy.- odparła, karcąc wzrokiem chłopaka.
- Ja mam wystarczająco kasy. Po prostu zabieram swoją kobietę w idealne miejsce.- powiedział, szczerząc się. Blondynka nie zdołała nawet pokręcić głową, ponieważ podszedł do nich kelner. Zaprowadził do stolika, wybranego przez Marco, ipo czym odszedł, zostawiając parę.
- Co zrobisz jeżeli Ivo okaże się twoim synem? Wyprzesz się go? Zamieszkasz tutaj?- spytała, patrząc na mężczyznę, siedzącego naprzeciw niej.
- Musiałaś? Było tak pięknie..- westchnął.
- Spytałam tylko..
- Swoim niewyparzonym językiem zepsułaś nastrój..- uniósł lekko ton głosu.
- O co ci chodzi? Chcę wiedzieć co będzie dalej. Tak trudno ci odpowiedzieć?
Ten jak gdyby nigdy nic wstał, łapiąc dziewczynę za rękę. Wstała, a już po chwili szła za Reusem. Niespodziewanie przyparł ją do ściany, mocno wpijając się w jej usta. Łapczywie całował jej usta, tak jakby za chwilę miała mu uciec, rozpłynąć się w powietrzu. Przywarł swoim ciałem do jej. Oderwał się od Marceli, kiedy zabrakło mu powietrza. Oparł swoje czoło o jej, patrząc prosto w oczy blondynki. 
- Nie wiem co zrobię. Nie mam zielonego pojęcia...- powiedział, ujmując jej twarz w swoje duże dłonie.- Rozumiesz? Nie pytaj mnie o to więcej, bo nie wiem.- rzekł poważnie.
- Dobrze.- powiedziała cicho. Jak nie Marcela. Jak nie ta Marcela, którą znał Marco i reszta drużyny. Cicha, krucha dziewczyna jaką w tej chwili była Cyśka, nie podobała się Reusowi. Nie teraz... Kochał w niej tę kruchość, delikatność.. Ale to właśnie ta zadziorna, pewna siebie i zawsze uśmiechnięta Marcela, wzbudziła w nim te uczucia. To ta Marcela najbardziej go pociągała. To w niej najbardziej kochał.
Wszystkie inne kobiety, z którymi się spotykał były na każde jego skinienie palca, na każdą jego prośbę czy propozycję. Nudziło go to. Ale wtedy pojawiła się Marcela, zmieniając jego całe dotychczasowe życie... 
- Uśmiechnij się, no!- zaśmiał się. 
- Nie podobam ci się taka?- spytała jeżdżąc palcem po jego torsie.
- Chodźmy, bo to może skończyć się różnie.- zaśmiał się cicho, a jednocześnie słodko, co Marcela od razu wychwyciła. Kochała ten śmiech, ten uśmiech i tego faceta. Nie za karierę piłkarską, nie za pieniądze, nie za urodę.. Ale za to jakim jest człowiekiem.
Patrzyła na niego z miłością w oczach. Chłopak splótł ich dłonie, przysuwając jej dłoń bliżej siebie, po czym ucałował zewnętrzną jej stronę. Znów wróciła miła, przyjemna i romantyczna atmosfera, którą starał się odbudować Marco. 
- Słodzisz..- prychnęła śmiechem.
W takiej atmosferze spędzili jeszcze kilka godzin. 

*Marcelina*

- Marcela, pośpiesz się. Za chwilę wychodzimy.- poganiał mnie Marco, kiedy ja wycierałam swoje ciało ręcznikiem.
- Już, proszę..- wyszłam z łazienki w szlafroku. Oczywiście założyłam bieliznę.
- Dziękuję.- piłkarz uśmiechnął się zalotnie i wszedł. Ja natomiast podeszłam do walizki, której jeszcze nie rozpakowałam i chyba nie rozpakuję. Kucnęłam przy niej zastanawiając się co założyć. Ostatecznie po 10 min. wybór padł na krótki, biało czarny top, jeansowe spodenki, skórzaną kurtkę i czarne buty z ćwiekami. Chciałam się już ubrać, ale najpierw postanowiłam podroczyć się trochę z blondaskiem.
- Rudzielcu, rusz się!- zaczęłam.
- Sama zaczynasz blondi!- odgryzł się.
- Tylko nie blondi!- 'oburzyłam się'.
- Oj, kotku. Nie kłuć się ze mną.- mimo, iż go nie widziałam czułam, że się szczerzy.
- Dobra, dobra. Ty mi już tu nie kotkuj.
Marco już nic nie odpowiedział. Wróciłam do walizki, na której leżały moje ubrania. Zrzuciłam z siebie szlafrok i wzięłam ubrania. Odwróciłam się i... Mlask! Przy mnie stał prawie nagi Marco. Prawie, bo miał na sobie tylko bokserki. A ja w samej bieliźnie. Pięknie, Marcela. Pięknie! Brawa dla ciebie!
- Byś się ubrał.- burknęłam.
- Ty również.- odparł, przyglądając mi się badawczo. Po chwili poczułam delikatny dotyk rąk blondyna na dolnej części moich pleców, czym spowodował, że z mojej ręki wyleciały ubrania. Położyłam ręce na jego umięśnionym torsie, a ten przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie, jakby bał się, że mu ucieknę. Blondyn złożył na moich ustach początkowo delikatny, ale z każdym następnym coraz bardziej namiętny pocałunek. Powoli zaczęliśmy cofać się w stronę łóżka. Po chwili Reus położył mnie na łóżku nadal całując. Zapomniałam o wszystkim. On tak kusił, że nie potrafiłam mu się oprzeć. Jedną rękę wplotłam w jego blond włosy, a drugą gładziłam jego plecy. Poczułam rękę Marco błądzącą po moim ciele i wtedy się ocknęłam. Zaczął całować moją szyję. Wszystko momentalnie wróciło... Odepchnęłam od siebie Reus'a i zamknęłam się w łazience. Oparłam się o drzwi i zsunęłam po nich. Bo wy nic nie wiecie..
- Kochanie, przepraszam.. Wyjdź, proszę. Już nie będę.- nie mogłam tego słuchać. On myślał, że to przez niego. Otworzyłam drzwi i kiedy tylko ujrzałam Marco wtuliłam się w jego umięśniony tors. Już chciał coś powiedzieć, ale uprzedziłam go.
- Nie mów nic. Tylko przytul..- poprosiłam, a ten wzmocnił uścisk.
- Zrobiłem coś nie tak?- zapytał po jakimś czasie.
- Nie tylko.. - nie potrafiłam o tym mówić. Jednak... Coś w głębi serca kazało mi o tym powiedzieć Reusowi. Wiedziałam, że mogę mu zaufać.- To nie twoja wina.- spojrzałam na niego. Po chwili oboje leżeliśmy na łóżku. Tępo patrzyłam w biały sufit i zastanawiałam się jak o tym powiedzieć, a blondyna zataczał na moim brzuchu, różnych wielkości kółka, opierając głowę o swoją rękę.
- Zostałam zgwałcona.- prosto z mostu. Tak było najlepiej. Znów poczułam wstręt do siebie. Do swojego ciała.. Marco podniósł się do pozycji siedzącej i spojrzał na mnie zaskoczony.
- Ale jak? Kiedy? Gdzie? Marcela...- zadawał kolejne pytania. Ostatnie słowo wypowiedział ściszonym tonem głosu. Usiadłam po turecku i zaczęłam bawić się palcami. Próbowałam coś powiedzieć, ale nie wiedziałam jak. Wewnętrzna blokada..
- Jeżeli nie chcesz to nie musisz o tym mówić.- jego czuły głos dodał mi trochę odwagi i otuchy. Blondyn złapał mnie za rękę. Zebrałam się w sobie i zaczęłam.
- To było dwa lata temu. Wracałam do domu późnym wieczorem od koleżanki. Było ciemno. Poczułam ból głowy, ktoś mnie uderzy.. Później obudziłam się w jakimś obskurnym pokoju. Kraty w oknach. Małe łóżko. Szafa. Jasne poobdzierane ściany i drzwi. Wszedł on. Miał może 25 lat... Cofałam się do ściany, a kiedy już stałam przy niej, serce zaczęło walić mi jak oszalałe. Podszedł do mnie i zaczął całować. Po ustach, szyi. Zdarł ze mnie koszulkę. Próbowałam się wyrwać, ale co ja wtedy mogłam? Miałam zaledwie 18 lat... Później znów straciłam przytomność. A kiedy się obudziłam jego już nie było. Zostawił tylko karteczkę: 'Piśniesz słówko, a pożałujesz!'- opowiedziałam, co jakiś czas wycierając łzy. Kiedy już skończyłam Marco przyciągnął mnie do siebie i przytulił całując w czoło.- Przez dwa lata próbowałam zapomnieć.. A kiedy już zdąrzyłam..- urwałam. Nie chciałam go zranić, ale to jak mnie całował..
- Ja ci przypomniałem..- dokończył. Nic nie odpowiedziałam.- Poszłaś z tym na policję?- zapytał po jakimś czasie.
- Na początku nie chciałam, ale Wojtek mnie namówił. Nienawidzę o tym mówić. Dostał 16 miesięcy. Znalazły się też inne dziewczyny, którym to zrobił. Nie przyszy z tym na policję, bo się bały.- powiedziałam patrząc na swoje ręce. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy. Nie potrafiłam... To mnie przerosło. Po chwili poczułam jego dłoń na mojej twarzy. Uniósł moją głowę do góry, a kiedy spostrzegł łzy spływające po moich policzkach przytulił mnie.
- Nie płacz. Za chwilę ja będę..- odparł, gładząc mnie po głowie.

- Spóźnisz się. Idź...- odepchnęłam go lekko od siebie po jakimś czasie, wycierając policzki z łez.
- Ale... Ty też idziesz.- złapał mnie za rękę wstając.
- Nie Marco.. Nie mam ochoty.- wyrwałam dłoń z jego uścisku, bezwładnie opadając na łóżko.
- Kochanie, chyba nie zrobisz mi tego.- oparł się na piąstkach, będąc nade mną. 
- Przepraszam, ale nie mam już siły na imprezę.- westchnęłam.
- To przez tę sytuację..?- spytał, a raczej stwierdził.
- Nie.- odpowiedziałam, jednak widząc spojrzenie Reusa, wiedziałam, że mnie przejrzał.
- Mnie nie okłamiesz.- westchnął, wybierając ubrania z walizki, na dzisiejszy wieczór.- Na pewno nie chcesz iść?- zapytał, znów zawisając nade mną.
- Na pewno. Tylko masz tam być grzeczny. Mo będzie cię pilnował, zobaczysz...- zagroziłam mu palcem, lekko uśmiechając się.
- Tak, tak. Już to widzę jak Moritz mnie pilnuje.- pokręcił głową, kpiąc z moich słów.
- No dobra. Wiem, że to głupie.- zaśmiałam się cicho.
- Obiecuję, że nie wypiję dużo.- przyłożył dłoń do swojego serca, tym samym opierając się na jednej ręce.
- Dużo?
- Będę w miarę trzeźwy, pasuje?- wyszczerzył się.
- Nie to, że ci zakazuje, ale wiesz jaki jutro dzień...- spojrzałam w inną stronę, by tylko nie patrzeć w oczy blondynowi....


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kolejny leci w wasze ręce... 
Spodziewaliście się takiej wiadomości?
Jestem bardzo ciekawa waszej reakcji, jak i opinii dotyczącej tego rozdziału. 
Ile uzbieracie dla mnie komentarzy?

Dziękuję za 725 komentarzy ponad 80 tysięcy wyświetleń.. ☺