środa, 5 listopada 2014

Rozdział 47 ~ Nie bądź taka dzika czika.

*Mecz*
To nie możliwe.. Pie**zony Bayern! Pie**zony Dante! Nie.. Nie mogę w to uwierzyć. Przegraliśmy.. Przegraliśmy po dogrywce... Nie byłoby jej, gdyby Dante nie wybił piłki z bramki. Jak to możliwe, że sędzia boczny wskazał środek boiska, a główny arbiter nie uznał gola? No po cholere im te mikrofony czy coś!? Płakałam. Niektórzy z pilkarzy Borussi również. Niektórzy sieodzieli i nie dowierzali w to co się stało. Marco.. Był jednym z nich.
A Bayern? Najzwyczajniej w świecie cieszyli się. Cieszyli się z wygranej, na którą nie zasługiwali. Gdyby grali fair play to powiedzieliby, że piłka wpadła do bramki i gol był. A sędziowie? No tak.. Czego Bayern nie może to sędzie dopomorze..
- Kochanie.. Uspokuj się.- głaskał mnie po głowie blondyn, kiedy staliśmy wszyscy w tunelu. Chłopaki z BVB raz z partnerkami i dzieciakami. 
- Jeju.. Co ja przeżywam!? Dokopiecie im w SuperPucharze.- uśmiechnęłam się. Kilkanaście minut później poczułam czyjąś ręke na moim ramieniu. Odwróciłam się, myśląc, że to Marco jednak kogo wtedy zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania i przypuszczenia.
- Jessuu..- złapałam się za serce. Jego zbrzydła morda.. <nie mam tutaj na myśli obrażenia fanów tego kogoś, ale nie będę ukrywać, że go nie lubię>
- Aż taki straszny jestem?- zapytał ironicznie, łapiąc mnie za ręke.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.- mruknęłam, wyrywając ręke z jego.
- Uznam, że tego nie słyszałem.- powiedział tym okropnym głosem, przyciągając mnie do siebie.
- Weź się odpieprz..- odsunęłam się od niego na bezpieczną odległość.
- Chodź poświętować z nami.- uśmiechnął się głupawo. 
- Słucham!? Nie widzisz tego!?- zapytałam zbulwersowana łapiąc za koszulkę z nazwiskiem mojego chlopaka.- To, że wygraliście.. Jeszcze niezasłuzenie nie oznacza, że możesz wszystko koleś. Gdybyście grali fair play powiedzielibyście, że gol powinien być uznany, ale wy myślicie tylko o sobie.. I wiesz co ci jeszcze powiem..?- zapytałam retorycznie.
- Że jestem boski?- nadal nie rozumiał tego co mówie.
- Jesteś obleśny..
Powiedziałam na co wszyscy zebrani wokół nas wybuchnęli niepohamowanym śmiechem.
- Jakiś problem?- usłyszałam głos Marco, który właśnie wrócił.. Z nie wiem skąd. 
- Zamiast świętować z nami wolisz zadawać się z tymi lamusami. Żaaal..- zawył i miał już odchodzić, ale odezwałam się.
- Żaaal.. Myślisz, że jesteś fajny? Jeżeli chcesz taki być, co ci chyba nigdy nie wyjdzie, przymknij się i idź sobie do swoich lamusów.- burknęłam.
- Dobry pocisk kochanie..- szepnął mi do ucha Marco, kiedy zrezygnowany Mandżukić odszedł. 
- Wiem.- zaśmiałam się i cmoknęłam go w usta.
Może jakieś 10/15 minut później mieliśmy się wszyscy zbierać i jechać na bibe do Reus'a. Oczywiście najpierw do swoich domów, ale dopadł nas, a raczej mnie pewnien niespodziewany zawodnik Frajernu <powtórka z rozrywki. Jeżeli jest tutaj jakiś kibic Gejusiów to przepraszam>
- Laska choć ze mną.- znów on.
- Jest ze mną. Jakiś problem?- widać było, że Marco nie jest zadowolony. 
- Nie wiedziałem, że masz taką dupe.- przygryzł wargę.
- Jak już coś to nie dupę tylko dziewczynę.- blondyn stanął przede mną. Widziałam jak zaciska pięść
- Marco..- szepnęłam łapiąc go za ramie. Byliśmy już tylko my, bo reszta porozjeżdżała się do swoich domów.
- Odpieprz się od niej. Dobrze ci radze.- burknął. W jego głosie słyszałam złość, ale nie taką zwykłą. Z nutką zazdrości.
- Reus cholera jasna. Odsuń się.- szarpnęłam go za ramie i przepchnęłam do tyłu.
- Jeżeli nie chcesz mieć obitej tej zbrzydłej twarzyczki to lepiej odejdź.- mówiłam gestykulując rękoma.
- Nie bądź taka dzika czika.*- przygryzł dolną wargę, złapał mnie za pośladki i przyciągnął do siebie. W tym momencie poczułam się... Poczułam się jak dziwka.. Jak tania dziwka. W moich oczach zebrały się łzy.
- Nie. Tego już za wiele.- prawie, że krzyknął Marco i odepchnął ode mnie Bawarczyka i zaczął okładać go pięściami.
- Marco proszę cię..- szepnęłam cała zapłakana i o dziwo podziałało.
- Masz szczęście, bo gdyby nie ona już dawno miałbyś mordę obitą tak, że własna matka nie rozpoznałaby cię.- rzekł, po czym podszedł do mnie i przytulił. Takiego Marco kocham...
- Suka.- burknął jeszcze Mario, a blondyn chciał już do niego podejść, ale docisnęłam go do siebie, pokazując jak bardzo go teraz potrzebuję.


***

- Kocham cię rozumiesz? I nie pozwolę, żeby jakiś śmieć cię obrażał i dotykał... Jesteś moją księżniczką. Kocham cię nawet nie wiesz jak bardzo i mógłbym oddać za ciebie życie..- szepnął mi do ucha Marco, kiedy zjechał na pobocze. 
- Ja ciebie też kocham i doceniam wszystko co dla mnie robisz, ale musisz zacząć się kontrolować.- powiedziałam cały czas patrząc w szybę.
- Ejj. Spójrz na mnie.- powiedział łapiąc mnie za podbródek, jednak ja nie miałam nawet najmniejszego zamiaru się odwracać.- Słyszysz?- siłą odwrócił moją twarz w swoją stronę. Oparł swoje czoło o moje i delikatnie pocałował. Tak czule i subtelnie..

***
- To co teraz? Zostało nam jeszcze trochę czasu do imprezy..- podszedł do mnie Marco, kiedy stałam oparta o wyspę z kuchni i piłam sok pomarańczowy. Stanął naprzeciw mnie i oparł się rękoma o wyspę.
- Hm.. Może obejrzymy coś?- zapytałam upijając kolejny łyk napoju.
- Za mało czasu..- mruknął z grymasem na twarzy.
- To.. Hm.. Wybierzmy jakąś muzykę..?
- Mam coś innego na myśli.- powiedział przygryzając płatek mojego ucha, tym samym drażniąc skórę mojego policzka, kliku dniowym zarostem.
- Za mało czasu kochanie...- odparłam tym samym tonem co on, czyli upominającym.
- Ale.. Kotku.- musnął moje usta, widocznie niezadowolony.
- Wiem. Pozbędziemy się... Tego tu.- przejechałam palcem po jego zaroście.
- Niech ci będzie..- westchnął.
- Ale jest mały problem.- tym razem to ja westchnęłam 
- Jaki?
- Nie chce mi się iść. 
- Wskakuj.- odparł, odwracając się do mnie tyłem. Tak jak powiedział tak zrobiłam. Kilka minut później byliśmy w łazience.
- No to do roboty..- klasnęłam w dłonie. Marco podał mi wszystko co potrzebne, a ja wzięłam się do pracy. Znaczy. Nie wzięłam się do niej, ponieważ blondyn jest za wysoki i ja ledwo co do niego dosięgam.
- Chyba ci się to nie uda kochanie..- zaśmiał się diabelsko. 
- Zaklad?- zapytałam unosząc jedną brew ku górze.
- Yhm.. O co?- spytał pewny siebie.
- Hm..
- I takiego mega, mega słodkiego całusa.- rozmarzył się.
- Stoi.- wyciągnęłam do niego dłoń, a ten złapał za nią i przyciągnął mnie do siebie, po czym pocałował.- Jeszcze nie wygrałam kochanie.- zaśmiałam się. Nie zważając na mężczyznę stojącego obok mnie, wskoczyłam na pralkę i uśmiechnęłam się złowieszczo.
- I co bejb..?- wywaliłam mu język.
- Rób i nie gadaj.- 'nadstawił mi się'.

-Ojć..- syknęłam, kiedy zobaczyłam ranę na brodzie blondyna.- Chyba troszkę cię zacięłam.- przygryzłam dolną wargę.
- Co?- prawie, że krzyknął Marco dochodząc do lustra.- Utłukę cię.- powiedział 'poważnie', jednak nie wyszło mu to bo zaśmiał się. W tym samym momencie w domu rozbrzmiał się dzwonek dzwonka. 
- Otworzę.- zeskoczyłam z pralki i czym prędzej pobiegłam na dół, po czym otworzyłam drzwi pierwszym, przybyłym gościom. 
- Siemka.- przywitałam się z Mario i.. Ann? Aha, okey.
- Siem.- odpowiedział mi Gotze i pocałował w polik. Zdążyłam zamknąć drzwi i może po dwóch minutach znów zadzwonił dzwonek. Tym razem za drzwiami zastałam Roberta z Anią i Romana z Lisą.
- Hej.- uśmiechnęłam się i wpuściłam gości.- Dobra wy się rozgośćcie, a ja za chwilę wracam.- dodałam i podążyłam do łazienki pomóc blondynowi. Jednak jak na zawołanie wszyscy ruszyli za mną.
Postanowiłam już nic nie mówić, bo i tak by to nic nie dało. Weszłam do łazienki, a za mną cała 'zgraja' i kiedy zobaczyli co stało się Marco wybuchnęli śmiechem.
- Serio? Musiałaś ich tutaj przyprowadzić?- spytał opatrując sobie malusieńką ranę.
- Sami za mną przyszli.. Jak ogony.- porównałam.
- No dzięki za porównanie.- oburzył się Mario.
- Akurat za Marco to ty wszędzie chodzisz.- powiedziała Ann. Trochę mnie to zdziwiło, ale powoli zaczynam się do niej przekonywać. Od kiedy weszła do domu Reus'a nie przestaje się uśmiechać. Pozytywnie mnie zaskoczyła.
- Ha! I kto tu za kim łazi!?- roześmiał się blondyn. 
- I ty przeciwko mnie?- zapytał z udawaną urazą Götze swoją dziewczynę. Ta pokręciła tylko głową...

*tekst Mariki. :D
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jejusiu... Przepraszam, przepraszam, przepraszam.. :(
Kompletnie straciłam poczucie czasu.
Ten czas w szkole i poza nią mija mi tak bardzo szybko, że nim się obejrzę to już kładę się spać.
Nie myślałam, że aż tyle czasu minęło od kiedy dodałam ostatni rozdział.
Ten.. Miał się pojawić w poniedziałek, ale niestety nie dałam rady.. ;c

Jeszcze raz przepraszam... Kinga.. ;**









wtorek, 21 października 2014

Rozdział 46 ~ Chyba nie jesteś zazdrosny..?

- A to już twój problem.- uśmiechnęła się tryumfalnie, odepchnęła mnie i podeszła do szafy, z której wyjęła jakieś ubrania, chyba piżamę. Jak dla mnie było to zbędne.
- Ale kochanie... Wiesz, że dla mnie to mogłabyś spać w samej bieliźnie?- zapytałem opierając się o ścianę.
- Dla ciebie to mogłabym nawet paradować bez niej..- zauważyła, zgryźliwie wywalając mi język.
- Takim ciałkiem nie pogardzisz..- mruknąłem do siebie, kiedy Marcela weszła do łazienki.
- Słyszałam!- krzyknęła blondynka.
- Stwierdzam fakty kochanie...- powiedziałem i rzuciłem się na łóżko. Patrzyłem chwile w biały sufit, aż do głowy wpadł mi pewien pomysł...

*Marcelina*
Szybko się przebrałam i kiedy zamykałam drzwi poczułam czyjś dotyk na moich biodrach i doznałam bliskiego spotkania z drzwiami. To 'czyjś' jest tu zbędne, ponieważ był to Marco. Stał przede mną uśmiechnięty od ucha o ucha. Zaplanował to.. Menda jedna! :D
- Co tym razem?- zapytałam, kładąc dłonie na jego torsie.
- Hm.. Zastanówmy się.- uśmiechnął się zalotnie.
- I co wymyśliłeś geniuszu?- spytałam jeżdżąc palcami po wcześniej wspomnianej części ciała blondyna.
- Hm.. Pomyślmy.- znów udał, że myśli. 
- Nie myśl tyle, bo za mądry będziesz.- wywaliłam mu język. 
- Jestem już teraz.- zaśmiał się uroczo. Zbliżył swoją twarz do mojej i namiętnie pocałował. Poczułam się tak cholernie ważna. Ważna dla niego, dla miłości mojego życia.. Wiem to. Ten jedyny..
- Idziemy spać?- zapytał, kiedy oderwaliśmy się od siebie. Zdziwił mnie tym co powiedział.
- Yhm..- mruknęłam i szybko wydostałam się z objęć mojego chłopaka, po czym równie szybko wsunęłam się pod kołdrę. Spojrzałam na Marco, który pokręcił tylko głową i dołączył do mnie.
- Dobranoc.- mruknęłam wtulając się w umięśniony tors piłkarza.
- Dobranoc.- powiedział całując mnie w głowę.- Zimno ci?- zapytał, zauważając że się trzęsę.
- Trochę.- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Marco przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie. Czułam bicie jego serca. Po chwili poczułam również jego dłoń na moim udzie. Złapał za nie i podciągnął tak, że spoczywało na jego dolnej części brzucha. Uśmiechnęłam się tylko i jeszcze dostałam całuska w czoło.. 

*Następny dzień*
Obudziłam się pierwsza. Marco jeszcze słodko spał. Postanowiłam go nie budzić i próbowałam wyślizgnąć się z jego żelaznego uścisku. Jednak nie udało mi się to.
- Gdzie mi uciekasz?- przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie.
- Nie uciekam..- uśmiechnęłam się delikatnie.
- Foch.- burknął odwracając głowę w drugą stronę.
- Ale kotku..
- Chciałaś mnie zostawić. Nie kochasz już mnie. A ja za tobą tak szaleje.- udawał, że płacze. Nic nie mówiąc zbliżyłam swoją twarz do jego i chciałam pocałować, ale ten przejął inicjatywę i to on pocałował mnie. Ręką zaczął jeździć po moich plecach. Co jakiś czas przyprawiało mnie to o delikatne dreszcze.
- Już ci przeszło?- zapytałam, odrywając się od blondyna.
- Yy.. Nie.
- Wydaje mi się, że jednak tak.- uśmiechnęłam się, przygryzając dolną wargę.
- Wiesz, że prowokujesz mnie tym?- zapytał, będąc nade mną.
- Yhm..- mruknęłam. Patrzyliśmy sobie chwilę w oczy, ale ja już nie wytrzymałam tego i zrzuciłam blondyna na podłogę.
- Ałć.- jęknął, a ja wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem.- To bolało.- dodał.
- Bo miało.- powiedziałam ze śmiechem i wstałam. Marco cały czas leżał na podłodze i chyba nie miał zamiaru wstawać.
- Ty sobie tutaj leż, a ja idę coś zjeść.- powiedziałam uśmiechając się pod nosem i kierując do drzwi. Marco momentalnie wstał i podszedł do mnie, obejmując w talii. Zeszliśmy na dół, a tam już wszyscy siedzieli przy stole i konsumowali ciepły posiłek przygotowany przez jak się domyślam Agatę.
Usiadłam na wolnym miejscu, a Marco na przeciwko mnie. Zaczęliśmy konsumować śniadanie. Co chwilę czułam wzrok Reus'a na sobie. Byłam brudna? Uniosłam głowę i spojrzałam na blondyna ukradkiem. Zauważył to i szeroko się uśmiechnął. Po chwili poczułam również jego nogę ocierającą się o moją. Zaśmiałam się cicho. To było nawet przyjemne, ale do czasu. W końcu nie wytrzymałam i kopnęłam go. Nic. Kompletnie nic. Zero reakcji. Co się dziwić?! W końcu piłkarz! Znów się wyszczerzył, patrząc na mnie tryumfalnym wzrokiem...

*Trening*
Wyszłam z auta i od razu spostrzegłam grupkę chłopaków, rozmawiających i śmiejących się. Nie minęło 5 minut, a przy mnie zjawił się Leitner.
- Jezu, jak ja cię dawno nie widziałem.- przytulił mnie.
- Wystarczy Marcela, Leitner.- zaśmiałam się. Z wielkim trudem wydostałam się z objęć Moritza i spojrzałam na Marco. Stał oparty o samochód przyglądając się mi badawczo. Podeszłam do niego.
- Marco.. Chyba nie jesteś zazdrosny..?- przytuliłam się do niego.
- Jestem.- powiedział, patrząc w inną stronę z założonymi rękoma na piersi.
- Ale przecież to jest Mo.- zaśmiałam się. 
- Jestem zazdrosny, bo przez chwile trzymał w ramionach mój cały świat.
- Ooo..- usłyszałam. Odwróciłam się i zobaczyłam dość sporą widownię.
- Czy mi się wydaje czy ty książkę jakąś romantyczną czytałeś?- spojrzałam na niego unosząc jedną brew ku górze.
- Nie.- powiedział z grobowym wyrazem twarzy.- Film oglądałem.- dodał, przyciągając mnie do siebie i przytulając.
- Aż muszę wam zdjęcie zrobić.- wypalił Mario.
- Masz mój telefon, bo jeszcze nocami będziesz patrzył na zdjęcie mojej Cyśki i podniecenie wzrośnie..- odparł Marco na co wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Blondyn podał swój telefon przyjacielowi, a ten cyknął nam zdjęcie. 
- Na trening moi drodzy, a nie sesje zdjęciową sobie tutaj robicie.- jak zawsze nie wiadomo skąd i kiedy wśród nas pojawił się Czarodziej z Dortmundu.
- Tak jest trenerze.- zasalutowali mu piłkarze..


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Heii... Dodaje dzisiaj. :D
Z racji tego, iż dzisiaj takie moje małe święto..
Hmm... Wiem, że krótki. Miał być dłuższy, ale plany się pozmieniały i jest taki.
Stwierdziłam, że nie ma sensu dalej go ciągnąć..

Aaa i jeszcze jedno.
Proszę nie piszcie takich bezsensownych komentarzy jak: Kiedy next?
To na prawdę jest irytujące. Od tego jest mój ask lub fejsik.
Jak ktoś chce to niech zaprasza.. :D

//
Buziaczki.. Euphory! :**

wtorek, 14 października 2014

Rozdział 45 ~ Robisz postępy kochanie.

- Dobra, już. Koniec. Brzuch mnie boli.- zakończyłam tę "debatę".
- Ale my tutaj poważną konwersację prowadzimy..- wytłumaczyła Marina, nadal udając tę "pustą blondynkę".
- Nie, błagam.. Ludzie.. Zlitujcie się nade mną.- błagałam samym spojrzeniem.
- Oj,  kotku..- Wojtek pogładził moje kolano. Trochę dziwnie się poczułam.. Ale przecież to jest tylko zabawa. 
- Ty mi tu już nie kotkuj.- zaśmiałam się i wstałam.- Wy sobie tu debatujcie, a ja idę zrobić sobie coś do jedzenia.- powiedziałam z uśmiechem na twarzy i ruszyłem do kuchni. Zrobiłam sobie moje ulubione tosty z nutellą, których dawno nie jadłam i przeniosłam si do mojego pokoju, gdzie włączyłam sobie TV...

*Kilka dni później*
*Dortmund*
*Marco*
Widząc moja ukochaną, idącą przed siebie, z walizką w ręku, którą ciągnęła za sobą, zaszedłem ją od tyłu.
- Ja pierdziele. Gdzie on jest!?- niecierpliwiła się. Chciało mi się śmiać, ale musiałem się powstrzymać.
- Ykhm..- chrząknąłem pukając blondynkę w ramie.
- Czego znowu? Nie dadzą..- mówiła odwracając się w moja stronę.- Marco!- zawyła, rzucając mi się na szyje. Zaśmiałem się, odwzajemniając uścisk, po czym pocałowałem ją w głowę. Tak bardzo mi jej brakowało. Jej bliskości.. Zapachu.. Uśmiechu.. Malinowych ust, które mógłbym całować codziennie...
Gdy była w Londynie, mogłem jedynie pocałować ją przez monitor laptopa, co nie byłoby za normalne...
- Myślałam, że mnie wystawiłeś..- powiedziała odrywając się ode mnie. Nic nie mówiąc, zachłannie wbiłem się w jej usta. Tak cholernie mi tego brakowało..

***

- Gdzie to się szlajamy?- zapytał Kuba, kiedy wyszliśmy z mojego samochodu. Marcela podeszła do swojego brata i przywitała się. Następnie to samo uczyniła z Agatą i Oliwią.
- Mnie to tak nie wyściskałaś.- zaśmiałem się.
- Jeżeli tak mówisz to okey.- założyła ręce na piersi, odwracając się do mnie przodem, przygryzając przy tym dolną wargę. Znów się zaśmiałem, podszedłem do niej, objąłem ramieniem, po czym weszliśmy do domu Błaszczykowskich.

- Tak myśleliśmy...- zacząłem, kiedy siedzieliśmy w salonie.
- No nie wierzę. Marco... Ty myślisz. Robisz postępy kochanie. Jestem z ciebie dumna..- przerwała mi blondynka i pocałowała w policzek.
- No dzięki.- powiedziałem sarkastycznie.- Podczas twojej nieobecności..- spojrzałem na Marcelę.- Myśleliśmy gdzie moglibyśmy pojechać w te wakacje..- kontynuowałem.- I tak wywnioskowaliśmy, że najlepiej by było jechać..- blondynka znów mi przerwała.
- Chciałeś powiedzieć lecieć..- poprawiła mnie.
- O jeju.. Jaka ty się mądra zrobiłaś..- zauważyłem.- Myśleliśmy lecieć na Ibizę.- w końcu dokończyłem to co chciałem powiedzieć, akcentując słowo 'lecieć'.
- Yhm... A co ja mam z tym wspólnego?- zapytała Marcela 'nic nie rozumiejąc'. Bardzo dobrze wiedziałem, i pewnie nie tylko ja, że 20 latka wie o co chodzi.
- Lecisz z nami.- uprzedził mnie Jakub.
- Chyba was prąd kopnął..- zażartowała.
- Nie. Nic mnie nie kopnęło.- zaśmiałem się.
- A mnie się wydaje, że jednak tak.- powiedziała.. Lekko zdenerwowana?
- Już, spokój.- Kuba doprowadził nas do ładu.
- Nigdzie nie jadę i koniec.- Marcela zakończyła i ruszyła na gore do swojego pokoju. Żadne z nas, obecnych tutaj nie rozumiało zachowania blondynki. Patrzyliśmy na siebie nic nie mówiąc.
- Pójdę z nią porozmawiać.- rzekłem przekonany i poszedłem do pokoju ukochanej.
- Idź stad.- powiedziała oschle.
- Co z tobą?- zapytałem zatroskany, a jednocześnie zdenerwowany, będąc już na balkonie, gdzie stała Marcela. Objąłem ja w talii, kładąc głowę na jej ramieniu.
- Marco daj mi trochę odetchnąć.- westchnęła.
- Mam iść?- zapytałem zaskoczony, a jednocześnie zawiedziony. Przez chwile nic nie mówiła, wiec rozumiejąc, że na prawdę chce, abym sobie poszedł zacząłem się oddalać.
- Ja.. Nie wiem co się ze mną dzieje. Ostatnio..- zaczęła.- Jestem jakaś dziwna. Nie jestem sobą i widzę to. Przepraszam.. Nie powinnam tak na was naskakiwać..- powiedziała cały czas stojąc tyłem do mnie, oparta o balustradę.
- Rozumiem, że mam zostać?- zapytałem kładąc ręce na biodrach ukochanej.
- Yhm..- mruknęła odwracając się w moją stronę. Przygryzła dolną wargę i zaczęła jeździć dłonią po moim torsie, bardzo dobrze wiedząc jak to na mnie działa.
- Prowokujesz mnie.- powiedziałem przyciągając blondynkę do siebie. Delikatnie pocałowałem.  Z każda chwila nasze pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. Zachłanne.. Złapałem dziewczynę w talii i posadziłem na barierce.
- Ziiiiimno.- zadrżała. Co prawda to prawda. Na dworze powoli zaczęło robić się zimno.
Zmusiłem Marcele, aby zaplotła nogi na moich biodrach i przenieśliśmy się do pokoju. Cały czas trzymając ją, zamknąłem drzwi balkonowe i oparłem ją o ścianę. Spojrzałem głęboko w oczy.. Czas stanął w miejscu. Mógłbym godzinami wpatrywać się w jej błękitne tęczówki i nie znudziłoby mi się to nigdy.
- Kocham cie, wiesz?- zapytałem gładząc opuszkiem palca jej delikatny policzek.
- Wiem. Ja ciebie też.- odparła muskając moje wargi. Pogłębiłem pocałunek i wsunąłem ręce pod koszulkę Błaszczykowskiej, chcąc się jej pozbyć.
- Kochanie usłyszą nas.- upomniała mnie.. nas, Marcela.
- Yhh.. Wiem.- westchnąłem.
- Może.. Postawiłbyś mnie?- zapytała przygryzając dolna wargę. Nie potrafiłem inaczej. Wbiłem się w jej usta, przyciągając jeszcze bliżej siebie. Ona tak mnie podnieca..
- Jeżeli ty nie lecisz to ja też.- powiedziałem odrywając się od niej i stawiając na podłodze.
- O nie, nie, nie. Lecimy oboje.- uśmiechnęła się tryumfalnie.
- Osz ty! Zrobiłaś mnie w balona?- zapytałem, a raczej stwierdziłem oskarżycielsko.
- Nie.
- Yhm..- mruknąłem sarkastycznie.
- No na prawdę.
- Okey. Wierzę ci.- uśmiechnąłem się.
Resztę dnia spędziliśmy w doskonałym towarzystwie i humorze. Ustaliliśmy, że dzisiaj śpię u Błaszczykowskich. A raczej Marcela postawiła mnie przed faktem dokonanym, twierdząc, że nie będę się włóczył po mieście.
- Mm..- mruknąłem, kiedy zobaczyłem blondynkę w samym ręczniku, wchodzącą do pokoju.
- I z czego się tak szczerzysz? Nie widziałeś mnie nigdy w ręczniku?- prychnęła.
- Widziałem, widziałem. Ale wtedy nie byłaś moją dziewczyną.- zauważyłem, akcentując słowo 'moją' i poruszając zabawnie brwiami.
- Zboczeniec.- skwitowała zabierając swoją bieliznę. Po kilku minutach z powrotem wróciła.- Niech to szlag.- burknęła tym razem wychodząc w samej bieliźnie.
- Złość piękności szkodzi kochanie..- powiedziałem podchodząc do blondynki coraz bliżej, do tego momentu, kiedy nie mogła się już ruszyć, stojąc przy ścianie. 
- Przepuść mnie.- burknęła. 
- A co będę z tego miał?- zapytałem uśmiechając się złowieszczo. 
- Hm.. Pomyślmy. Satysfakcję?- zapytałam, teatralnie myśląc.
- To mi nie wystarcza.
- A to już twój problem.- uśmiechnęła się tryumfalnie, odepchnęła mnie i podeszła do szafy, z której wyjęła jakieś ubrania, chyba piżamę. Jak dla mnie było to zbędne.
- Ale kochanie... Wiesz, że dla mnie to mogłabyś spać w samej bieliźnie?- zapytałem opierając się o ścianę.
- Dla ciebie to mogłabym nawet paradować bez niej..- zauważyła, zgryźliwie wywalając mi język.
- Takim ciałkiem nie pogardzisz..- mruknąłem do siebie, kiedy Marcela weszła do łazienki.
- Słyszałam!- krzyknęła blondynka.
- Stwierdzam fakty kochanie...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Heiii misiaki! :*
Dodaję dzisiaj z racji, że w tym tygodniu nie miałabym już okazji dodać czegokolwiek.
Mam nadzieję, że rozdział chociaż Wam się spodoba.
Nie wyszedł on tak jakbym tego chciała no ale cóż..
Wątek wakacje.
Powoli będę do tego zmierzała, ale jeszcze coś ważnego mam w zamiarach do zrealizowania. :D

Buziaki, Kinga.. ;** <3

środa, 1 października 2014

Rozdział 44 ~ I chcę tylko Ciebie w zamian...

- I czego chciała?- zapytał zły. Od zawsze nie lubił Carolin. Kiedy jeszcze z nią bylem cały czas powtarzał, że ta mnie nie kocha i zdradza na prawo i lewo. Miał racje, ale ja nie wierzyłem w to, a raczej nie chciałem wierzyć. Dopiero, kiedy zobaczyłem to na własne oczy, uwierzyłem...
- Chciała, żebym do niej wrócił.- odparłem bez większych emocji.
- Powiedziałeś, że jesteś z Marcelą?- zadawał kolejne pytania.
- Nie. Jakoś nie było okazji.
- Stary, czy ty siebie słyszysz? Nie było okazji!? Przecież znasz Caro i wiesz, że ona tak łatwo nie odpuści.- denerwowali się mój przyjaciel.
- Właśnie dlatego nie powiedziałem, że jestem z Marcelą. Zniszczyłaby nasz związek.- spojrzałem na niego.
- A masz zamiar w ogóle jej o tym powiedzieć.?
- Bardzo dobrze wiesz jak Marcela reaguje na Carolin.- burknąłem.
- Czyli nie?- dopytywał
- Nie.
- Jak tak dalej pójdzie to nie Caro, a ty zepsujesz związek z Cyśką.- powiedział Mario biorąc łyk napoju.
- Nie gadaj tyle tylko graj.- szturchnąłem go w ramie. W sumie to Mario ma racje... Nie mogę ukrywać przed Marcela tej "wizyty" Carolin. Ale jak jej powiem będzie wściekła...

Po wyjściu Gotze zaczęło mi się nudzić. Dopiero teraz dostrzegłem jaki ten dom jest pusty. Wcześniej jakoś nie zwracałem na to uwagi, ale teraz... Ja sam, cztery ściany i nurtująca cisza.. Bez Marceli... Co ta dziewczyna ze mną zrobiła..? W życiu, nawet w najmilszych snach nie pomyślałbym, że mogę mieć przy sobie tak wspaniałą dziewczynę..
Rozmyślając na temat mojej ukochanej, postanowiłem sprawdzić Facebooka. Wziąłem laptopa i zalogowałem się na wcześniej wspomnianej stronie społecznościowej. Miałem kilkadziesiąt wiadomości i kilkaset powiadomień. Głównie były to oznaczenia na zdjęciach lub na tego typu postach. Nie sprawdzałem tego dokładnie, jednak moją uwagę przykuło jedno zdjęcie pewnej dziewczyny z Polski. Sprawdziłem i przetłumaczyłem opis. Był tam mój często spotykany cytat: "The biggest adventure you can take is to live your dreams." Zdjęcie jakiejś młodej dziewczyny, miała może z 17/18 lat i ten cytat. Oznaczonych było jeszcze kilkanaście osób, zgaduję, że to również Borussen. Z uśmiechem polubiłem ten post, wiedząc, że sprawie dziewczynie radość.
Aktualizując stronę główną, wyświetliła mi się bardzo, ale to bardzo ciekawa, a jednocześnie życiowa myśl. Od razu złapałem za telefon i wystukałem cytat na klawiaturze telefonu, po czym wysłałem go Marceli.

*Marcelina*
Siedziałam w salonie u Wojtka i oglądałam już chyba po raz setny film: "Szkoła uczuć" , kiedy dostałam sms-a. Sięgnęłam po telefon, który leżał na stoliku i odblokowałam telefon. Była to wiadomość od Reus'a. 
"Mogę dać Tobie wszystko i być Tobie tak bliskim. I chcę tylko Ciebie w zamian, bo to Ty jesteś tym wszystkim..."  
Czytając tę wiadomość uśmiechałam się. Szybko wystukałam na klawiaturze telefon po Polaku, nadal szczerząc się do ekranu:
"Kocham cię, kochanie moje.."
Byłam bardzo ciekawa jego reakcji. 
"Yy.. A może tak po Polsku misiu?"
Rozbawiła mnie ta reakcja blondyna.  Szybko odpisałam:
"Idź do Roberta. Na pewno Ci przetłumaczy,  kochanie..."- ostatnie słowo znów napisałam po Polsku. 
Po chwili do salonu wszedł Wojtek i rzucił się na kanapę obok mnie.. 

*Marco*
Po ostatniej otrzymanej wiadomości od Marceli,  zerwałem się z kanapy,  złapałem za klucze od domu i samochodu,  ale telefon włożyłem do kieszeni spodni,  po czym wyszedłem z domu kierując się w stronę auta. Po kilku minutach byłem już w drodze do domu Lewandowskich
- Siema. Mam malutką prośbę.- powiedziałem, kiedy tylko przyjaciel otworzył mi drzwi.
- Wejdź.- odparł mało zadowolony. Nie rozumiałem jego zachowania. Dopiero kiedy wszedłem do salonu i zobaczyłem Anię zapinającą guziki od swojej koszuli, zrozumiałem. 
- Sorry. Nie wiedziałem.- poklepałem Roberta po ramieniu.
- Dobra, dobra. Co to za malutka prośba?- zapytał brunet siadając obok swojej narzeczonej.
- Mógłbyś mi to przetłumaczyć?- podałem mu telefon z wiadomością od Błaszczykowskiej.
- A po co ci to?- zapytał głupowato.
- A po jajco. Tak się głupio pytasz.. Przetłumaczysz czy nie?- niecierpliwiłem się.
- No okey, okey..- powiedział i przetłumaczył mi słowa napisane przez Marcelę. Szybko wyrwałem telefon brunetowi i odpisałem mojej ukochanej..

*Marcelina*
Siedziałam rozmawiając z przyjacielem na wszelakie tematy i jednocześnie czekając na odpowiedź od blondyna. Po jakiś 20 min. dostałam odpowiedź.
"Kocham cię, serce moje.."- pierwsze dwa słowa po Polsku. Wyszczerzyłam się do telefonu.
- Co się tak szczerzysz?- zapytał Wojtek.Wojtek jak to Wojtek. Ciekawski Wojtek. :D <trochę głupio to brzmi. Wiem. Ale tak ma być>. Nie zdążyłam nic powiedzieć, a mój telefon był już w posiadaniu bruneta.- Ale słodki..- rozczulił się.
- Ejj, ty. Bo się jeszcze zakochasz.- zaśmiałam się.
- A w kim ma się zakochać?- niespodziewanie do salonu weszła Marina. Brunetka usiadła swojemu chłopakowi na kolanach.
- Ehh... W moim Marco.- pokręciłam teatralnie głową.
- Od kiedy to ty jesteś Bi?- Marina również wkręciła się w tę "akcję".
- Kochanie. Od zawsze. Co ty nie wiedziałaś?- no i jeszcze Wojtek. Można, by z tego zrobić całkiem niezły filmik. Ciekawe ile byłoby wyświetleń na YouTube?
- O nie, nie mój drogi. Tak nie będzie. Ilu ty miałeś facetów przede mną?- Boshe... Jak to głupio brzmi.
- Ilu? Tysiąc pięćset sto dziewięćset.- wyszczerzył się. Nie no... Nie wytrzymałam. Wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem.
- Aż tylu?- Marina nadal udawała pustą blondynę. Choć nie była blondynką.- To ty musiałeś zmieniać ich codziennie. Normalnie jak skarpetki.
- No.. Tak właśnie zmieniałem.- wyszczerzył się.
- Dobra, już. Koniec. Brzuch mnie boli.- zakończyłam tę "debatę".
- Ale my tutaj poważną konwersację prowadzimy..- wytłumaczyła Marina, nadal udając tę "pustą blondynkę".
- Nie, błagam.. Ludzie.. Zlitujcie się nade mną.- błagałam samym spojrzeniem.
- Oj,  kotku..- Wojtek pogładził moje kolano. Trochę dziwnie się poczułam.. Ale przecież to jest tylko zabawa. 
- Ty mi tu już nie kotku.- zaśmiałam się i wstałam.- Wy sobie tu debatujcie, a ja idę zrobić sobie coś do jedzenia.- powiedziałam z uśmiechem na twarzy i ruszyłem do kuchni. Zrobiłam sobie moje ulubione tosty z nutellą, których dawno nie jadłam i przeniosłam się do mojego pokoju, gdzie włączyłem sobie TV...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak, wiem. Zabijecie mnie. I to nie na żarty.
Wiem. Krótki. Znów krótki.
Zawiodłam na całej linii i mam tego świadomość.
Nie musicie się nawet wysilać w komentarzach.. ;c

Całuję.. ;**

wtorek, 23 września 2014

Rozdział 43 ~ Wyganiasz mnie?

Kiedy tylko wylądowałam na lotnisku w Londynie zadzwoniłam do Wojtka.
- Jadę.- usłyszałam jego głos i sygnał przerwanego połączenia. No tak... Cały Wojtek.
W międzyczasie, kiedy mój przyjaciel dojeżdżał, ja odebrałam swoją walizkę i wyszłam na parking, gdzie cierpliwie czekałam na bruneta. 
Gdy tylko zobaczyłam mojego przyjaciela wychodzącego ze swojego auta, puściłam walizki i podbiegłam, dosłownie rzucając się na niego i przytulając.
- Tęskniłam...- wyszeptałam.
- Ja też. Nawet nie wiesz jak bardzo.- powiedział wzmacniając uścisk.
- A Marina?- zapytałam, kiedy oderwałam się od przyjaciela.
- Tutaj jestem.- usłyszałam jej jedwabny głos.
- Chodź tu do mnie.- odparłam i przytuliłam ja.


*Kilka dni później*
Czas spędzany w Londynie płynął mi nieubłaganie szybko, z czego z jednej strony cieszyłam się, zaś z drugiej zupełnie odwrotnie..
Dzisiaj nie chcąc tracić dnia szybko ubrałam się, przemyłam twarz chłodną wodą i nałożyłam makijaż, a włosy związałam w niedbałego koka. Zeszłam na dół, gdzie nikogo nie było. Postanowiłam zrobić śniadanie dla domowników. Postawiłam na naleśniki z jabłkami. Nim się obejrzałam, a już się piekły. W tym samym czasie do kuchni wszedł zaspany Wojtek.
- Hej.- przywitałam bramkarza entuzjastycznie.
- Heeeej.- ziewnął.- Co robisz?- zapytał nalewając sobie wody do szklanki.
- Naleśniki.- uśmiechnęłam się.
- ... I jak tam z Reus'em?- zapytał nagle Szczęsny.
- Yy... No ten... Jesteśmy razem.- odparłam niepewnie, a jednocześnie z uśmiechem.
- No w końcu!- przytulił mnie, na co ja zaśmiałam się.- A niech mi cię skrzywdzi to nie żyje.- oderwał się ode mnie i cmoknął w policzek.
- Weź idź!- zaśmiałam się.
- Wyganiasz mnie?- zrobił oczka kotka ze Shreka.
- Nie no skądże.
- Już myślałem...- "odetchnął z ulgą".
- Źle myślałeś..- wywaliłam mu język.
- Małpa!
- Tak, tak. I tak cię kocham.- zaśmiałam się.
- To masz problem, bo ja ciebie nie.- tym razem to on wywalił mi język.
- Głupek!
- Małpa!
- Debil!
- Ciota!
- Cham!- powiedziałam, a Wojtek już nic nie powiedział.- Zgasiłam cię.- wybuchnęłam śmiechem.
- Zgasić to ty możesz co najwyżej świeczki.- powiedział i tym razem to ja nie wiedziałam co mam powiedzieć.
- Emm... Yyy... Nie bądź taki do przodu, bo ci z tyłu zabraknie.- powiedziałam "ratując się".
- Ehh... Jak ja kocham te wasze docinki.- westchnęłam Marina, która pewnie już od dłuższego czasu przysłuchiwała się naszej "rozmowie". Ja i mój przyjaciel zaśmieliśmy się, a Marina podeszła do bruneta i pocałowała na przywitanie.
- Oj, wy moje zakochańce.- zaśmiałam się.


***

Wieczorem po męczącym zwiedzaniu galerii handlowej i okupowaniu się leżałam na łóżku i rozmawiałam z Marco przez Skype.
- I jak?- zapytał zaciekawiony.
- Dobrze.- uśmiechnęłam się szczerze.
- Tęsknie za tobą. I to tak cholernie tęsknie.- wyznał.
- Ja też tęsknie. Cholernie tęsknie.- powiedziałam, a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, którą Marco szybko "wytarł". 
- Ejj, nie płacz. Sama mówiłaś, że to tylko kilka dni.
- Ale wtedy nie wiedziałam, że to będzie takie trudne...- powiedziałam. Rozmawialiśmy jeszcze kilka godzin, ale już na przyjemniejsze tematy. Po skończonej rozmowie z chłopakiem szybko popędziłam do łazienki, gdzie wzięłam równie szybki prysznic i po 30 min. byłam z powrotem w pokoju.

*Następny dzień*
*Marco*
Po skończonym treningu, przyjechałem wraz z Gotze do mojego domu. Zamówiliśmy pizze i włączyliśmy Fife.
- Zajmuje Borussie.- krzyknąłem.
- Ej, nie. Ja chce.- wydarł się z salonu. Wziąłem picie dla nas i ruszyłem do salonu, w którym czekał na mnie Mario.
- Możesz zagrać swoim Bayernem.- rzekłem lekko chamsko.
- Nie zaczynaj.- burknął. W tym samym momencie rozbrzmiał się dźwięk dzwonka do drzwi. Bez słowa ruszyłem do drzwi, mając prawie 100% pewność kto przed nimi stoi, ale kogo przed nimi zobaczyłem...
- Czego chcesz?- warknąłem.
- Marco, proszę cie porozmawiajmy.- szepnęła.
- Ale Caro. My już nie mamy o czym rozmawiać.
- Nie możesz tak po prostu mi wybaczyć i wrócić? Nie może być tak jak dawniej? Przecież byliśmy ze sobą tak szczęśliwi...
- Nie Caro. Ty byłaś szczęśliwa!- już chciałem zamknąć drzwi, ale blondynka zatrzymała mnie.
- Ale ja ciebie nadal kocham.- powiedziała łapiąc mnie za rękę.
- Nie. Ty nigdy mnie nie kochałaś. Kochałaś tylko i wyłącznie moją kasę.- zakończyłem naszą bezcelową rozmowę i wróciłem do salonu.
- Czy mi się zdawało czy to była Carolin?- zapytał szatyn jak tylko usiadłem obok niego na kanapie.
- No. Caro.- przytaknąłem.
- I czego chciała?- zapytał zły. Od zawsze nie lubił Carolin. Kiedy jeszcze bylem z Carolin cały czas powtarzał, że ta mnie nie kocha i zdradza na prawo i lewo. Miał racje, ale ja nie wierzyłem w to, a raczej nie chciałem wierzyć. Dopiero kiedy zobaczyłem to na własne oczy uwierzyłem...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, hej, hej misiaki moje kochane. ♥
Jestem z kolejnym.
Miałam, a raczej chciałam dodać wczoraj, jednak szkoła nie pozwoliła mi na to. ;c
Ale jest teraz...
Hm... Co tu dużo mówić?
Już was nie męczę i daję wam ocenić ten rozdział. ;)

Buziaki Kinga... ;**

poniedziałek, 15 września 2014

Rozdział 42 ~ Nie Jezusuj, bo Jezusem zostaniesz.

- Idź się wykąp, bo nie będę z tobą spała. Jeb*e od ciebie na kilometr.- inaczej tego określić się nie dało. Marco bez żadnego sprzeciwu i słynnego "ale" skie wał się do łazienki.
Położyłam się wygodnie na łóżku mojego ukochaneg. i rozmyślałam... O nim. Powoli moje powieki robiły się ciężkie i nie byłam w stanie utrzymać ich. Już prawie usypiałam, kiedy poczułam ciepłe wargi na mojej szyi...
- Spisz?- zapytał ochrypłym głosem, nadal całując skrawek po skrawku mojej szyi. W międzyczasie jego ręka zawędrowała na mój brzuch.
Już po chwili blondyn był nade mną i musnął moje wargi. Jednak już chwile później jego usta zagościły na moich w namiętnym pocałunku. Wiedziałam do czego zmierza Marco, ale i wiedziałam, że nie jest trzeźwy.
- Marco...- odsunęłam go lekko od siebie, jednak ten nie reagował. Nadal całował mnie, a jego ręce błądziły po moim ciele. Chciałam to z nim zrobić, ale nie teraz...- Pijany jesteś.- odepchnęłam go już z większą siłą niż poprzednio. 
- Ale to nie oznacza, że nie wiem co robię.- odparł siadając obok mnie. Ja również się podniosłam. 
- Wiem.- powiedziałam i przygryzłam lekko dolną wargę. Przysunęłam się bliżej Marco i lekko popchnęłam, tak że leżał. Usiadłam na nim okrakiem, ujęłam jego twarz w dłonie i zaczęłam namiętnie całować. Blondyn wsunął ręce pod moja koszulkę, zatrzymując się na biodrach. Wiedział, że na więcej jak na razie pozwolić sobie nie może. Jednak na tym się skończyło...
Odrywając się od Marco przejechałam po jego nagim i umięśnionym torsie.
- Może być?- zapytałam z szerokim uśmiechem.
- Brakuje mi czegoś w tym "zdaniu".-odparł, a ja spojrzałam na niego pytająco.- Kochanie.- zaśmiał się.
- No dobrze. Może być kochanie?
- Idealnie kotku.- odpowiedział, a ja zeszłam z niego i położyłam się obok.
- Dobranoc.- dodałam, odwróciłam się na drugi bok, tyłem do Marco.
- Dobranoc.- odparł całując mnie w policzek i łapiąc moją dłoń.

*Następny dzień*
Obudziłam się po 12, a Marco już nie było obok mnie. Było to trochę dziwne, bo on zawsze po imprezach śpi najdłużej jak tylko może.
Z wielką chęcią wstałam, iż to ostatnie moje godziny w Dortmundzie przed wjazdem do Londynu.
Założyłam bluzę Marco, która leżała obok łóżka i zeszłam na dół. Już kiedy postawiłam nogę na schodach poczułam zapach smażonej jajecznicy. Nie dowierzałam... Mój Marco umie gotować, a raczej piec. Najciszej jak tylko mogłam weszłam do kuchni i będąc już wystarczająco blisko blondyna, wbiłam palce w dolną część jego pleców. Podskoczył.
- Jezuu..!- krzyknął "łapiąc się za serce".
- Nie Jezusuj, bo Jezusem zostaniesz.- zaśmiałam się, stanęłam na palcach i  czule pocałowałam mojego chłopaka.- Co tam pichcisz?- zapytałam spoglądając na patelnię.
- Jajecznicę dla mojej księżniczki.- uśmiechnął się zabójczo.
- A dodałeś soli?- zapytałam i zaczęłam mieszać nasze śniadanie.
- Tak.- odpowiedział dumnie.
- A szczypiorek?- zadawałam kolejne pytania, nie przerywając czynności.
- Już. Sio mi stąd.- zabrał mi łyżkę drewnianą.
- No dobrze, już dobrze.- zaśmiałam się.- To ja pójdę...- zapomniałam, że nie mam ubrań na zmianę.- Ta... Pójdę.- powiedziałam z grymasem na twarzy.
- W pokoju gościnnym jest szafa, wiesz gdzie?- usłyszałam głos blondyna. Pokiwałam twierdząco głową.- Tak powinnaś znaleźć coś dla siebie.- dodał. Już miałam otwierać usta, aby zadać pytanie, ale Marco mnie uprzedził czytając mi w myślach.- Nie. To nie są ubrania Caro.- zaśmiał się.
- Już myślałam...- oparłam.- To idę.- dodałam i ruszyłam w kierunku schodów.
- Ejejejj...- Marco mnie zatrzymał. Odwróciłam się, jednak nie zdążyłam nic powiedzieć, ponieważ złożył na moich ustach czuły pocałunek, gładząc palcem mój policzek. Kocham, kiedy tak robi. Zaskakuje mnie. Z trudem oderwałam się od jego kuszących ust i odchodząc przejechałam ręką po jego torsie, na co ten zaśmiał się słodko.

***

Po zjedzeniu kolacji poszliśmy do salonu, aby coś obejrzeć.
- To co robimy?- zapytałam opierając głowę o ramie Marco.
- Olewamy wszystko, spędzamy razem czas i cieszymy się sobą.- zaśmiał się całując mnie w czoło.
- Czemu nie?- wzruszyłam ramionami.- O nie... Ja się jeszcze nie spakowałam.- mruknęłam spoglądając na blondyna.
- No to na co liczysz? Jedziemy.- wstał i złapał mnie za rękę ciągnąc w stronę swojej sypialni.
- Yyy, Marco? Po co my tu przyszliśmy?- zapytałam zaskoczona.
- A jak myślisz?- nie zdążyłam powiedzieć, bo Marco docisnął mnie do ściany i popatrzył w głęboko w moje oczy.- Chyba zapomniałaś, ze ja bez telefonu się nie ruszam.- zaśmiał się i złapał za swój telefon. Ja również wzięłam swój i ruszyliśmy.

***

Pakując moje rzeczy wygłupialiśmy się jak tylko mogliśmy. Śmialiśmy się z niczego. Ganialiśmy po moim pokoju, a nawet próbowałam uciec przed Marco przez balkon, co mi się nie udało...
- Już, ogar. Muszę się spakować. Za trzy godziny mam samolot.- upomniałam mojego chłopaka.
- No dobra.- odparł ze skrzywioną miną.
Do końca, no może nie do końca pakowania moich rzeczy na tygodniowy wyjazd do przyjaciela staraliśmy się zachowywać normalnie. Jednak ja nie potrafiłam długo patrzeć jak mój Marco jest taki poważny. Złapałam za moją bluzkę i rzuciłam nią w niego. O dziwno trafiłam w upragniony cel. Twarz blondyna. Ten niemal natychmiastowo wstał i zaczął mnie gonić. Nie widząc innego schronienia schowałam się w szafie próbując zamknąć drzwi, jednak Marco był szybszy. Dopadł mnie i zaczął gilgotać. Natomiast ja, z racji tego, że mam masakryczne łaskotki zaczęłam wić się jak opętana.
- Marco, pro... Proszę cię.- mówiłam pomiędzy napadami śmiechu,
- A co będę z tego miał?- zapytał poruszając znacząco brwiami.
- Co tylko chcesz.- powiedziałam i łapczywie wbiłam się w jego usta, ujmując twarz blondyna w dłonie. Bicie mojego serca momentalnie przyspieszyło. To niewiarygodne co ten chłopak ze mną robi.

Dokończyliśmy pakowanie moich rzeczy i blondyn na moją prośbę poszedł na dół do Kuby i Agaty. Ja szybko odświeżyłam się, przebrałam w wygodniejsze ubrania, nałożyłam makijaż, a włosy pozostawiłam rozpuszczone, po czym zeszłam na dół. O dziwo w kuchni, ani salonie nikogo nie było, co oznaczało, że są na zewnątrz. Ruszyłam do drzwi tarasowych, które były otwarte i już kilka chwil później byłam na świeżym powietrzu.
- Jestem.- oznajmiłam rozglądając się po tarasie. O dziwo nie było dla mnie krzesełka, więc byłam skazana na kolana Marco. Spojrzałam na niego, a ten tylko poklepał się po kolanach, na co ja podeszłam do niego i usiadłam na kolanach piłkarza.
- Cudowna z was para.- usłyszałam nagle głos Agaty. Spojrzałam na moją bratową zaskoczona.
- Dziękujemy.- powiedziałam w moim i chłopaka imieniu.
W tak miłej atmosferze spędziliśmy jeszcze niecałą godzinę.
- Na mnie czas.- odparłam żegnając się z bratem i Agatą.
- Może odwieziemy cię?- zapytał Kuba.
- Daj spokój. Marco mnie odwiezie. A poza tym Oliwka śpi.- uśmiechnęłam się przekonująco.
- No dobra. Jak chcesz.
Poszłam jeszcze pożegnać się w Oliwką, a Marco poszedł po moją walizkę. Weszłam do pokoju najmłodszej Błaszczykowskiej, która spokojnie sobie spała w swoim łóżeczku. Ucałowałam małą w czoło i popatrzyłam jeszcze chwilę na nią. Tak słodko spała... Uśmiechała się przez sen.

Niecałe pół godziny później byliśmy już w budynku lotniska w Dortmundzie.
- Już tęsknię...- mruknęłam stojąc na przeciwko blondyna i trzymając go za obie ręce.
- Ja też..
Już kilka chwil później został wywołany mój lot. Zbliżyłam się jeszcze bliżej Marco i namiętnie pocałowałam.
- Pamiętaj, że cię kocham..- dodał, kiedy odchodziłam. Nasze dłonie rozłączyły się...




~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No hej, hej, hej.
I mamy kolejny.
Trochę dłuższy niż poprzednie, ale jakoś tak nie mogłam go zakończyć..
No... To... Co tu więcej pisać?
Pozostawiam go do waszej dyspozycji. ;)

Buźka, Euphory. ;**


środa, 10 września 2014

Rozdział 41 ~ Laski na mnie lecą.

Po niecałych 15 min. byliśmy pod stadionem. Wysiadłem i z tylnego siedzenia mojego auta wyciągnąłem torbę treningową. Marcela wyszła zaraz po mnie. Podszedłem do niej, chwyciłem za rękę i ruszyliśmy w stronę chłopaków, którzy już byli. Jak zawsze jestem ostatni. Tyle, że teraz to jesteśmy.
- Ooo patrzcie. Nasze gołąbeczki idą...- usłyszeliśmy z ust Mario...
- No tak, tak Mario. Gołąbeczki.- uśmiechnąłem się i przywitałem z chłopakami.
- Jak tam noc się udała?- prychnął Gotze, za co został spiorunowany wzrokiem przez Marcelę.
- Ja tutaj jestem!- oburzyła się.
- Tak, tak. Wszyscy widzimy.- uśmiechnąłem się do niej.
- Koniec gadania chłopcy. Na trening zapraszam.- nie wiadomo skąd pojawił się wśród nas Kloppo.
- Oo... A trener wie, że nasz Marco jest z Marcelą?- Mario wyskoczył z "ciekawostką" do trenera.
- Naprawdę? To gratuluje.- powiedział z uśmiechem 47 latek i przytulił moją dziewczynę, a później pogratulował również mnie.
- Dziękujemy.- odparła w naszym imieniu Marcela.
- Raz, raz. Na trening.- poganiał nas trener. Wszyscy ruszyliśmy w stronę wejścia. 
Szliśmy ostatni. Nawet na chwile nie puściłem dłoni mojej ukochanej. Po chwili blondynka oparła głowę, a moja rękę, nadal trzymając moją dłoń. Natomiast ja pocałowałem ją w głowę.
Kilka chwili później byliśmy pod szatnią i musiałem "rozstać się" z Marceliną.

Trening minął mi bardzo szybko. Jak zawsze dużo się śmialiśmy. Ale dzisiaj trzeba było się skupić. W końcu gramy mecz z Barcelona. Przegrywamy 4:1. Nie jest dobrze. Ten jeden gol Roberta w pierwszym spotkaniu jakoś nam pomaga. Jeżeli chcemy wygrać to musimy się skupić i grać na pełnych obrotach.
Po skończonym treningu trener zrobił jeszcze kilku minutową zbiórkę i mówił na temat meczu. Wszyscy słuchaliśmy go nie odzywając się ani słowem.
W szatni wlekłem się jak tylko mogłem. Wiedziałem, że Marcela czeka na mnie, aby się pożegnać, bo zobaczymy się dopiero po meczu.
Kiedy wszyscy już wyszli, ja zawiązywałem dopiero buty. Po zakończeniu tej czynności złapałem za torbę treningową i miałem już wyjść, kiedy do szatni weszła blondynka.
- No ileż można czekać!?- oburzyła się.
- Oj tam..- machnąłem ręką. Położyłem torbę na ławce i podszedłem do mojej dziewczyny. Docisnąłem ja lekko do ściany i położyłem rękę na jej biodrach. Nachyliłem się i złożyłem na jej ustach delikatny pocałunek, nie widząc sprzeciwu z jej strony ponownie zbliżyłem swoja twarz do jej. Ponownie złączyłem nasze usta. W ten pocałunek włożyłem wszystkie swoje uczucia. Chciałem pokazać  jak bardzo ją kocham i jak bardzo ważną jest osobą w moim życiu. 
- Tak bardzo cie kocham..- szepnęła blondynka opierając swoje czoło o moją brodę.
- Ja ciebie tez skarbie. Nawet nie wiesz jak bardzo.- ująłem jej twarz w dłonie i szeroko się uśmiechnąłem.
- Chodźmy, bo Kuba czeka.- powiedziała łapiąc mnie za rękę. Wziąłem torbę i ruszyliśmy w stronę brata mojej ukochanej. Ta ponownie oparła głowę o moja rękę. 
Wyszliśmy przed SIP gdzie czekał Kuba.
Pożegnałem się z Marceliną słodkim buziakiem, którym mnie obdarowała i ruszyłem do siebie do domu.

*Marcelina*
W domu byliśmy przed 14. Od razu poszłam do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. Nie wiem czemu, ale cholernie chciało mi się spać, wiec nie poleżałam długo, bo już po chwili usnęłam. Obudziłam się po niecałych trzech godzinach. Na zegarku obok mojego łózka widniała godzina 16:42.
Chłopaki trening już zaczęli, wiec i ja musiałam zacząć szykować się na mecz...

*Po meczu*
Nie mogę w to uwierzyć. Słone łzy spływały po moich policzkach, kiedy ja siedziałam na jednym z kilkudziesięciu milionów krzeseł na Signal Iduna Park. Przegraliśmy... A tak mało brakowało. Centymetry... Marco strzelił dwie piękne bramki, które niestety nie wystarczyły. Te dwie piękne bramki mojego Marco nie wystarczyły. Mało brakowało, a Mario starzeliby bramkę. Cholerne centymetry!
Siedziałam i nie obchodziło mnie to, że WAG's mnie wołają. Po kilku sekundach w końcu wstałam i zeszłam z nimi na boisko. Od razu, kiedy wypatrzyłam Marco, wśród Borussen podeszłam do niego i przytuliłam. Nadal cicho szlochałam... Było mi strasznie przykro. 
- Ej, mała nie płacz. Nie udało się. Trudno. Czasu nie cofniemy...- mówił gładząc moje włosy.
- Wiem, ale... To cholernie trudne. Te dwie bramki... Były piękne...- powiedziałam odsuwając się od niego i ocierając swoje łzy.
- Dedykowałem je tobie.- uśmiechnął się uroczo.- Wiem, że nie chcesz, aby o nas wiedzieli. Ale tylko na razie, prawda?- zaśmiał się, czym spowodował, ze również na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Najpierw ja muszę się oswoić z tą wiadomością.- powiedziałam i zaśmiałam się.
- Chodźmy.- powiedział i ruszył w kierunku Borussen i ich partnerek.

***
Dzisiejszy wieczór spędzamy wszyscy u Moritza w domu. Jak zawsze po jakimkolwiek meczu, któryś z chłopaków robi domówkę, tak jest i dzisiaj... 
Siedziałam właśnie z dziewczynami rozmawiając na różnorodne tematy.
- Przepraszam, ale porywam te oto panią.- nagle nad sobą zobaczyłam już podchmielonego Marco. Dziewczyny pokiwały głowami na znak zrozumienia, a ja wstałam. Złapałam Marco za rękę i ruszyliśmy na parkiet. Akurat zaczęła lecieć wolna piosenka, którą uwielbiam.
- To twoja sprawka?- zapytałam, a raczej stwierdziłam. 
- Co? Nie.
- Nie kłam.
- No dobra. Jesteśmy razem już jakiś czas razem, a nie mieliśmy jeszcze okazji zatańczyć czegoś.
- Jakiś czas? Marco to tylko dwa dni.- zaśmiałam się.
- Oj tam...- machnął ręką.- To jak? Zatańczy pani? Czy będziemy tak stać?- zapytał z cwaniackim uśmieszkiem. Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo blondyn przyciągnął mnie do siebie i położył ręce na biodrach. Natomiast ja zaplotłam ręce na jego szyi kołysząc się w rytm melodii piosenki Birdy. Oparłam głowę o ramie mojego chłopaka, bawiąc się jego blond włosami. Pomiędzy nami panowała cisza. Jedyne co było słychać to grającą muzykę. Podniosłam głowę lekko w gore i zobaczyłam, że Marco wpatruje się w jakieś miejsce za mną. Odwróciłam się i spostrzegłam jakieś dziewczyny szczerzące się do mojego Marco.
- Ejj.. Będę zazdrosna!- skarciłam go.
- Musisz się przyzwyczajać. W końcu jestem ten Marco Reus. Laski na mnie lecą. Nic na to nie poradzę.- wzruszył ramionami.
- Marco!- szturchnęłam go w ramie.
- Przyzwyczajaj się kotku.- puścił mi oczko.
- Będzie trudno.- powiedziałam z grymasem na twarzy.
- Dasz rade. Wierze w ciebie.- uśmiechnął się uroczo i namiętnie mnie pocałował. Odwzajemniając pocałunek wplotłam palce w jego włosy, przyciągając blondyna jeszcze bliżej siebie i pokazując tym tam plastikowanym dziuniom, że pomiędzy mną a Marco jest coś więcej.
Oderwałam się od blondyna i odwróciłam głowę, spoglądając na te trzy plastikowe laski. Na ich twarzy malowało się zdziwienie, a jednocześnie zawiedzenie. Odwracając się w stronę Reus'a, przygryzłam dolną wargę.
- Zazdrośnica!- zaśmiał się.
- Że ja?- zapytałam udając zadziwienie i znów przygryzając wargę.
- Prowokujesz mnie.- odparł przyciągając mnie jeszcze bliżej siebie.
- Ee... Napaleńcu! Zluzuj!- zaśmiałam się. 

***

- Marco! Chodź!- mówiłam do mojego chłopaka, podtrzymując go, aby nie upadł. Ten jednak nie miał zamiaru nigdzie iść. 
- Idziecie?- krzyknęła Agata również trzymając Kubę.
- Idziemy!- zwróciłam się do Marco prawie krzycząc.
- Już, już kotku.- wymamrotał.
- Cześć.- pożegnałam się z chłopakami i ruszyliśmy do samochodu mojego brata, który prowadziła Agata.
- Agata zawieź mnie do Marco. Nie zostawię go samego w takim stanie. Jeszcze sobie coś zrobi.- powiedziałam z grymasem na twarzy.
Już po niecałych 15 min byliśmy pod domem mojego chłopaka. Z lekkimi trudnościami doprowadziłam go do sypialni i posadziłam na łóżku.
- Idę się umyć i tobie tez bym to radziła.- odparłam i ruszyłam do łazienki na dole, aby Marco miał dla siebie łazienkę na gorze. 
Po wykonaniu wszystkich niezbędnych czynności wróciłam do sypialni, w której spostrzegam Marco... W ubraniach.
O nie, nie. Tak być nie będzie. 
Chwile później byłam już  z powrotem w sypialni mojego ukochanego. Stanęłam nad nim i bez żadnych zahamowań czy zawahań wylałam na niego lodowatą wodę. Od razu zerwał się z łóżka na równe nogi.
- Idź się wykąp, bo nie będę z tobą spała. Jeb*e od ciebie na kilometr.- inaczej tego określić się nie dało. Marco bez żadnego sprzeciwu i słynnego "ale" skierował się do łazienki.
Położyłam się wygodnie na łóżku mojego ukochanego i rozmyślałam... O nim. Powoli moje powieki robiły się ciężkie i nie byłam w stanie utrzymać ich. Już prawie usypiałam, kiedy poczułam ciepłe wargi na mojej szyi...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Macie swój upragniony przez niektórych 41 rozdział. ;)
Mam nadzieję, że opłacało się czekać na niego AŻ tyle.
Tak wiem... Długo mnie nie było, ale pisałam... Pisałam i pisać będę.
Nie ma co pisać na temat tego rozdziału, więc nie bredzę już i pozostawiam go do waszej dyspozycji..

18 komentarzy ~ Następny rozdział!
Wiem, że potraficie! ;**



Buziaki Kinga... ;**